piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 11.

   Rano było bardzo zimno. Usiadłam, na poduszce, oparłam głowę o ramię Kamila. Zbierało się na deszcz jednak nie chciało mi się wstawać i iść do domu. Kamil intensywnie sms-ował z kimś.  Wtedy :
KACPER : Oooo Hej Nikola . Widzę, że kiedy nie jesteśmy razem ty się od razu zadowalasz innym chłopakiem.
   No własnie wtedy na moim podwórku pojawił się Kacper. I tak po prostu  wszedł do mojego namiotu.
KAMIL : Słucham ? O co chodzi ? Nikola powiesz mi kim jest ten człowiek. I co on tu robi ? Hmm...
   Obaj spojrzeli na mnie w tym samym momencie. Jak on mógł znowu pokazać mi sie na oczy. Przecież nie chciałam go widzieć.
JA: Kamil to jest Kacper. Ten Kacper.
KAMIL : Aha....
KACPER : Tak. Jasne wszystko rozumiem. "TEN KACPER " Co to miało być ?
JA: No.. a jak myślisz. Wydaje ci się, że nikomu nie powiem. Że zostanę z tym sama. To się myliłeś.
KACPER : Aha... Czyli co , jestem największym kretynem, nieudacznikiem życiowym i mi jest zabronione popełnianie błędów tak ? To że raz potknąłem się, to że raz, raz jedyny źle zrobiłem to mnie skreśla na zawsze.   Rozumiem. Wszystko jasne. Nikola. Ja  naprawdę Cię kocham. Naprawdę. Nie wiem czy jest na świecie ktoś taki kto kocha tak jak ja, pomimo  tego że ty tak mnie nie chcesz, że mnie odrzucasz. Musisz mi uwierzyć, że ja naprawdę chce żeby było tak jak kiedyś. Nie chciałem tego co się stało. Wybacz mi.
   Kacper spojrzał na mnie, dotknął moją rękę i za chwilę znów spojrzał.
KAMIL : Dobra wszystko już jasne. Ale helloooo jestem tutaj. Nie trudno zauważyć prawda ? Możecie się spotkać gdzieś i porozmawiać, a nie tutaj z samego rana wpadasz jak rozwścieczony pies do  namiotu i masz pretensje do Nikoli.
KACPER : Dobra koleś ty się nie wtrącaj może ok ? Sam dobrze wiem co mam zrobić. Nie musisz mi mówić.
KAMIL : He. Ja się wtrącam .? Ja? A kto przepraszam teraz wpieprza się w życie Nikoli skoro ona tego nie chce. Zauważyłeś, że ona ma cie w dupie ? Po co przychodzisz i przepraszasz. No po co ?
KACPER :A nie zauważyłeś, że może ja ją serio kocham skoro tak często przychodzę ?
KAMIL : Skoro ją kochasz , po chuja zrobiłeś jej takie coś ? Dlaczego przeleciałeś jej przyjaciółkę  ?...[...]
JA : Ejj chłooopcy ja tu nadal jestem..- przerwałam Kamilowi - nie przeszkadzam wam ?
KAMIL: [..] ... No zastanów się , i jak już będziesz wiedział, to zadzwoń, a teraz żegnam. Ona nie chce cię widzieć teraz i być może nigdy już. Ok ?
KACPER : NIE!
JA : Kamil może pozwolisz że będę decydowała o tym sama. OK?
   Świetny poranek. Chłopaki tak krzyczeli, że na ratunek wybiegł tata.Oto mój wybawiciel.
TATA : Do cholery jasnej, co tu się dzieje. Co tak krzyczycie . Co, nie umiecie spokojnie porozmawiać. Stresujecie tylko moją córkę. Żegnam panów.
  Byłam szczęśliwa. Ni mogłam już ich słuchać. Może kiedyś, powrócę do tego i porozmawiam z Kacprem sam na sam. Tak szczerze. Cieszę się , że mam tatę jeszcze.
KACPER: Dobra, dobra idę już nie będę cie więcej denerwował, jednak nadal będę się starał cię odzyskać. Na pewno nie będzie to łatwe. Zdaję sobie z tego sprawę.
KAMIL: Dobra zamknij się już . Idź.
JA: Ej no może spokojniej co ? Jak narazie to mi się wydaję że nie chce widzieć ani jednego ani drugiego.
TATA: Świetnie, w takim razie Ciebie Kamil żegnam a ty Kacper idź do roboty, o mamy sporo dziś do zrobienia.
Poszłam do domu, jejku zaczyna się w moim życiu teraz bardzo dużo dziać, i to wszystko na raz. Muszę sobie z tym jakos poradzić. Chłopcy jakoś ostatnio dziwnie sie zachowują... Miałam wystarczająco dużo czasu na przemyslenie tego wszystkiego. Nie chodziłam do szkoły, bo lekarz mi zabronił, dopiero w drugim semestrze będę mogła. Może to i lepiej... codziennie widzieć Kacpra. Był już prawie listopad. Te ostatnie dwa miesiące minęły bardzo szybko. Codziennie to samo, brzydka deszczowa pogoda , nuda. Weszłam do swojego pokoju. Trzeba będzie posprzatać w domu...Przecież zbliżały się świeta listopadowe a w moim pokoju cięzko było cokolwiek znaleźć. Tata napewno by mi nie pomógł, dlatego mogłam liczyć tylko na siebie. Usiadłam na parapecie i przyglądałam sie jak zaczyna padać deszcz. Na drzewach pozostało już niewiele liści...Smutna jesienna pogoda. Zastanawiałam się jak by to było gdyby teraz przy mnie była mama, co by było gdybyśmy teraz rozmawiały. Czy  by mi pomogła ? Moje rozmyślania przerwał Kamil. Wszedł do mojego pokoju , bez żadnego słowa wyjaśnienia usiadł na moim łóżku.
KAMIL: Nikola, chciałbym z tobą porozmawiać.
JA: O czym ? Czy wy chociaż na chwilę nie dacie mi świętego spokoju.
KAMIL: No przepraszam, ale chciałem porozmawiać o tym co zaszło dziś rano.
JA: Ale czy to jest takie ważne, było minęło tak? Nie mam ochoty o tym rozmawiać. Źle się czuje.
KAMIL: Kurcze, trudno... może ci przejdzie. Prosze porozmawiajmy
JA: Wszyscy jesteście tacy sami.
KAMIL: Super. Chciałem ci coś powiedzieć.No ale skoro nie chcesz to ide..
JA: To idź. Żegnam.
Wyszedł.
Myślałam o tym co on chciał powiedzieć... ale trudno. Jeśli było by to coś ważnego to by od tak nie poszedł...Czy on czegoś nie ukrywa.
TATA: Nikola ! Nikola ! Nikola ! Chodź tu do mnie dziecko moje!
JA: Idee tato , ide.
Co oni dziś wszyscy ode mnie chcą.Zeszłam do garażu.
JA: Słucham tato ?
TATA: Muszę jutro rano pojechać do Zamościa, do kolegi. Zostajesz w domu sama, ewentualnie dam jeszcze komuś klucze żeby się toba zaopiekował. Tylko mam do Ciebie wielka prośbę. Mogła być jutro sprzątnąć  w domu, bo nie wiem kiedy wróce najprawdopodobniej wieczorem.
JA: Dobra spoko tato poradzę sobie.
Reszta dnia minęła beznadziejnie przesiedziałam prze komputerem szukając jakiegoś ciepłego płaszcza na jesień. Masakra wszystko w rozmiarach XXL. Trudno było cokolwiek na mnie znaleźć. W pewnym momencie zabrakło prądu. W tamtej chwili mój telefon, nie cichł. Co chwilę ktoś dzwonił z zastrzeżonego, Bałam się odebrać, w końcu zebrałam się na odwagę , kiedy odebrałam słyszałam śmiech Kamila i jakiś jeszcze kilku kolegów. Wydawało mi sie że słyszałam tam też Kacpra... ale nie byłam tego pewna. Może po prostu za dużo o nim ostatnio myslałam. Rozłączyłam się. Zasnęłam.
Nadszedł kolejny dzień. Nie miałam ochoty, na spotkanie z całą resztą no bo po co mi to było, po pierwsze z Kacprem nie chciałam się spotykać bo pewnie znowu by mnie przepraszał... a Kamil no cóż niby nie miałam nic przeciwko niemu ale wydaje mi się że on co ukrywa. Chciałabym z nim tak szczerze porozmawiać ale nie miałam odwagi zapytać się go co ukrywa przede mną. Ranek mijał bardzo wolno. Wstałam z łóżka i miałam ochotę znów się na niego położyć. No ale bez przesady... przecież była już jakoś 11:30 , nie będę sobie marnowała dnia ze względu tylko na dwie osoby. Usiadłam z powrotem na łóżku, jakoś źle się poczułam. Ostatnio często miałam takie chwile słabości. Nie miałam pojęcia co to mogłoby być. Bałam się troszeczkę bo to nie przechodziło, a trwało już jakoś miesiąc. Jednak nie chciałam też denerwować taty, dlatego też nic mu nie powiedziałam. I jak na razie nic mu nie powiem, uważam że tak będzie lepiej. Znowu wstałam, zeszłam do kuchni nikogo tam nie było, tata dziś rano miał pojechać do Zamościa, do kolegi. Nie powiedział kiedy wróci. Nastawiłam wodę na herbatę i zrobiłam sobie 2 kanapki z serem. Nic więcej nie mogłam znaleźć w tej lodówce, trzeba będzie pójść do sklepu. Na to też nie miałam dziś ochoty. Po śniadaniu, wróciłam do pokoju, włożyłam dres ogarnęłam trochę twarz i całą siebie i wyszłam do sklepu na zakupy. Była już późna jesień. Niedługo może nawet spadnie śnieg, chociaż nie było się o co na razie martwić bo pogoda ostatnio była dość ładna, tylko od czasu, do czasu padał deszcz, ale to nikomu nie przeszkadzało, w końcu jesień. Na ulicy było mało ludzi, wszyscy jeździli samochodami, a większość wyjechała, przecież jutro było święto. 1 listopad. Odwiedzę mamę na cmentarzu. Pewnie nikt do nas nie przyjedzie. Nikt nigdy nie przyjeżdża. Zawsze jestem sama z tatą siedzimy i oglądamy tv, albo oglądamy zdjęcia i wspominamy, przeważnie mamę. Szkoda że jej teraz ze mną nie ma. Na pewno by wiedziała jak mi pomóc, co mi jest. Na pewno wspierała by tatę w każdej sytuacji, noo i na pewno pomogła by mi załatwić sprawę z chłopakami. Chciałam czyjejś pomocy. Ale nie miałam już prawie nikogo. Tylko tata, ale on też już pewnie miał mnie dość zawsze te same problemy. Byłam już w sklepie. Szybko wrzuciłam do koszyka to czego w domu nie było, zapłaciłam i wróciłam do domu, w drodze powrotnej zaczął padać deszcz. Super wszystko idealnie pasowało do mojego humoru. Beznadziejna pogoda, deszcz, wszędzie pusto. Nie miałam parasola. Do domu weszłam cała mokra, nic mi się nie chciało. Zostawiłam zakupy w kuchni. Poszłam sprzątnąć w pokoju. Znalazłam odkurzacz i zaczęłam sprzątanie. Po odkurzeniu całego domu, nie miałam już siły na nic innego, ale musiałam jeszcze zetrzeć kurze. W łazience znalazłam jakąś starą szmatę. Kiedy kuchnia, łazienka, salon i pokój taty były czyste przeniosłam się do siebie. Tym razem zajrzałam nawet na górę szafy. Znalazłam tam jakąś teczkę. Nie była moja, przynajmniej nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek taką miała. Była duża czarna w białe łaty. Myślałam że to taty, no ale w sumie co ona by robiła u mnie w pokoju i to w dodatku schowana na szafie? Wzięłam ją. Odłożyłam ścierkę na podłogę. Usiadłam na parapecie. Byłam ciekawa co znajduje się w tej teczce, jednak też się trochę bałam ją otwierać. Odpięłam zatrzaskę, to co tam zobaczyłam było dziwne. W teczce znajdowały się jakieś listy, zdjęcia moje, mamy, taty. Do tego na samym końcu były zdjęcia, ciąży. Do każdego był jakiś opis, jednak na samym wierzchy tego wszystkiego znajdował się jakiś list. Postanowiłam go przeczytać …

„Kochana córeczko. Wiem, że kiedyś to znajdziesz. Nie dawałam tego tacie, bo on by ci tego nie przekazał,dlatego zostawiłam ci to na tej szafie. Na pewno długo mnie już z wami nie ma. Zawsze chciałam ci powiedzieć jak bardzo cie kocham, ale wtedy byłaś jeszcze mała i nie wiedziałaś że coś takiego może się stać, że mnie nie będzie, teraz już to na pewno wiesz. Domyślam się jak jest ci teraz ciężko, wiem że tata jest chory i korzysta z życia póki może. Mam nadzieje że masz już kogoś bliskiego. Wiem, że masz problemy, ale ja wierze w ciebie. Zawsze chciałam mieć córkę. No i mam. Teraz kiedy to pisze jesteś bardzo malutka, dlatego daje ci te zdjęcia, wiem, że macie ich mało. Nie płacz tylko. Jeżeli teraz nie wiesz co zrobić w swoim życiu to przebaczaj ludziom którzy zrobili ci coś złego, wybacz. Warto , naprawdę warto. Chcę żebyś miała dobre wspomnienia. Napisałam bym więcej ale pewnie jest ci trudno, wierzę w ciebie i jestem zawsze przy tobie, Pamiętaj. „

Kocham.
Mama

Czytając ten list i przeglądając te zdjęcia cały czas płakałam. Chciałam się do niej teraz przytulić. Było bardzo smutno. W tamtej chwili, w drzwiach mojego pokoju stanął Kacper. Tylko jego teraz brakowało. Jednak, miałam w tamtym momencie dość tego wszystkiego i te słowa mamy.
JA: Usiądź, musimy porozmawiać.
KACPER: Myślałem, że nie będziesz chciała ze mną rozmawiać jednak ja muszę próbować bo Cie nadal kocham. Przyszedłem teraz bo wiem, że nie ma twojego taty. Zresztą sam mi to powiedział dał mi klucze bo chciał, żebym się Tobą zaopiekował. On cie kocha. Chce dla ciebie jak najlepiej.
JA: Skoro mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej to dlaczego przysłał tu Ciebie a nie Kamila. Przecież jeszcze niedawno, sam mi powiedział że on jest rozsądniejszy. Zresztą nie ważne. Chciałeś porozmawiać?- zapytałam.
KACPER: Tak. Nikola ja wiem że ty nie chcesz mnie znać po tym co ci zrobiłem, ale wiedz że to nie jest moja wina, to tylko Amelii. Tylko, to ona to zrobiła. Zmusiła mnie. Wybacz mi błagam nie gniewaj się już na mnie. Nawet nie wiesz jak mi jest ciężko. Każdego dnia, myślę o Tobie o każdym dniu spędzonym razem. Takie coś się już nigdy nie powtórzy. Obiecuje...
JA: Kacper...-przerwałam.
KACPER: Pozwól mi mi dokończyć. Proszę. Nigdy wcześniej nie znałem takiej osoby jak ty. Jesteś jedyna i niepowtarzalna i wiedz że to właśnie z Tobą chcę spędzić swoje życie. Tak wiem że ty się boisz że zrobię ci takie coś jeszcze raz, ale naprawę nie jestem taki, zrozumiałem swój błąd i obiecuje ci kochanie że nigdy już takiego czegoś nie zrobię. To był największy błąd jaki popełniłem w życiu i nie wiem dlaczego to przytrafiło się Tobie, może po prostu to tylko taki głupi los. Może on chciał żebyśmy przeżyli tą pierwszą kłótnie i żeby później nam się już nigdy nie przytrafiła. Wiem nie chcesz mnie już znać. Wiem, rozumiem to. Ja tego żałuje. Jak nikt inny. Amelia wyjechała. Nie utrzymujemy żadnego kontaktu, powiedziała że niczego ode mnie nie oczekuje, dodała że nigdy już nam nie zepsuje życia. Kocham tylko Ciebie. Proszę wybacz mi...
JA: Kacper... teraz ty posłuchaj mnie. Jeszcze kilka dni temu, wiedziałam że już nigdy się do Ciebie nie odezwę, że zostawię cie dla kogoś innego, że to co się stało całkiem wpłynęło na moje życie i nigdy już ci nie wybaczę. Dziś już wiem, że to było głupie, znalazłam list od mamy. I teraz uświadomiłam sobie, że warto wybaczać, nawet jeśli osoba na której się zawiodłaś bardzo cię zraniła. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Bałam Ci się to powiedzieć ostatnio, bo nie byłam pewna, czy na pewno nie powtórzy się to wszystko. Trudne było to wszystko, ale życie mamy tylko jedno. Trzeba z niego korzystać, sami nie wiemy co się w nim wydarzy.
Rozległa się cisza. Patrzyłam na Kacpra. On jednak, nie spojrzał na mnie przez kolejne 10 minut.
JA: Wszystko ok ? - zapytałam
KACPER: Tak, jak najlepiej. Po prostu, jestem zdziwiony tym wszystkim. Byłem przekonany, że
już nigdy mi nie wybaczysz. Że już nigdy nie porozmawiamy tak szczerze.
JA: Gdyby nie mama... Kacper przepraszam.
KACPER: Ty mnie ?? Za co Nikola... to ja cie przepraszam jeszcze raz z całego serca. Wybaczysz mi ? - zapytał
JA: Tak , bo cie kocham. I nie widzę życia bez Ciebie, jest mi źle kiedy myślę o tym jak było kiedyś, a jaką pustkę w sercu mam bez ciebie.
KACPER: Jeszcze raz cię przepraszam. - po policzku spłynęła mu łza. Jednak był uśmiechnięty.
JA: I czemu płaczesz głupku? - pogłaskałam go po ramieniu.
KACPER: Bo nadal nie wierze że mi wybaczyłaś. Naprawdę... Może to jest śmieszne, ale idąc tutaj byłem przekonany, że zaraz będę wracał i że już nigdy się nie pogodzimy.
JA: Dobra Kacper, to co było minęło. Zakończmy tamten rozdział. Zobacz co znalazłam.
KACPER: Skąd to masz?
JA: Znalazłam dziś zanim tu przyszedłeś tam na regale.
KACPER: I co teraz z tym zrobisz ? Pokażesz to tacie?
JA: Nie wiem, mama nie napisała, czy mogę to pokazać, jak myślisz ?


KACPER: Nie mam pojęcia. - spojrzał na mnie.- Jeśli list jest do ciebie i twoja mama nie chciała dać tego twojemu tacie tylko schowała to przed nim , żebyś mogła to zobaczyć, to nie pokazuj tego jemu.  
Być może była to dobra rada. Tak też zrobiłam, schowałam teczkę pod łóżko, nie miałam innego pomysłu. Było już trochę po południu, jakaś 16 albo może 17. Kacper, nadal u mnie był.  Trochę rozmawialiśmy o jutrzejszym dniu, a trochę o pozostałych. Powspominaliśmy razem spędzone chwile. Czas mijał szybko. 
KACPER: Chcesz się przejść? - zapytał.
JA: Ale że teraz? 
KACPER: No tak teraz .- usmiechnął sie. - Dlaczego niby nie ?
JA: Jest ciemno... a ja sie boje ciemności. 
KACPER: Ohh no nie przesadzaj. Przecież będę przy tobie..
JA: Noo.. właściwie..
KACPER: Obronie cię.- zaśmiał sie.
JA: Dobra.. chodźmy.
Włożyłam kurtę , wzięłam parasolke i klucze i wyszliśmy z domu. Kacper złapał mnie za ręke. 
KACPER: Dziś Halloween.
JA: Widać. - zasmiałam sie.
Prawie przy każdym domku na moim osiedlu paliła się dynia. Na ulicy było pełno dzieci biegających w przebraniach z koszykami pełnymi cukierków. 
KACPER: Co ty na to , może i my sie przebierzemy i postraszymy ludzi.- zaśmiał sie,
JA: No wiesz, co chce ci sie? 
Spojrzeliśmy na siebie i od razu wróciliśmy do do domu szukac jakis smiesznych halloweenowych strojów. Nie miałam nic w domu... Tylko jakieś prześcieradło stare poszarpane zasłony i jakieś inne szmatki. Kacper postanowił przebrać sie za wampira... Hahaha śmiesznie to wyglądało. Owinął się w czerwoną zasłonę , pomałował oczy moimi cieniami i uciekł z reszta kosmetykow do łazienki. Mi pozoatała czarna stara sukienka, włożyłam ja. Wygladałam jak zakonnica. Porwałam ją bardziej pomalowałam czerwona farbą. Byłam taką sexi zakonnica. Mina Kacpra była bezcenna gdy wyszedł z łazienki. Ale on tez za poważnie nie wygladał. Wymazał sie pomadką nałożył biały puder na twarz. 
KACPER: Świetnie, wygladamy cudownie. 
Pocałował mnie w policzek. Złapał za reke i wyszliśmy na ulice. Ludzie przechodzący patrzyli na nas jak na dziwaków. Niektórzy sie nawet śmiali. 
KACPER: Mamy fanów.
W okół nas znalazła się gromadka dzieci. Jednak za chwilę uciekli. Idąc chodnikiem zauważyłam coś dziwnego....
JA: Spójrz... co to....
Kacper spojrzał na mnie z przerażeniem...... Pobiegliśmy w tamtą stronę.....

______________________________________
END 
:D

proszę bardzo.... kolejny rozdział dla was
Przepraszam za długą nieobecność, no ale zaczęła się szkoła i jakoś nie było czasu . :) 
Już niedługo kolejny rozdział. 
Mam nadzieje że się podoba. 
Zostawiajcie komy.