KACPER : Oooo Hej Nikola . Widzę, że kiedy nie jesteśmy razem ty się od razu zadowalasz innym chłopakiem.
No własnie wtedy na moim podwórku pojawił się Kacper. I tak po prostu wszedł do mojego namiotu.
KAMIL : Słucham ? O co chodzi ? Nikola powiesz mi kim jest ten człowiek. I co on tu robi ? Hmm...
Obaj spojrzeli na mnie w tym samym momencie. Jak on mógł znowu pokazać mi sie na oczy. Przecież nie chciałam go widzieć.
JA: Kamil to jest Kacper. Ten Kacper.
KAMIL : Aha....
KACPER : Tak. Jasne wszystko rozumiem. "TEN KACPER " Co to miało być ?
JA: No.. a jak myślisz. Wydaje ci się, że nikomu nie powiem. Że zostanę z tym sama. To się myliłeś.
KACPER : Aha... Czyli co , jestem największym kretynem, nieudacznikiem życiowym i mi jest zabronione popełnianie błędów tak ? To że raz potknąłem się, to że raz, raz jedyny źle zrobiłem to mnie skreśla na zawsze. Rozumiem. Wszystko jasne. Nikola. Ja naprawdę Cię kocham. Naprawdę. Nie wiem czy jest na świecie ktoś taki kto kocha tak jak ja, pomimo tego że ty tak mnie nie chcesz, że mnie odrzucasz. Musisz mi uwierzyć, że ja naprawdę chce żeby było tak jak kiedyś. Nie chciałem tego co się stało. Wybacz mi.
Kacper spojrzał na mnie, dotknął moją rękę i za chwilę znów spojrzał.
KAMIL : Dobra wszystko już jasne. Ale helloooo jestem tutaj. Nie trudno zauważyć prawda ? Możecie się spotkać gdzieś i porozmawiać, a nie tutaj z samego rana wpadasz jak rozwścieczony pies do namiotu i masz pretensje do Nikoli.
KACPER : Dobra koleś ty się nie wtrącaj może ok ? Sam dobrze wiem co mam zrobić. Nie musisz mi mówić.
KAMIL : He. Ja się wtrącam .? Ja? A kto przepraszam teraz wpieprza się w życie Nikoli skoro ona tego nie chce. Zauważyłeś, że ona ma cie w dupie ? Po co przychodzisz i przepraszasz. No po co ?
KACPER :A nie zauważyłeś, że może ja ją serio kocham skoro tak często przychodzę ?
KAMIL : Skoro ją kochasz , po chuja zrobiłeś jej takie coś ? Dlaczego przeleciałeś jej przyjaciółkę ?...[...]
JA : Ejj chłooopcy ja tu nadal jestem..- przerwałam Kamilowi - nie przeszkadzam wam ?
KAMIL: [..] ... No zastanów się , i jak już będziesz wiedział, to zadzwoń, a teraz żegnam. Ona nie chce cię widzieć teraz i być może nigdy już. Ok ?
KACPER : NIE!
JA : Kamil może pozwolisz że będę decydowała o tym sama. OK?
Świetny poranek. Chłopaki tak krzyczeli, że na ratunek wybiegł tata.Oto mój wybawiciel.
TATA : Do cholery jasnej, co tu się dzieje. Co tak krzyczycie . Co, nie umiecie spokojnie porozmawiać. Stresujecie tylko moją córkę. Żegnam panów.
Byłam szczęśliwa. Ni mogłam już ich słuchać. Może kiedyś, powrócę do tego i porozmawiam z Kacprem sam na sam. Tak szczerze. Cieszę się , że mam tatę jeszcze.
KACPER: Dobra, dobra idę już nie będę cie więcej denerwował, jednak nadal będę się starał cię odzyskać. Na pewno nie będzie to łatwe. Zdaję sobie z tego sprawę.
KAMIL: Dobra zamknij się już . Idź.
JA: Ej no może spokojniej co ? Jak narazie to mi się wydaję że nie chce widzieć ani jednego ani drugiego.
TATA: Świetnie, w takim razie Ciebie Kamil żegnam a ty Kacper idź do roboty, o mamy sporo dziś do zrobienia.
Poszłam do domu, jejku zaczyna się w moim życiu teraz bardzo dużo dziać, i to wszystko na raz. Muszę sobie z tym jakos poradzić. Chłopcy jakoś ostatnio dziwnie sie zachowują... Miałam wystarczająco dużo czasu na przemyslenie tego wszystkiego. Nie chodziłam do szkoły, bo lekarz mi zabronił, dopiero w drugim semestrze będę mogła. Może to i lepiej... codziennie widzieć Kacpra. Był już prawie listopad. Te ostatnie dwa miesiące minęły bardzo szybko. Codziennie to samo, brzydka deszczowa pogoda , nuda. Weszłam do swojego pokoju. Trzeba będzie posprzatać w domu...Przecież zbliżały się świeta listopadowe a w moim pokoju cięzko było cokolwiek znaleźć. Tata napewno by mi nie pomógł, dlatego mogłam liczyć tylko na siebie. Usiadłam na parapecie i przyglądałam sie jak zaczyna padać deszcz. Na drzewach pozostało już niewiele liści...Smutna jesienna pogoda. Zastanawiałam się jak by to było gdyby teraz przy mnie była mama, co by było gdybyśmy teraz rozmawiały. Czy by mi pomogła ? Moje rozmyślania przerwał Kamil. Wszedł do mojego pokoju , bez żadnego słowa wyjaśnienia usiadł na moim łóżku.
KAMIL: Nikola, chciałbym z tobą porozmawiać.
JA: O czym ? Czy wy chociaż na chwilę nie dacie mi świętego spokoju.
KAMIL: No przepraszam, ale chciałem porozmawiać o tym co zaszło dziś rano.
JA: Ale czy to jest takie ważne, było minęło tak? Nie mam ochoty o tym rozmawiać. Źle się czuje.
KAMIL: Kurcze, trudno... może ci przejdzie. Prosze porozmawiajmy
JA: Wszyscy jesteście tacy sami.
KAMIL: Super. Chciałem ci coś powiedzieć.No ale skoro nie chcesz to ide..
JA: To idź. Żegnam.
Wyszedł.
Myślałam o tym co on chciał powiedzieć... ale trudno. Jeśli było by to coś ważnego to by od tak nie poszedł...Czy on czegoś nie ukrywa.
TATA: Nikola ! Nikola ! Nikola ! Chodź tu do mnie dziecko moje!
JA: Idee tato , ide.
Co oni dziś wszyscy ode mnie chcą.Zeszłam do garażu.
JA: Słucham tato ?
TATA: Muszę jutro rano pojechać do Zamościa, do kolegi. Zostajesz w domu sama, ewentualnie dam jeszcze komuś klucze żeby się toba zaopiekował. Tylko mam do Ciebie wielka prośbę. Mogła być jutro sprzątnąć w domu, bo nie wiem kiedy wróce najprawdopodobniej wieczorem.
JA: Dobra spoko tato poradzę sobie.
Reszta dnia minęła beznadziejnie przesiedziałam prze komputerem szukając jakiegoś ciepłego płaszcza na jesień. Masakra wszystko w rozmiarach XXL. Trudno było cokolwiek na mnie znaleźć. W pewnym momencie zabrakło prądu. W tamtej chwili mój telefon, nie cichł. Co chwilę ktoś dzwonił z zastrzeżonego, Bałam się odebrać, w końcu zebrałam się na odwagę , kiedy odebrałam słyszałam śmiech Kamila i jakiś jeszcze kilku kolegów. Wydawało mi sie że słyszałam tam też Kacpra... ale nie byłam tego pewna. Może po prostu za dużo o nim ostatnio myslałam. Rozłączyłam się. Zasnęłam.
Nadszedł kolejny dzień. Nie miałam
ochoty, na spotkanie z całą resztą no bo po co mi to było, po
pierwsze z Kacprem nie chciałam się spotykać bo pewnie znowu by
mnie przepraszał... a Kamil no cóż niby nie miałam nic przeciwko
niemu ale wydaje mi się że on co ukrywa. Chciałabym z nim tak
szczerze porozmawiać ale nie miałam odwagi zapytać się go co
ukrywa przede mną. Ranek mijał bardzo wolno. Wstałam z łóżka
i miałam ochotę znów się na niego położyć. No ale bez
przesady... przecież była już jakoś 11:30 , nie będę sobie
marnowała dnia ze względu tylko na dwie osoby. Usiadłam z
powrotem na łóżku, jakoś źle się poczułam. Ostatnio często
miałam takie chwile słabości. Nie miałam pojęcia co to mogłoby
być. Bałam się troszeczkę bo to nie przechodziło, a trwało już
jakoś miesiąc. Jednak nie chciałam też denerwować taty,
dlatego też nic mu nie powiedziałam. I jak na razie nic mu nie
powiem, uważam że tak będzie lepiej. Znowu wstałam, zeszłam do
kuchni nikogo tam nie było, tata dziś rano miał pojechać do
Zamościa, do kolegi. Nie powiedział kiedy wróci. Nastawiłam wodę
na herbatę i zrobiłam sobie 2 kanapki z serem. Nic więcej nie
mogłam znaleźć w tej lodówce, trzeba będzie pójść do sklepu.
Na to też nie miałam dziś ochoty. Po śniadaniu, wróciłam do
pokoju, włożyłam dres ogarnęłam trochę twarz i całą siebie i
wyszłam do sklepu na zakupy. Była już późna jesień. Niedługo
może nawet spadnie śnieg, chociaż nie było się o co na razie
martwić bo pogoda ostatnio była dość ładna, tylko od czasu, do
czasu padał deszcz, ale to nikomu nie przeszkadzało, w końcu
jesień. Na ulicy było mało ludzi, wszyscy jeździli samochodami, a
większość wyjechała, przecież jutro było święto. 1 listopad.
Odwiedzę mamę na cmentarzu. Pewnie nikt do nas nie przyjedzie.
Nikt nigdy nie przyjeżdża. Zawsze jestem sama z tatą siedzimy i
oglądamy tv, albo oglądamy zdjęcia i wspominamy, przeważnie mamę.
Szkoda że jej teraz ze mną nie ma. Na pewno by wiedziała jak mi
pomóc, co mi jest. Na pewno wspierała by tatę w każdej sytuacji,
noo i na pewno pomogła by mi załatwić sprawę z chłopakami.
Chciałam czyjejś pomocy. Ale nie miałam już prawie nikogo. Tylko
tata, ale on też już pewnie miał mnie dość zawsze te same
problemy. Byłam już w sklepie. Szybko wrzuciłam do koszyka to
czego w domu nie było, zapłaciłam i wróciłam do domu, w drodze
powrotnej zaczął padać deszcz. Super wszystko idealnie pasowało
do mojego humoru. Beznadziejna pogoda, deszcz, wszędzie pusto. Nie
miałam parasola. Do domu weszłam cała mokra, nic mi się nie
chciało. Zostawiłam zakupy w kuchni. Poszłam sprzątnąć w
pokoju. Znalazłam odkurzacz i zaczęłam sprzątanie. Po odkurzeniu
całego domu, nie miałam już siły na nic innego, ale musiałam
jeszcze zetrzeć kurze. W łazience znalazłam jakąś starą szmatę.
Kiedy kuchnia, łazienka, salon i pokój taty były czyste
przeniosłam się do siebie. Tym razem zajrzałam nawet na górę
szafy. Znalazłam tam jakąś teczkę. Nie była moja, przynajmniej
nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek taką miała. Była duża
czarna w białe łaty. Myślałam że to taty, no ale w sumie co ona
by robiła u mnie w pokoju i to w dodatku schowana na szafie? Wzięłam
ją. Odłożyłam ścierkę na podłogę. Usiadłam na parapecie.
Byłam ciekawa co znajduje się w tej teczce, jednak też się trochę
bałam ją otwierać. Odpięłam zatrzaskę, to co tam zobaczyłam
było dziwne. W teczce znajdowały się jakieś listy, zdjęcia moje,
mamy, taty. Do tego na samym końcu były zdjęcia, ciąży. Do
każdego był jakiś opis, jednak na samym wierzchy tego wszystkiego
znajdował się jakiś list. Postanowiłam go przeczytać …
„Kochana córeczko. Wiem, że
kiedyś to znajdziesz. Nie dawałam tego tacie, bo on by ci tego nie
przekazał,dlatego zostawiłam ci to na tej szafie. Na pewno długo
mnie już z wami nie ma. Zawsze chciałam ci powiedzieć jak bardzo
cie kocham, ale wtedy byłaś jeszcze mała i nie wiedziałaś że
coś takiego może się stać, że mnie nie będzie, teraz już to na
pewno wiesz. Domyślam się jak jest ci teraz ciężko, wiem że tata
jest chory i korzysta z życia póki może. Mam nadzieje że masz już
kogoś bliskiego. Wiem, że masz problemy, ale ja wierze w ciebie.
Zawsze chciałam mieć córkę. No i mam. Teraz kiedy to pisze jesteś
bardzo malutka, dlatego daje ci te zdjęcia, wiem, że macie ich
mało. Nie płacz tylko. Jeżeli teraz nie wiesz co zrobić w swoim
życiu to przebaczaj ludziom którzy zrobili ci coś złego, wybacz.
Warto , naprawdę warto. Chcę żebyś miała dobre wspomnienia.
Napisałam bym więcej ale pewnie jest ci trudno, wierzę w ciebie i
jestem zawsze przy tobie, Pamiętaj. „
Kocham.
Mama
Czytając
ten list i przeglądając te zdjęcia cały czas płakałam. Chciałam
się do niej teraz przytulić. Było bardzo smutno. W tamtej chwili,
w drzwiach mojego pokoju stanął Kacper. Tylko jego teraz brakowało.
Jednak, miałam w tamtym momencie dość tego wszystkiego i te słowa
mamy.
JA:
Usiądź, musimy porozmawiać.
KACPER:
Myślałem, że nie będziesz chciała ze mną rozmawiać jednak ja
muszę próbować bo Cie nadal kocham. Przyszedłem teraz bo wiem,
że nie ma twojego taty. Zresztą sam mi to powiedział dał mi
klucze bo chciał, żebym się Tobą zaopiekował. On cie kocha. Chce
dla ciebie jak najlepiej.
JA:
Skoro mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej to dlaczego przysłał
tu Ciebie a nie Kamila. Przecież jeszcze niedawno, sam mi powiedział
że on jest rozsądniejszy. Zresztą nie ważne. Chciałeś
porozmawiać?- zapytałam.
KACPER:
Tak. Nikola ja wiem że ty nie chcesz mnie znać po tym co ci
zrobiłem, ale wiedz że to nie jest moja wina, to tylko Amelii.
Tylko, to ona to zrobiła. Zmusiła mnie. Wybacz mi błagam nie
gniewaj się już na mnie. Nawet nie wiesz jak mi jest ciężko.
Każdego dnia, myślę o Tobie o każdym dniu spędzonym razem. Takie
coś się już nigdy nie powtórzy. Obiecuje...
JA:
Kacper...-przerwałam.
KACPER:
Pozwól mi mi dokończyć. Proszę. Nigdy wcześniej nie znałem
takiej osoby jak ty. Jesteś jedyna i niepowtarzalna i wiedz że to
właśnie z Tobą chcę spędzić swoje życie. Tak wiem że ty się
boisz że zrobię ci takie coś jeszcze raz, ale naprawę nie jestem
taki, zrozumiałem swój błąd i obiecuje ci kochanie że nigdy już
takiego czegoś nie zrobię. To był największy błąd jaki
popełniłem w życiu i nie wiem dlaczego to przytrafiło się Tobie,
może po prostu to tylko taki głupi los. Może on chciał żebyśmy
przeżyli tą pierwszą kłótnie i żeby później nam się już
nigdy nie przytrafiła. Wiem nie chcesz mnie już znać. Wiem,
rozumiem to. Ja tego żałuje. Jak nikt inny. Amelia wyjechała. Nie
utrzymujemy żadnego kontaktu, powiedziała że niczego ode mnie nie
oczekuje, dodała że nigdy już nam nie zepsuje życia. Kocham tylko
Ciebie. Proszę wybacz mi...
JA:
Kacper... teraz ty posłuchaj mnie. Jeszcze kilka dni temu,
wiedziałam że już nigdy się do Ciebie nie odezwę, że zostawię
cie dla kogoś innego, że to co się stało całkiem wpłynęło na
moje życie i nigdy już ci nie wybaczę. Dziś już wiem, że to
było głupie, znalazłam list od mamy. I teraz uświadomiłam sobie,
że warto wybaczać, nawet jeśli osoba na której się zawiodłaś
bardzo cię zraniła. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Bałam Ci się
to powiedzieć ostatnio, bo nie byłam pewna, czy na pewno nie
powtórzy się to wszystko. Trudne było to wszystko, ale życie mamy
tylko jedno. Trzeba z niego korzystać, sami nie wiemy co się w nim
wydarzy.
Rozległa
się cisza. Patrzyłam na Kacpra. On jednak, nie spojrzał na mnie
przez kolejne 10 minut.
JA:
Wszystko ok ? - zapytałam
KACPER:
Tak, jak najlepiej. Po prostu, jestem zdziwiony tym wszystkim. Byłem
przekonany, że
już
nigdy mi nie wybaczysz. Że już nigdy nie porozmawiamy tak
szczerze.
JA:
Gdyby nie mama... Kacper przepraszam.
KACPER:
Ty mnie ?? Za co Nikola... to ja cie przepraszam jeszcze raz z całego
serca. Wybaczysz mi ? - zapytał
JA: Tak
, bo cie kocham. I nie widzę życia bez Ciebie, jest mi źle kiedy
myślę o tym jak było kiedyś, a jaką pustkę w sercu mam bez
ciebie.
KACPER:
Jeszcze raz cię przepraszam. - po policzku spłynęła mu łza.
Jednak był uśmiechnięty.
JA: I
czemu płaczesz głupku? - pogłaskałam go po ramieniu.
KACPER:
Bo nadal nie wierze że mi wybaczyłaś. Naprawdę... Może to jest
śmieszne, ale idąc tutaj byłem przekonany, że zaraz będę wracał
i że już nigdy się nie pogodzimy.
JA:
Dobra Kacper, to co było minęło. Zakończmy tamten rozdział.
Zobacz co znalazłam.
KACPER:
Skąd to masz?
JA:
Znalazłam dziś zanim tu przyszedłeś tam na regale.
KACPER:
I co teraz z tym zrobisz ? Pokażesz to tacie?
JA: Nie
wiem, mama nie napisała, czy mogę to pokazać, jak myślisz ?
KACPER:
Nie mam pojęcia. - spojrzał na mnie.- Jeśli list jest do ciebie i
twoja mama nie chciała dać tego twojemu tacie tylko schowała to
przed nim , żebyś mogła to zobaczyć, to nie pokazuj tego jemu.
Być może była to dobra rada. Tak też zrobiłam, schowałam teczkę pod łóżko, nie miałam innego pomysłu. Było już trochę po południu, jakaś 16 albo może 17. Kacper, nadal u mnie był. Trochę rozmawialiśmy o jutrzejszym dniu, a trochę o pozostałych. Powspominaliśmy razem spędzone chwile. Czas mijał szybko.
KACPER: Chcesz się przejść? - zapytał.
JA: Ale że teraz?
KACPER: No tak teraz .- usmiechnął sie. - Dlaczego niby nie ?
JA: Jest ciemno... a ja sie boje ciemności.
KACPER: Ohh no nie przesadzaj. Przecież będę przy tobie..
JA: Noo.. właściwie..
KACPER: Obronie cię.- zaśmiał sie.
JA: Dobra.. chodźmy.
Włożyłam kurtę , wzięłam parasolke i klucze i wyszliśmy z domu. Kacper złapał mnie za ręke.
KACPER: Dziś Halloween.
JA: Widać. - zasmiałam sie.
Prawie przy każdym domku na moim osiedlu paliła się dynia. Na ulicy było pełno dzieci biegających w przebraniach z koszykami pełnymi cukierków.
KACPER: Co ty na to , może i my sie przebierzemy i postraszymy ludzi.- zaśmiał sie,
JA: No wiesz, co chce ci sie?
Spojrzeliśmy na siebie i od razu wróciliśmy do do domu szukac jakis smiesznych halloweenowych strojów. Nie miałam nic w domu... Tylko jakieś prześcieradło stare poszarpane zasłony i jakieś inne szmatki. Kacper postanowił przebrać sie za wampira... Hahaha śmiesznie to wyglądało. Owinął się w czerwoną zasłonę , pomałował oczy moimi cieniami i uciekł z reszta kosmetykow do łazienki. Mi pozoatała czarna stara sukienka, włożyłam ja. Wygladałam jak zakonnica. Porwałam ją bardziej pomalowałam czerwona farbą. Byłam taką sexi zakonnica. Mina Kacpra była bezcenna gdy wyszedł z łazienki. Ale on tez za poważnie nie wygladał. Wymazał sie pomadką nałożył biały puder na twarz.
KACPER: Świetnie, wygladamy cudownie.
Pocałował mnie w policzek. Złapał za reke i wyszliśmy na ulice. Ludzie przechodzący patrzyli na nas jak na dziwaków. Niektórzy sie nawet śmiali.
KACPER: Mamy fanów.
W okół nas znalazła się gromadka dzieci. Jednak za chwilę uciekli. Idąc chodnikiem zauważyłam coś dziwnego....
JA: Spójrz... co to....
Kacper spojrzał na mnie z przerażeniem...... Pobiegliśmy w tamtą stronę.....
______________________________________
END
:D
proszę bardzo.... kolejny rozdział dla was
Przepraszam za długą nieobecność, no ale zaczęła się szkoła i jakoś nie było czasu . :)
Już niedługo kolejny rozdział.
Mam nadzieje że się podoba.
Zostawiajcie komy.
Włożyłam kurtę , wzięłam parasolke i klucze i wyszliśmy z domu. Kacper złapał mnie za ręke.
KACPER: Dziś Halloween.
JA: Widać. - zasmiałam sie.
Prawie przy każdym domku na moim osiedlu paliła się dynia. Na ulicy było pełno dzieci biegających w przebraniach z koszykami pełnymi cukierków.
KACPER: Co ty na to , może i my sie przebierzemy i postraszymy ludzi.- zaśmiał sie,
JA: No wiesz, co chce ci sie?
Spojrzeliśmy na siebie i od razu wróciliśmy do do domu szukac jakis smiesznych halloweenowych strojów. Nie miałam nic w domu... Tylko jakieś prześcieradło stare poszarpane zasłony i jakieś inne szmatki. Kacper postanowił przebrać sie za wampira... Hahaha śmiesznie to wyglądało. Owinął się w czerwoną zasłonę , pomałował oczy moimi cieniami i uciekł z reszta kosmetykow do łazienki. Mi pozoatała czarna stara sukienka, włożyłam ja. Wygladałam jak zakonnica. Porwałam ją bardziej pomalowałam czerwona farbą. Byłam taką sexi zakonnica. Mina Kacpra była bezcenna gdy wyszedł z łazienki. Ale on tez za poważnie nie wygladał. Wymazał sie pomadką nałożył biały puder na twarz.
KACPER: Świetnie, wygladamy cudownie.
Pocałował mnie w policzek. Złapał za reke i wyszliśmy na ulice. Ludzie przechodzący patrzyli na nas jak na dziwaków. Niektórzy sie nawet śmiali.
KACPER: Mamy fanów.
W okół nas znalazła się gromadka dzieci. Jednak za chwilę uciekli. Idąc chodnikiem zauważyłam coś dziwnego....
JA: Spójrz... co to....
Kacper spojrzał na mnie z przerażeniem...... Pobiegliśmy w tamtą stronę.....
______________________________________
END
:D
proszę bardzo.... kolejny rozdział dla was
Przepraszam za długą nieobecność, no ale zaczęła się szkoła i jakoś nie było czasu . :)
Już niedługo kolejny rozdział.
Mam nadzieje że się podoba.
Zostawiajcie komy.