piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 11.

   Rano było bardzo zimno. Usiadłam, na poduszce, oparłam głowę o ramię Kamila. Zbierało się na deszcz jednak nie chciało mi się wstawać i iść do domu. Kamil intensywnie sms-ował z kimś.  Wtedy :
KACPER : Oooo Hej Nikola . Widzę, że kiedy nie jesteśmy razem ty się od razu zadowalasz innym chłopakiem.
   No własnie wtedy na moim podwórku pojawił się Kacper. I tak po prostu  wszedł do mojego namiotu.
KAMIL : Słucham ? O co chodzi ? Nikola powiesz mi kim jest ten człowiek. I co on tu robi ? Hmm...
   Obaj spojrzeli na mnie w tym samym momencie. Jak on mógł znowu pokazać mi sie na oczy. Przecież nie chciałam go widzieć.
JA: Kamil to jest Kacper. Ten Kacper.
KAMIL : Aha....
KACPER : Tak. Jasne wszystko rozumiem. "TEN KACPER " Co to miało być ?
JA: No.. a jak myślisz. Wydaje ci się, że nikomu nie powiem. Że zostanę z tym sama. To się myliłeś.
KACPER : Aha... Czyli co , jestem największym kretynem, nieudacznikiem życiowym i mi jest zabronione popełnianie błędów tak ? To że raz potknąłem się, to że raz, raz jedyny źle zrobiłem to mnie skreśla na zawsze.   Rozumiem. Wszystko jasne. Nikola. Ja  naprawdę Cię kocham. Naprawdę. Nie wiem czy jest na świecie ktoś taki kto kocha tak jak ja, pomimo  tego że ty tak mnie nie chcesz, że mnie odrzucasz. Musisz mi uwierzyć, że ja naprawdę chce żeby było tak jak kiedyś. Nie chciałem tego co się stało. Wybacz mi.
   Kacper spojrzał na mnie, dotknął moją rękę i za chwilę znów spojrzał.
KAMIL : Dobra wszystko już jasne. Ale helloooo jestem tutaj. Nie trudno zauważyć prawda ? Możecie się spotkać gdzieś i porozmawiać, a nie tutaj z samego rana wpadasz jak rozwścieczony pies do  namiotu i masz pretensje do Nikoli.
KACPER : Dobra koleś ty się nie wtrącaj może ok ? Sam dobrze wiem co mam zrobić. Nie musisz mi mówić.
KAMIL : He. Ja się wtrącam .? Ja? A kto przepraszam teraz wpieprza się w życie Nikoli skoro ona tego nie chce. Zauważyłeś, że ona ma cie w dupie ? Po co przychodzisz i przepraszasz. No po co ?
KACPER :A nie zauważyłeś, że może ja ją serio kocham skoro tak często przychodzę ?
KAMIL : Skoro ją kochasz , po chuja zrobiłeś jej takie coś ? Dlaczego przeleciałeś jej przyjaciółkę  ?...[...]
JA : Ejj chłooopcy ja tu nadal jestem..- przerwałam Kamilowi - nie przeszkadzam wam ?
KAMIL: [..] ... No zastanów się , i jak już będziesz wiedział, to zadzwoń, a teraz żegnam. Ona nie chce cię widzieć teraz i być może nigdy już. Ok ?
KACPER : NIE!
JA : Kamil może pozwolisz że będę decydowała o tym sama. OK?
   Świetny poranek. Chłopaki tak krzyczeli, że na ratunek wybiegł tata.Oto mój wybawiciel.
TATA : Do cholery jasnej, co tu się dzieje. Co tak krzyczycie . Co, nie umiecie spokojnie porozmawiać. Stresujecie tylko moją córkę. Żegnam panów.
  Byłam szczęśliwa. Ni mogłam już ich słuchać. Może kiedyś, powrócę do tego i porozmawiam z Kacprem sam na sam. Tak szczerze. Cieszę się , że mam tatę jeszcze.
KACPER: Dobra, dobra idę już nie będę cie więcej denerwował, jednak nadal będę się starał cię odzyskać. Na pewno nie będzie to łatwe. Zdaję sobie z tego sprawę.
KAMIL: Dobra zamknij się już . Idź.
JA: Ej no może spokojniej co ? Jak narazie to mi się wydaję że nie chce widzieć ani jednego ani drugiego.
TATA: Świetnie, w takim razie Ciebie Kamil żegnam a ty Kacper idź do roboty, o mamy sporo dziś do zrobienia.
Poszłam do domu, jejku zaczyna się w moim życiu teraz bardzo dużo dziać, i to wszystko na raz. Muszę sobie z tym jakos poradzić. Chłopcy jakoś ostatnio dziwnie sie zachowują... Miałam wystarczająco dużo czasu na przemyslenie tego wszystkiego. Nie chodziłam do szkoły, bo lekarz mi zabronił, dopiero w drugim semestrze będę mogła. Może to i lepiej... codziennie widzieć Kacpra. Był już prawie listopad. Te ostatnie dwa miesiące minęły bardzo szybko. Codziennie to samo, brzydka deszczowa pogoda , nuda. Weszłam do swojego pokoju. Trzeba będzie posprzatać w domu...Przecież zbliżały się świeta listopadowe a w moim pokoju cięzko było cokolwiek znaleźć. Tata napewno by mi nie pomógł, dlatego mogłam liczyć tylko na siebie. Usiadłam na parapecie i przyglądałam sie jak zaczyna padać deszcz. Na drzewach pozostało już niewiele liści...Smutna jesienna pogoda. Zastanawiałam się jak by to było gdyby teraz przy mnie była mama, co by było gdybyśmy teraz rozmawiały. Czy  by mi pomogła ? Moje rozmyślania przerwał Kamil. Wszedł do mojego pokoju , bez żadnego słowa wyjaśnienia usiadł na moim łóżku.
KAMIL: Nikola, chciałbym z tobą porozmawiać.
JA: O czym ? Czy wy chociaż na chwilę nie dacie mi świętego spokoju.
KAMIL: No przepraszam, ale chciałem porozmawiać o tym co zaszło dziś rano.
JA: Ale czy to jest takie ważne, było minęło tak? Nie mam ochoty o tym rozmawiać. Źle się czuje.
KAMIL: Kurcze, trudno... może ci przejdzie. Prosze porozmawiajmy
JA: Wszyscy jesteście tacy sami.
KAMIL: Super. Chciałem ci coś powiedzieć.No ale skoro nie chcesz to ide..
JA: To idź. Żegnam.
Wyszedł.
Myślałam o tym co on chciał powiedzieć... ale trudno. Jeśli było by to coś ważnego to by od tak nie poszedł...Czy on czegoś nie ukrywa.
TATA: Nikola ! Nikola ! Nikola ! Chodź tu do mnie dziecko moje!
JA: Idee tato , ide.
Co oni dziś wszyscy ode mnie chcą.Zeszłam do garażu.
JA: Słucham tato ?
TATA: Muszę jutro rano pojechać do Zamościa, do kolegi. Zostajesz w domu sama, ewentualnie dam jeszcze komuś klucze żeby się toba zaopiekował. Tylko mam do Ciebie wielka prośbę. Mogła być jutro sprzątnąć  w domu, bo nie wiem kiedy wróce najprawdopodobniej wieczorem.
JA: Dobra spoko tato poradzę sobie.
Reszta dnia minęła beznadziejnie przesiedziałam prze komputerem szukając jakiegoś ciepłego płaszcza na jesień. Masakra wszystko w rozmiarach XXL. Trudno było cokolwiek na mnie znaleźć. W pewnym momencie zabrakło prądu. W tamtej chwili mój telefon, nie cichł. Co chwilę ktoś dzwonił z zastrzeżonego, Bałam się odebrać, w końcu zebrałam się na odwagę , kiedy odebrałam słyszałam śmiech Kamila i jakiś jeszcze kilku kolegów. Wydawało mi sie że słyszałam tam też Kacpra... ale nie byłam tego pewna. Może po prostu za dużo o nim ostatnio myslałam. Rozłączyłam się. Zasnęłam.
Nadszedł kolejny dzień. Nie miałam ochoty, na spotkanie z całą resztą no bo po co mi to było, po pierwsze z Kacprem nie chciałam się spotykać bo pewnie znowu by mnie przepraszał... a Kamil no cóż niby nie miałam nic przeciwko niemu ale wydaje mi się że on co ukrywa. Chciałabym z nim tak szczerze porozmawiać ale nie miałam odwagi zapytać się go co ukrywa przede mną. Ranek mijał bardzo wolno. Wstałam z łóżka i miałam ochotę znów się na niego położyć. No ale bez przesady... przecież była już jakoś 11:30 , nie będę sobie marnowała dnia ze względu tylko na dwie osoby. Usiadłam z powrotem na łóżku, jakoś źle się poczułam. Ostatnio często miałam takie chwile słabości. Nie miałam pojęcia co to mogłoby być. Bałam się troszeczkę bo to nie przechodziło, a trwało już jakoś miesiąc. Jednak nie chciałam też denerwować taty, dlatego też nic mu nie powiedziałam. I jak na razie nic mu nie powiem, uważam że tak będzie lepiej. Znowu wstałam, zeszłam do kuchni nikogo tam nie było, tata dziś rano miał pojechać do Zamościa, do kolegi. Nie powiedział kiedy wróci. Nastawiłam wodę na herbatę i zrobiłam sobie 2 kanapki z serem. Nic więcej nie mogłam znaleźć w tej lodówce, trzeba będzie pójść do sklepu. Na to też nie miałam dziś ochoty. Po śniadaniu, wróciłam do pokoju, włożyłam dres ogarnęłam trochę twarz i całą siebie i wyszłam do sklepu na zakupy. Była już późna jesień. Niedługo może nawet spadnie śnieg, chociaż nie było się o co na razie martwić bo pogoda ostatnio była dość ładna, tylko od czasu, do czasu padał deszcz, ale to nikomu nie przeszkadzało, w końcu jesień. Na ulicy było mało ludzi, wszyscy jeździli samochodami, a większość wyjechała, przecież jutro było święto. 1 listopad. Odwiedzę mamę na cmentarzu. Pewnie nikt do nas nie przyjedzie. Nikt nigdy nie przyjeżdża. Zawsze jestem sama z tatą siedzimy i oglądamy tv, albo oglądamy zdjęcia i wspominamy, przeważnie mamę. Szkoda że jej teraz ze mną nie ma. Na pewno by wiedziała jak mi pomóc, co mi jest. Na pewno wspierała by tatę w każdej sytuacji, noo i na pewno pomogła by mi załatwić sprawę z chłopakami. Chciałam czyjejś pomocy. Ale nie miałam już prawie nikogo. Tylko tata, ale on też już pewnie miał mnie dość zawsze te same problemy. Byłam już w sklepie. Szybko wrzuciłam do koszyka to czego w domu nie było, zapłaciłam i wróciłam do domu, w drodze powrotnej zaczął padać deszcz. Super wszystko idealnie pasowało do mojego humoru. Beznadziejna pogoda, deszcz, wszędzie pusto. Nie miałam parasola. Do domu weszłam cała mokra, nic mi się nie chciało. Zostawiłam zakupy w kuchni. Poszłam sprzątnąć w pokoju. Znalazłam odkurzacz i zaczęłam sprzątanie. Po odkurzeniu całego domu, nie miałam już siły na nic innego, ale musiałam jeszcze zetrzeć kurze. W łazience znalazłam jakąś starą szmatę. Kiedy kuchnia, łazienka, salon i pokój taty były czyste przeniosłam się do siebie. Tym razem zajrzałam nawet na górę szafy. Znalazłam tam jakąś teczkę. Nie była moja, przynajmniej nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek taką miała. Była duża czarna w białe łaty. Myślałam że to taty, no ale w sumie co ona by robiła u mnie w pokoju i to w dodatku schowana na szafie? Wzięłam ją. Odłożyłam ścierkę na podłogę. Usiadłam na parapecie. Byłam ciekawa co znajduje się w tej teczce, jednak też się trochę bałam ją otwierać. Odpięłam zatrzaskę, to co tam zobaczyłam było dziwne. W teczce znajdowały się jakieś listy, zdjęcia moje, mamy, taty. Do tego na samym końcu były zdjęcia, ciąży. Do każdego był jakiś opis, jednak na samym wierzchy tego wszystkiego znajdował się jakiś list. Postanowiłam go przeczytać …

„Kochana córeczko. Wiem, że kiedyś to znajdziesz. Nie dawałam tego tacie, bo on by ci tego nie przekazał,dlatego zostawiłam ci to na tej szafie. Na pewno długo mnie już z wami nie ma. Zawsze chciałam ci powiedzieć jak bardzo cie kocham, ale wtedy byłaś jeszcze mała i nie wiedziałaś że coś takiego może się stać, że mnie nie będzie, teraz już to na pewno wiesz. Domyślam się jak jest ci teraz ciężko, wiem że tata jest chory i korzysta z życia póki może. Mam nadzieje że masz już kogoś bliskiego. Wiem, że masz problemy, ale ja wierze w ciebie. Zawsze chciałam mieć córkę. No i mam. Teraz kiedy to pisze jesteś bardzo malutka, dlatego daje ci te zdjęcia, wiem, że macie ich mało. Nie płacz tylko. Jeżeli teraz nie wiesz co zrobić w swoim życiu to przebaczaj ludziom którzy zrobili ci coś złego, wybacz. Warto , naprawdę warto. Chcę żebyś miała dobre wspomnienia. Napisałam bym więcej ale pewnie jest ci trudno, wierzę w ciebie i jestem zawsze przy tobie, Pamiętaj. „

Kocham.
Mama

Czytając ten list i przeglądając te zdjęcia cały czas płakałam. Chciałam się do niej teraz przytulić. Było bardzo smutno. W tamtej chwili, w drzwiach mojego pokoju stanął Kacper. Tylko jego teraz brakowało. Jednak, miałam w tamtym momencie dość tego wszystkiego i te słowa mamy.
JA: Usiądź, musimy porozmawiać.
KACPER: Myślałem, że nie będziesz chciała ze mną rozmawiać jednak ja muszę próbować bo Cie nadal kocham. Przyszedłem teraz bo wiem, że nie ma twojego taty. Zresztą sam mi to powiedział dał mi klucze bo chciał, żebym się Tobą zaopiekował. On cie kocha. Chce dla ciebie jak najlepiej.
JA: Skoro mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej to dlaczego przysłał tu Ciebie a nie Kamila. Przecież jeszcze niedawno, sam mi powiedział że on jest rozsądniejszy. Zresztą nie ważne. Chciałeś porozmawiać?- zapytałam.
KACPER: Tak. Nikola ja wiem że ty nie chcesz mnie znać po tym co ci zrobiłem, ale wiedz że to nie jest moja wina, to tylko Amelii. Tylko, to ona to zrobiła. Zmusiła mnie. Wybacz mi błagam nie gniewaj się już na mnie. Nawet nie wiesz jak mi jest ciężko. Każdego dnia, myślę o Tobie o każdym dniu spędzonym razem. Takie coś się już nigdy nie powtórzy. Obiecuje...
JA: Kacper...-przerwałam.
KACPER: Pozwól mi mi dokończyć. Proszę. Nigdy wcześniej nie znałem takiej osoby jak ty. Jesteś jedyna i niepowtarzalna i wiedz że to właśnie z Tobą chcę spędzić swoje życie. Tak wiem że ty się boisz że zrobię ci takie coś jeszcze raz, ale naprawę nie jestem taki, zrozumiałem swój błąd i obiecuje ci kochanie że nigdy już takiego czegoś nie zrobię. To był największy błąd jaki popełniłem w życiu i nie wiem dlaczego to przytrafiło się Tobie, może po prostu to tylko taki głupi los. Może on chciał żebyśmy przeżyli tą pierwszą kłótnie i żeby później nam się już nigdy nie przytrafiła. Wiem nie chcesz mnie już znać. Wiem, rozumiem to. Ja tego żałuje. Jak nikt inny. Amelia wyjechała. Nie utrzymujemy żadnego kontaktu, powiedziała że niczego ode mnie nie oczekuje, dodała że nigdy już nam nie zepsuje życia. Kocham tylko Ciebie. Proszę wybacz mi...
JA: Kacper... teraz ty posłuchaj mnie. Jeszcze kilka dni temu, wiedziałam że już nigdy się do Ciebie nie odezwę, że zostawię cie dla kogoś innego, że to co się stało całkiem wpłynęło na moje życie i nigdy już ci nie wybaczę. Dziś już wiem, że to było głupie, znalazłam list od mamy. I teraz uświadomiłam sobie, że warto wybaczać, nawet jeśli osoba na której się zawiodłaś bardzo cię zraniła. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Bałam Ci się to powiedzieć ostatnio, bo nie byłam pewna, czy na pewno nie powtórzy się to wszystko. Trudne było to wszystko, ale życie mamy tylko jedno. Trzeba z niego korzystać, sami nie wiemy co się w nim wydarzy.
Rozległa się cisza. Patrzyłam na Kacpra. On jednak, nie spojrzał na mnie przez kolejne 10 minut.
JA: Wszystko ok ? - zapytałam
KACPER: Tak, jak najlepiej. Po prostu, jestem zdziwiony tym wszystkim. Byłem przekonany, że
już nigdy mi nie wybaczysz. Że już nigdy nie porozmawiamy tak szczerze.
JA: Gdyby nie mama... Kacper przepraszam.
KACPER: Ty mnie ?? Za co Nikola... to ja cie przepraszam jeszcze raz z całego serca. Wybaczysz mi ? - zapytał
JA: Tak , bo cie kocham. I nie widzę życia bez Ciebie, jest mi źle kiedy myślę o tym jak było kiedyś, a jaką pustkę w sercu mam bez ciebie.
KACPER: Jeszcze raz cię przepraszam. - po policzku spłynęła mu łza. Jednak był uśmiechnięty.
JA: I czemu płaczesz głupku? - pogłaskałam go po ramieniu.
KACPER: Bo nadal nie wierze że mi wybaczyłaś. Naprawdę... Może to jest śmieszne, ale idąc tutaj byłem przekonany, że zaraz będę wracał i że już nigdy się nie pogodzimy.
JA: Dobra Kacper, to co było minęło. Zakończmy tamten rozdział. Zobacz co znalazłam.
KACPER: Skąd to masz?
JA: Znalazłam dziś zanim tu przyszedłeś tam na regale.
KACPER: I co teraz z tym zrobisz ? Pokażesz to tacie?
JA: Nie wiem, mama nie napisała, czy mogę to pokazać, jak myślisz ?


KACPER: Nie mam pojęcia. - spojrzał na mnie.- Jeśli list jest do ciebie i twoja mama nie chciała dać tego twojemu tacie tylko schowała to przed nim , żebyś mogła to zobaczyć, to nie pokazuj tego jemu.  
Być może była to dobra rada. Tak też zrobiłam, schowałam teczkę pod łóżko, nie miałam innego pomysłu. Było już trochę po południu, jakaś 16 albo może 17. Kacper, nadal u mnie był.  Trochę rozmawialiśmy o jutrzejszym dniu, a trochę o pozostałych. Powspominaliśmy razem spędzone chwile. Czas mijał szybko. 
KACPER: Chcesz się przejść? - zapytał.
JA: Ale że teraz? 
KACPER: No tak teraz .- usmiechnął sie. - Dlaczego niby nie ?
JA: Jest ciemno... a ja sie boje ciemności. 
KACPER: Ohh no nie przesadzaj. Przecież będę przy tobie..
JA: Noo.. właściwie..
KACPER: Obronie cię.- zaśmiał sie.
JA: Dobra.. chodźmy.
Włożyłam kurtę , wzięłam parasolke i klucze i wyszliśmy z domu. Kacper złapał mnie za ręke. 
KACPER: Dziś Halloween.
JA: Widać. - zasmiałam sie.
Prawie przy każdym domku na moim osiedlu paliła się dynia. Na ulicy było pełno dzieci biegających w przebraniach z koszykami pełnymi cukierków. 
KACPER: Co ty na to , może i my sie przebierzemy i postraszymy ludzi.- zaśmiał sie,
JA: No wiesz, co chce ci sie? 
Spojrzeliśmy na siebie i od razu wróciliśmy do do domu szukac jakis smiesznych halloweenowych strojów. Nie miałam nic w domu... Tylko jakieś prześcieradło stare poszarpane zasłony i jakieś inne szmatki. Kacper postanowił przebrać sie za wampira... Hahaha śmiesznie to wyglądało. Owinął się w czerwoną zasłonę , pomałował oczy moimi cieniami i uciekł z reszta kosmetykow do łazienki. Mi pozoatała czarna stara sukienka, włożyłam ja. Wygladałam jak zakonnica. Porwałam ją bardziej pomalowałam czerwona farbą. Byłam taką sexi zakonnica. Mina Kacpra była bezcenna gdy wyszedł z łazienki. Ale on tez za poważnie nie wygladał. Wymazał sie pomadką nałożył biały puder na twarz. 
KACPER: Świetnie, wygladamy cudownie. 
Pocałował mnie w policzek. Złapał za reke i wyszliśmy na ulice. Ludzie przechodzący patrzyli na nas jak na dziwaków. Niektórzy sie nawet śmiali. 
KACPER: Mamy fanów.
W okół nas znalazła się gromadka dzieci. Jednak za chwilę uciekli. Idąc chodnikiem zauważyłam coś dziwnego....
JA: Spójrz... co to....
Kacper spojrzał na mnie z przerażeniem...... Pobiegliśmy w tamtą stronę.....

______________________________________
END 
:D

proszę bardzo.... kolejny rozdział dla was
Przepraszam za długą nieobecność, no ale zaczęła się szkoła i jakoś nie było czasu . :) 
Już niedługo kolejny rozdział. 
Mam nadzieje że się podoba. 
Zostawiajcie komy. 

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 10.

AMELIA : [...] ... jestem w ciąży z Kacprem. - zaśmiała się szyderczo i odeszli.
   Na twarzy Kacpra nie było widać zadowolenia. A w moich oczach pojawiły się łzy. Wiedziałam, że to nie koniec naszych przygód. Trochę byłam ciekawa jak to się dalej potoczy. No i wtedy podbiegł do mnie Kacper. Przytulił mnie mocno, że prawie się udusiłam.
KACPER : Przepraszam. Naprawdę bardzo mi przykro. Gdybym wiedział jak to się potoczy.... Nigdy bym tego nie zrobił, nie tobie. Kocham Cię Nikola. Proszę wybacz mi. Nigdy nie odpuszczę. - wtedy po jego policzkach spłynęły łzy.
   Nawet nie wiecie jakie to jest dziwny widok kiedy płacze przed tobą chłopak,  ty nic na to nie możesz poradzić.
KACPER  - Kocham Cię Nikola. Wiedz o tym.
JA : Idź już stąd.  Wynoś się. Słyszysz... Mam dość tego wszystkiego. Kocham cię , ale nie potrafię ci tego wybaczyć. Zdradziłeś, mnie. - zaczęłam płakać. - Nie naprawisz tego w jeden dzień. Trzeba było myśleć, wtedy. Nie teraz. To już nic ci nie pomoże. Będziesz ojcem skarbie. Przygotuj się to nie jest łatwe zadanie. Zmarnowałeś życie mi sobie i jej a no i jeszcze dziecku.
KACPER : Wiem Nikola, wiem. Nie chcę tego. Ja to naprawię, obiecuje.  - odszedł ze łzami w oczach.
   Tego dnia, nie miałam już ochoty na spędzanie czasu nad wodą, ani w domu z  tatą. Chwilę patrzyłam , jak odchodzi. Sam na to zapracował. Wróciłam do domu, wzięłam zimny prysznic, przebrałam się w  :

i wyszłam , na spacer do lasu.  Godzina 17, piękna pogoda ale za to zły humor. Wrrrrrr byłam taka zła na nich. Nie mogłam sobie wy darować , że spotkali mnie tam. Ale teraz miałam zamiar się zrelaksować tak na serio. Idą ścieżką pośród lasu, słyszałam piękny śpiew ptaków, przy okazji spotkałam kilku znajomych ze szkoły. Idąc, zastanawiałam się co zrobię z tym wszystkim czy wybaczę Krystianowi, czy pogodzę się z myślą że ma już dziecko, czy zapomnę o Amelii. Chciałam, żeby wszystko wyglądało tak ławo. Widząc szczęśliwych i zakochanych ludzi spacerujących po lesie, uśmiechałam się sama do siebie. Szkoda mi było że tylko ja sama idę. Spojrzałam w niebo. I  moją uwagę przyciągną samolot ciągnący  za sobą dziwną dużą wstążkę, na której pisało :  NIKOLA KOCHAM CIĘ WYBACZ MI. To mnie trochę zaskoczyło. Wiedziałam że to Kacper. Ciekawa byłam co jeszcze wymyśli. Bolały mnie już trochę nogi więc postanowiłam wracać do domu, podjęłam już decyzję co do Kacpra. Było już ciemno jak wracałam, trochę się bałam. Ludzi już prawie nie było. Zaniepokoił mnie szum w pobliskich krzakach. Serce zaczęło mi bić coraz szybciej. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam co robić, czy się cofać czy biec do przodu. Mrok ogarniał świat coraz szybciej. A ja stałam w miejscu bo nie wiedziałam co robić. Nagle gdy podeszłam bliżej szum umilkł. Przestraszyłam się jeszcze bardziej. Zaczęłam iść trochę szybciej. No i właśnie w tamtym momencie, zabłądziłam.
JA : Cholera jasna. Chyba się zgubiłam. Żadnego zasięgu w telefonie. Środek lasu i.... to coś w krzakach. 
   Nagle, coś złapało mnie za ramię...Przez moje ciało przeszły  ciarki. Bałam się odwrócić.  Postanowiłam to zrobić.
KAMIL : Witaj . - uśmiechnął się . 
   I znów widziałam najpiękniejszy uśmiech na świecie. 
KAMIL : Baaardzo cię przestraszyłem księżniczko .? -
JA : No mało co na zawał nie padłam. A w ogóle skąd wiedziałeś że tu jestem co ? 
KAMIL : Wiesz wybrałem sie na spacer.....
JA : - Przerywając mu.. - To ty tu mieszkasz ? !! - popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
KAMIL : A mówiłem ci już że masz śliczne oczka. ? - zapytał śmiejąc się.
JA : Tak mówiłeś. Dziękuję , ale powiesz mi w końcu co to ty robisz...? 
KAMIL : A ... przyjechałem do babcii... najeść się  - zaśmiał się.
JA : Ooo... świetnie się składa... znasz tą okolicę prawda... ? - zapytałam
KAMIL : No wiesz.... 
JA : Nie znasz..? TAK ? O matko święta. To się zgubiłam. Jak ja wrócę. Co ja zrobię, a jest już tak ciemno.
KAMIL : Uspokój się nie powiedziałem , że nie znam. Urodziłem się tu, więc znam każdy kąt tego lasu. - złapał mnie za rękę. - chodź zaprowadzę cię do domu.
JA : Ohh... już myślałam.. A wspominałeś, że sie tu urodziłeś ? 
KAMIL : No tak. To były czasy jak tu mieszkałem. Tu jest ślicznie. Kocham ten las. Zawsze kiedy tu jestem  wspomnienia wracają. 
JA : No tak, też lubię po wspominać. Wiesz jak byłam mała, miałam przyjaciela, nie pamiętam tylko jak się nazywał. Mieszkał po drugiej stronie lasu, zawsze po mnie zachodził jak szłam do szkoły. Potem jakoś w 5 kl. podstawówki wyprowadził się. Szkoda. Bardzo go lubiłam. Ehh..... nawet kiedyś wyznał mi miłość. Chyba to było w 1 klasie.Mówił  na mnie Zenek. Kurcze jak ja tego nie lubiłam.  To były czasy. Chciała bym go teraz znów zobaczyć.... - wtedy przerwał mi Kamil.
KAMIL : Przepraszam, że przerywam, ale chyba nawet znałem tego gościa wiesz... Wydaje mi się że nawet wiem gdzie teraz jest.
JA : Ojej, naprawdę wiesz. ? - popatrzyłam na niego.  - Gdzie ? !!
KAMIL : Nikola....  Wiesz.... Może mi nie uwierzysz, ale twój "pucek"  tutaj stoi. 
JA : Rogal ? To ty wiesz jak na niego mówiłam. Gdzie stoi.?  - chwilę pomyślałam. - Nie nie wierze. !!!! To ty. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam. - Rzuciłam mu się na szyję.
KAMIL : Wiem, wiem.. - uśmiechnął się. Też tęskniłem. 
   Byłam szczęśliwa. 
JA : No dobra, to teraz mnie stąd zabierz.
   Chwilę szliśmy, widać było już mój sad za domem.
JA : No dziękuję ci mój ty bohaterze. Możesz wracać bo już chyba późno. Chyba że... masz ochotę na nocowanie w namiocie.
KAMIL : No wiesz, co już mnie wyganiasz... tyle się nie widzieliśmy. W namiocie z tobą. Wiesz że mogę mieć traumę do końca życia. - zaśmiał się.
JA : No ha ha ha. Dziękuję.
   Zatrzymaliśmy się przed moim domem. 
JA : Ale serio. Zostaniesz. - zapytałam. - Proszę ? 
KAMIL : A twój tata. 
JA: Tata ? Odkąd zdradził mnie Kacper...pozwala mi na wszystko. To jak ?
KAMIL : Kacper ? Chciałbym się z nim widzieć. Jak on mógł. Przecież ... jesteś wspaniałą dziewczyną. 
JA : Chodź nie będziemy tu rozmawiać, oki ?
   Poszliśmy do mnie do domu. Przywitaliśmy się z moim tatą. Oczywiście pozwolił nam na nocowanie Kamila i pozwolił na namiot. Zjedliśmy kolacje i poszliśmy na zewnątrz rozstawić ten namiot. Nie był on mały.... NO.. i z tego właśnie powodu łatwo nie było. Wzięłam namiot. Nie był on lekki.
KAMIL : Daj to Zenuś bo się przerwiesz. O kurrrr de jakie to ciężkie.
JA : Zaraz dostaniesz klapsa w tyłek za tego Zenka. Puuuuuuuuuuuuuuuucuśś . 
KAMIL : Naprawdę Zenuś. ? Śmiało czekam  na takiego klapsa całe życie.
   I zaczął rozpakowywać namiot.
JA :  Hahahahahah zemsta będzie słooooodkaaa.. Puuucuś, niezła ta twoja dupcia.- zaśmiałam sie. Popchnęłam go do przodu i upadł.
KAMIL : Oszz ty. Zobaczysz nie ujdzie ci no na sucho. Mówię dosłownie.
    Zostawił namiot i zaczął mnie gonić. 
JA : Aaaaaaaaa oszczędź mnie puuucusiu.... ploose.
KAMIL : Nic z tego. Hhahahahaha. 
   Wtedy mnie dopadł. Złapał mnie w pasie i  nie chciał puścić. 
JA: Kamilku... pucusiu koochanie moje... puścisz mnie proszę. - wystawiłam ząbki. 
   Ale chyba to nie zadziałało wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu. 
KAMIL : Zenuś mówiłem że nie ujdzie na sucho. Idę kontynuować rozpakowywanie. 
   Poszedł. Przez okno wyglądał tata. Uśmiechnął pomachał mi i zgasił światło w pokoju. Wygrzebałam się z basenu i poszłam do Kamila. 
KAMIL : Oooo widzę, że wyszłaś, ale długo tam nie byłaś, czekaj zaraz znowu tam wylądujesz. 
JA : Hej . Nieeeeeeee bałam nie. Plooooseee. Zrobię wszystko. 
KAMIL : Serio. To w takim razie wskakuj tam sama. Podszedł do mnie. 
JA : Nie nie nie nie nie. 
KAMIL - Spokojnie, nic nie zrobię.
   Stanęliśmy oko w oko. Kamil złapał mnie za ręce. Popatrzył na mnie. I powiedział.
KAMIL : Rozmazałaś się troszkę. Zenuś.
JA : No wiem. Oj nie mów na mnie zenuś. Zabiję cię. No i on też wylądował w basenie. 
   Uciekłam. Przez czas kiedy go nie było, rozbiłam namiot. I schowałam się do środka. 
KAMIL : WOOOOOOW.. Poradziłaś sobie. Jestem dumny. 
   Wszedł do namiotu. Usiadł obok mnie. 
JA : Chodź pod koc, bo ci zimno. Masz herbatkę. 
   Usiadł.
KAMIL : Dziękuję ci. 
  W tamtym momencie, Kamil objął mnie. Spojrzał i uśmiechnął się. Ahhh te jego dołeczki w policzkach.
KAMIL : No Nikolcia zapowiada się dłuuuuuuuuuuga noc.
JA : Owszem. 
KAMIL : Naprawdę tęskniłem za tobą.
   Uśmiechnęłam się do niego. Dawno nie czułam się tak dobrze jak w tym momencie. 
JA : Wiesz cieszę się, że zgubiłam się w tym lesie.
KAMIL : Też się cieszę.  A ten Kacper? 
JA : To idiota. Było minęło. Chociaż, zastanawiałam się czy by mu nie wybaczyć.
   Kacper spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. - opowiedziałam mu co się stało. 
KACPER : Jak chcesz. Ja na twoim miejscu takiej rzeczy bym nie wybaczył. 
   Długo już nie rozmawialiśmy. Kamil mocniej mnie przytulił żebym nie myślała o  Kacprze. Było już po 23 zasnęłam w objęciach Kamila.




_____________________________________

I oto kolejny  rozdział.

Proszę o komy , mam nadzieję że się podoba.  :>

POZDRAWIAM;**



niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 9.

   Całą noc płakałam, myślałam cały czas o Kacprze. Nie mogłam o nim zapomnieć. Przecież tyle nas łączyło. Wspominałam każdą chwilę spędzoną z nim. No ale cóż tak się musiało stać. Kiedy spojrzałam na siebie w lustrze, o mało nie dostałam zawału. Dobrze nie wyglądałam. Podkrążone oczy od nieprzespanej nocy, poczochrane włosy, i te stare dresy. Ale jakoś nie miałam ochoty, wtedy dbać o to jak wyglądam. Ponieważ było chłodno, założyłam bluzę i zeszłam coś zjeść. W kuchni siedział już tata z gazetą i świeżo zaparzoną kawą. W całym domu pachniało. Wzięłam bułkę i filiżankę kawy i wyszłam na taras. Siedziałam na wiklinowym krześle i przyglądałam się pięknemu krajobrazowi. W tle słychać było śpiew ptaków i szum pobliskiej rzeczki. Nic tylko zostać tam za zawsze. Gdyby nie Kacper i Amelia czuła bym się lepiej. Chwilę później przyszedł do mnie tata.
TATA : Witaj kochanie. Słyszałem że nie mogłaś spać w nocy. Nie martw się. Na pewno wszystko się ułoży. Uwierz mi. Mama na pewno by tak powiedziała. 
JA : Wiem tato. Tylko trochę mi smutno. - spojrzałam na niego, smutnym wzrokiem.    I znowu zapanowała cisza, w której słychać było szum drzew i śpiew słowika. 
TATA : No cóż koniec, nie mogę się już tak lenić. Przyjechał ktoś muszę sprawdzić kto i zabieram się do pracy. Idziesz ze mną ?JA  : Bardzo chętnie, tylko za chwilę. Ok?
TATA : Jasne .Nie śpiesz się.   Kiedy tata poszedł, ja jeszcze chwilę posiedziałam i postanowiłam pójść zobaczyć kto znowu przyjechał zepsutym samochodem. Z chodząc ze schodów do garażu słyszałam jaką zdramatyzowaną babkę która tłumaczyła jaka to ona jest biedna. Wjechała w drzewo. Jednak to nie ona przykuła moją uwagę a jej przystojny syn. To poprawiło mi humor. W tamtym momencie i tak już nic gorszego nie mogło się stać, więc podeszłam do tego chłopaka. 
JA : Cze... cześć. Jestem Nikola. Widzę że twoja mama jest bardzo zdenerwowana
.CHŁOPAK :  Tak, na punkcie samochodu jest przewrażliwiona za bardzo. Ja jestem Kamil. Miło mi cię poznać.    Uśmiechnęłam się głupio, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć w tamtym momencie.
KAMIL : Bardzo ładnie masz tutaj. Ehh... ja niestety mieszkam w mieście. Też bym chciał posiedzieć trochę przed domem w takiej ciszy i spokoju.   Ufff... na szczęście nie musiałam się wysilać, odezwał się . 
JA : No fakt cicho jest bardzo. Czasem nawet za cicho. - zaśmiałam się.
KAMIL : No.... tak. - uśmiechnął się.   Moim oczom ukazał się najpiękniejszy uśmiech na świecie. *___*
JA : Masz bardzo ładny uśmiech.
KAMIL : Dziękuję, no wiesz, ty swoim oczarowałaś mnie zanim podeszłaś. - zaśmiał się.- Ohoo idzie moja mama, słychać ją na odległość. To do zobaczenia. - pomachał i wsiadł do auta.   No faktycznie jego mamę można było by usłyszeć wszędzie. Krzyczała jakby zaraz miała eksplodować. Powiedziałam jej dzień-dobry ale widocznie mnie olała. Kazała Kamilowi wsiadać do samochodu, i bardzo szybko odjechała. Fajny chłopak. - Pomyślałam.  Przez resztę dnia, nie myślałam o niczym i o nikim. Dziś miałam mieć trening, ale w takim stanie niezbyt chciałam się tam pokazywać. Było jakoś po 15. Do pracy miał przyjść Kacper. Postanowiłam że pójdę na ten trening. Nie chciałam na niego patrzeć. Spakowałam strój 2 butelki wody, i wyszłam z pokoju. Idąc chodnikiem przed domem, czułam wzrok Kacpra. Jednak nie odwróciłam się, za 15 min. znalazłam się na boisku. 3 godziny minęły szybko. Wracając zaszłam do sklepu, tego w którym widziałam ich razem. Nie uwierzycie co się stało. Wpadłam na Amelię. Ehhh... co za pech. 
AMELIA : OOO witaj. Jak u ciebie. Dawno się nie spotykałyśmy. Zaraz zaraz od 5 dni? A no tak przecież my się nie widziałyśmy odkąd zerwałaś z Kacprem. Nawet nie wiesz co on biedny teraz przeżywa. Jakie to smutne, jak niektóre dziewczyny mogą być podłe. Musiałam go przygarnąć. Ale nie martw się kochanie, zaopiekuje się nim jak najlepiej.   Miałam ochotę ją uderzyć, tak żeby już nie wstała. Ale nie miałam siły po tym treningu. Wróciłam do domu. Trochę nudno było. Tak bez znajomych to nie ma co robić.                                                                         
                                                                ***

   Minęło dwa tygodnie. Trochę się poukładało. Kamila już więcej nie spotkałam. Cały czas zajmowałam się tatą, domem i przygotowaniami do szkoły. Chciałam już w końcu pójść do niej. Wpaść w wir obowiązków spotykać się ze znajomymi. A no i może znów znaleźć miłość. Tego dnia było upalnie. Poszłam nad pobliską rzeczkę odprężyć się, i może przy okazji opalić. Byłam w dobrym humorze. Do czasu... Jak się okazało taką samą rozrywkę zapewnili sobie Kacper i Amelia. No super, już myślałam że będzie to fajny dzień. Jednak zaniepokoiło mnie coś. Na ich twarzach nie było jak zawsze uśmiechu, byli smutni. Bardzo smutni. Co dziwniejsze nigdzie nie siadali tylko szli w moją stronę. Chciałam wstań i pójść sobie. Ale zrezygnowałam. Podeszli do mnie i usiedli.

AMELIA : Słuchaj Nikola.... Chcielibyśmy porozmawiać.
 KACPER : Tak, właściwie to musimy.   Nie chciałam ich słuchać. Nie miałam na to ochoty, no ale cóż z jednej strony chciałam wiedzieć co chcą powiedzieć. Tak na dobrą sprawę to przecież jeszcze kochałam Kacpra.
KACPER : Słuchaj nie jest nam łatwo. Widzisz trochę głupio postąpiłem. To co było między mną a Amelią kiedyś. Wygasło. Chcieliśmy się przekonać czy dobrze by nam było znów razem. Ale jednak nie. I teraz zauważyłem, że naprawdę to ty jesteś osobą którą kocham.
AMELIA : Tak Nikola. Ja cię przepraszam, wiem że nie powinnam liczyć na twoją przyjaźń, więc jutro wyjeżdżam , tam skąd przyjechałam. Po za tym szkoła się zbliża.     Bla.....Bla....Bla....Niedobrze mi się robiło od tych przeprosin i miłych słówek. Zranili mnie kiedyś oby dwoje. 
JA : Tak, wiem że wam przykro, ale wiecie co mnie już to nie obchodzi. Zraniliście mnie raz i to wystarczy. Serio, w dupie mam wasze przeprosiny. Słuchaj Kacper, zdradziłeś mnie, wiesz jak to cholernie boli. I najlepsze z moją przyjaciółką. Najlepszą i jedyną. Nie miałam komu się zwierzyć, bo moja mama nie żyje powinieneś wiedzieć jak to jest. Został mi tylko tata. Ale jemu też wszystkiego nie powiem. Kochałam cię całym sercem, wszystko bym ci oddała. A ty po prostu zrezygnowałeś. Gratuluję ci . Nasz rozdział już zakończyłam tydzień temu. Spieprzyłeś go. I tyle ci powiem. A teraz przepraszam was, ale przeszkadzacie mi. Do widzenia.    Chwilę jeszcze siedzieli, obok mnie. Odchodząc, Amelia powiedziała mi :
AMELIA : Wiesz co przyszliśmy ci tu powiedzieć jeszcze o jednym ....
_________________________________________________________________________________

Kooooochani.... Kolejny rozdział składam na wasze ręce. Mam nadzieję że się podoba. :3
 Następny już niedługo. Piszcie czy się podoba. Dziękuję że jesteście ze mną  :>


sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 8.

   Zza okna słychać było głośny krzyk, co spowodowało że zerwałam się o 8 rano na równe nogi. Suuuper okazało się że to Amelina znowu przyszła mnie odwiedzić...i bardzo głośno witała się z Kacprem . :( Nie był to cudowny widok, kiedy za twoimi plecami twój chłopak spędza więcej czasu z twoja przyjaciółką , a widoczne jej to pasuje. Postanowiłam się znów położyć, bo dobrze się nie czułam, chciałam wiedzieć co ukrywa Kacper, skąd się znają. Dlaczego mi nie powiedział.? Podczas gdy tak myślałam , oni weszli do mojego pokoju.Nie chciało mi się z nimi rozmawiać.
KACPER Z AMELIĄ : Cześć jak się spało. ?
   Super widok. Mój chłopak z moją najlepszą do tej pory przyjaciółką  szli trzymając się pod rękę. Skąd oni się znali. Tylko to  mi w tamtym momencie chodziło po głowie.
JA : Witajcie. Nie najlepiej ale wygodniej niż w szpitalu. Posłuchaj Kacper mógłbyś.... zostawić nas same. Chciałabym porozmawiać z Amelią na osobności.
KACPER : No nie wiem, przecież  jesteśmy razem, masz jakieś tajemnice przede mną, ?
JA : Tak, mam nie o wszystkim musisz wiedzieć!
AMELIA : No ale słonko nie krzycz na niego.
KACPER : Dobra, dobra idę ! Amelia nic nie poradzisz. Nie denerwuj się.
   Wyszedł trzaskając drzwiami. Zrobiło mi się trochę smutno, ale trudno. Nie jest jedyny na świecie.
JA : Możesz mi wyjaśnić jedną rzecz....
AMELIA  : przerywając mi. - Nie... najpierw to ty mi coś wyjaśnisz. Dlaczego wczoraj nie powiedziałaś mi że Kacper to twój chłopak co ? Widzę że bardzo lubisz kłamać.
JA : Amelia to nie tak, jak myślisz. Nie chwiałam żeby od razu wszyscy wiedzieli o nas. Po za tym , ty wczoraj też mnie okłamałaś. W ogóle wszyscy mnie okłamują. Ty,  Kacper co to ma być ? Powie mi ktoś wreszcie.
AMELIA : No jejku , skoro ty mi nie powiedziałaś, że jesteście razem to ja nie muszę ci mówić że się znamy. Wiesz co, nie sądziłam że jesteś taka. Masz pretensje o wszystko do mnie. A to ci czegoś nie powiedziałam , a to zapomniałam ci czegoś oddać, a to zgubiłam twój pamiętnik. Opanuj się.
JA : No właśnie, znalazłaś już go ?
AMELIA :  O tym chcesz rozmawiać ? Tak masz.
JA : Bardzo dziękuje za poświecenie z twojej strony. Więc jak powiesz mi skąd się znacie ? Czy nigdy się nie dowiem ?
AMELIA : No po prostu kiedyś się poznaliśmy w tramwaju no i tyle.
JA : No ale tak po prostu znacie się tylko z tego tam. i kompletnie nigdy więcej się nie spotykaliście  ?
AMELIA : Nie no, spotykaliśmy. Nawet byliśmy ze sobą. Tylko wiesz, wtedy jakoś ci nie mówiłam. Nie chciałam bo nie wiedziałam co z tego dalej będzie.
JA  : Aha ... A pretensje do mnie to mogłaś mieć że ci o nim nie powiedziałam ? 
AMELIA : No wiem. Jejku przepraszam. 
JA : Dobra idź już chce zostać sama.
   Co to miało być ? Świetnie ciekawe czego jeszcze się dziś dowiem?
Minęła 14, postanowiłam wstać z łóżka i zrobić jakiś obiad, bo przecież tata sam nie zrobi. Znalazłam jakiś makaron. Niestety sosu nie było. Nie chciało mi się iść do sklepu, no ale cóż. Szybko się ubrałam w coś lepszego. Bo przecież w pidżamie nie pójdę. Nie ? Droga do sklepu szybko mi minęła. Szukają sosu zauważyłam Kacpra z Amelią w tym samym sklepie kupowali duże pudełko lodów. Szybko schowałam się za półkami z pieczywem. Dziwnie wyglądali zadowoleni chyba tym że się znowu mogli spotkać. Smutno mi się zrobiło , wychodzili ze sklepu trzymając się pod rękę... Wzięłam sos, i poszłam do kasy. Wychodząc ze sklepu zauważyłam, że Kacper przyjechał tu samochodem, a co najlepsze, w tym samochodzie była Amelia. Pewnie chciał ją odwieźć. No nic, trochę smutna poczekałam aż odjadą i poszłam do domu. Szybko zrobiłam spaghetti i z powrotem poszłam do siebie do pokoju. Usiadłam na parapecie. Patrząc za okno, myślałam o tym co się dziś wydarzyło. Minęła 18, a Kacper nadal nie wrócił. Nie chciałam myśleć gdzie on teraz jest i co może robić. Chciałam jak najszybciej zapomnieć że dzisiejszy dzień miał miejsce. Wyszłam trochę na dwór, przy okazji odwiedziłam tatę w warsztacie.
TATA : O hej Nikola, jak tam, wszystko w porządku bo widzę że jakaś smutna jesteś.
JA : Nie tatusiu, wszystko ok.
TATA  :  Nie wydaje mi się. Siadaj. I opowiedz co się stało.
   Przygotował dwa krzesła w cieniu koło basenu. Usiedliśmy i opowiedziałam mu to co się dzisiaj wydarzyło. 
TATA : Widzisz kochanie. Tak to już jest w życiu. Nie każdy ma z górki. Rozumiem co teraz przeżywasz. Postaram się porozmawiać o tym z Kacprem. Tylko nie dziś. Wziął wolne w pracy. Powiedział, że musi coś załatwić.
   Myślałam że się popłacze, kiedy się dowiedziałam że wziął wolne. Wtedy już wiedziałam że Kacper jest u Amelii. Powiedziałam tacie, że muszę się położyć. Tata wrócił do obowiązków, a ja wróciłam do domu. Wchodzą do domu, spojrzałam na biurko na którym stało zdjęcie, moje z Kacprem w oku zakręciła mi się łezka. Nie miałam siły na dalsze przeżywanie tego dnia. Położyłam się spać.  Rano kiedy wstałam była już  10:30. Trochę pospałam. Ale cóż należało mi się w końcu to dopiero 2 dzień po powrocie ze szpitala. Podeszłam do okna by je otworzyć jednak, to co zauważyłam, kompletnie zwaliło mnie z nóg. Mój chłopak z moją przyjaciółką całowali się jakieś 10 metrów od mojego domu. A że mój pokój jest na piętrze , bardzo dobrze widziałam to co się dzieje w okolicy. Chwilę później stali przy mojej ulicy trzymając się za rękę. Gdy Amelia oddaliła się od bramki Kacper poszedł to warsztatu. Postanowiłam , że dowiem się o co chodzi. Nie chciałam być piątym kołem u wozu. Schodząc na dół przywitałam się z tatą. Chwilę później byłam już w warsztacie i patrzyłam na Kacpra.
KACPER : Hej kochanie. ............. Nikola musimy porozmawiać.
   Wiedziałam , że to koniec. Wiedziałam. 
KACPER : Widzisz odkąd - kontynuował. - pojawiła się Amelia, trochę się pozmieniało.
JA : Zauważyłam
KACPER : Możesz mi nie przerywać.
JA  : Przepraszam, wiesz naprawdę, tylko wydaje mi się że to ty powinieneś mnie przeprosić. Co to miało być, najpierw razem w sklepie, potem ją odwozisz i nie wracasz na noc. A dziś proszę co ? Stoicie koło ulicy Kasprzaków i się całujecie. No kurde nie zauważyłeś że coś jest nie tak ? Zastanów się człowieku, kto jest ważniejszy.
KACPER : No właśnie ja o tym. Postanowiłem wrócić do Amelii. 
   Po prostu się popłakałam. Nie sądziłam, że to powie tak od razu. 
JA : Dziękuje że mi to mówisz. Naprawdę nawet nie wiesz jak ci jestem wdzięczna. Kochałam cię. 
KACPER : Wiem, możesz tego nie komplikować ? 
JA : Ja to komplikuje ? Ja ??? Jak możesz. Jesteś największym kretynem jakiego znałam. Wynoś się stąd. - wykrzyczałam
   Z łzami na policzkach uciekłam do domu, po drodze spotkałam tatę, który przysłuchiwał się tej rozmowie. Spojrzałam na niego, i poszłam do siebie. Będąc w pokoju słyszałam jak tata jeszcze z nim rozmawiał.
TATA : Chłopie ale namieszałeś. Widzisz co zrobiłeś. Nie mogę patrzeć jak moja córka cierpi. Tyle się w jej życiu wydarzyło. Straciła matkę, niedawno mało brakowało do stracenia mnie. Potem jej wypadek.  A teraz ty. To była jej najlepsza przyjaciółka Teraz nie ma nikogo. Zastanów się nad sobą. Kiedyś myślałem , że jesteś bardziej odpowiedzialny. Chciałem dla was jak najlepiej. Ale dopiero teraz widzę, że to nie było dobrym pomysłem. 
   Słowa taty jeszcze bardziej mnie zasmuciły, przypomniałam sobie jak będąc małą dziewczynką, przeżywałam rozstanie z babcią, pamiętam jak pocieszała mama , przytulała. Mówiła że jeszcze kiedyś ją spotkam. Że czas leczy rany. Babcia była moją przyjaciółką. Mama po jej śmierci mówiła mi że jeszcze znajdę przyjaciół. Znalazłam , ale jakich ? Chciałabym teraz przytulić się do mamy, opowiedzieć  jej o tym , przytulić się do niej jeszcze raz. 


___________________________________________
No  i proszę kolejny rozdział dla was ;**
Myślę że się podoba. Proszę piszcie co o tym sądzicie w  kom. Bardzo dziękuję :) i pozdrawiam <3



piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 7.

   I zaczął się kolejny dzień w tym ponurym szpitalu.  Leżałam sama na sali. Zwariować można było, od tego wszystkiego. Cicho , nudno. Za oknem deszcz. Wciąż czekałam na tate i Kacpra żeby w końcu zabrali mnie do domu. Już nie mogłam sie doczekać kiedy w końcu położe sie na własnym łóżku, kiedy w końcu zobacze swój pokój. Na korytarzu rozchodziły się hałasy. Leżałam juz sama w sali, nie było do kogo się odezwać. Czekałam na cud. Jeśli można tak to nazwać. Hałas z korytarza zbliżał się do mojej sali. Byłam ciekawa co to, ale postanowiłam, żę nie będę sprawdzać. Wzięłam książkę i usiadłam na tym twardym szpitalnym łóżku. W pewnym momencie. Do mojej  sali weszło około 15 osób. Była to moja klasa. Postanowili mnie odwiedzić.
KLASA: Hej, Nikola. Co się stało, że tu jesteś ? -    Wszyscy pytali na raz. - Jak się czujesz ? Kiedy wracasz?
Trochę rozmawialiśmy o wszystkim właściwie. Troche o początku roku który miał się odbyć już za miesiąc. Nie chciałam szkoły, no ale cóż. Trzeba było. Po godzinnej rozmowie, do sali wszedł Kacper. Pocałował mnie w policzek.
KACPER: Witaj kochana. Sorki ale musze was wyprosi, bo właśnie zabieram Nikole do domu.
   Kacper wygonił całą klasę. Byłam mu za to wdzięczna , miłam już dośc tych pytań. Pomógł mi się spakować i wyszliśmy ze szpitala.
JA: A tata nie przyjechał.? - zapytałam
KACPER: Nie, nie mógł został w domu, bo miał klienta a nie mógł zostawić go samego. Więc mnie poprosił.
JA: Aha, rozumiem . A co u ciebie słychać, bo widzę że coś się stało. Hmm...?
KACPER: Niee, niee nic się nie stało.
JA: Napewno? Jakoś nie wydaje mi się że wszystko w porządku.
KACPER: Ale naprawde wszystko ok. Przysięgam.
JA: Mam nadzieje że mówisz prawdę. - zaśmiałam się.
   Ale ja i tak wiedziałam, że coś się stało. Całą drogę rozmawialiśmy o tym co robiłam w szpitalu i o tym co tata i Kacper zrobili jak mnie nie było. Po godzinie jazdy znaleźliśmy się w domu. Z radością wysiadłam z samochodu. Przywitałam się z tatą i poszłam do siebie do pokoju. Weszłam do pokoju i rzuciłam się na swoje wielkiie łóżko. Chwilę później do mojego pokoju wszedł  Kacper z moją przyjaciółką Amelią. Cieszyłam się, baaaardzo. Nie widziałyśmy się ponad rok.  Kacper wyszedł.
AMELIA: Hej kochana. Jejku ale się dawno nie widziałyśmy. Co się stało że byłaś w szpitalu.
JA: Siemka... no dawno stęskniłam się. A tak jakoś wyszło, mały wypadek. Nic takiego .
AMELIA: Ale to dobrze że jesteś już w domku. A co to za chłopak ?
JA: Yyy... to mój.. to pracownik mojego taty.
AMELIA: Ahaa... Jejku ale dawno to nie byłam.    Opowiadaj coś. Masz chłopaka. ??
JA: Tak...znaczy nie. - Uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok.
   Chwilę się zastanawiałam nad tym, dlaczego nie powiedziałam jej o mnie i o Kacprze ale jakoś nie chciałam żeby kto ktokolwiek wiedział .
AMELIA: Heej Nikola żyjeś ..jesteś tam. - pomachała mi ręką przed oczami.
JA: Takk , tak  jestem tylko się zamyśliłam troche.     No a ty jak masz chłopaka.? - zapytałam, za bardzo nie wiedziałam co powiedzieć.
AMELIA: Nie. Miałam, ale się rozstaliśmy, bo musiałam wyjechać. A wiesz do Grecji nie jest blisko. [...]
   Myślałam. Po co ja się jej o to zapytałam. Teraz cały czas opowiadała mi o tym chłopaku.Powiem szczerze miałam dość. Wśród moich myśli słychać było opowiadanie Amelii. Nie chciałam jej słuchać.
JA: Słuchaj... Amelko. Muszę cię przeprosić, ale dopiero wróciłam ze szpitala i chciała bym trochę odpocząć.
AMELIA: Aaaa no spoko, to ja już pójdę. Paaa kochana.- uśmiechnęła sie i wyszła z mojego  pokoju.
   Rzuciłam się na łóżko i leżałam. Zastanawiałam się nad tym  dlaczego nie powiedziałam jej o Kacprze. Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Zobaczyłam jak Amelia rozmawia z Kacprem, tak jakby znali się od lat. Widziałam uśmiech na jego twarzy. Ona też się śmiała. Dziwnie się poczułam . Za chwilę pocałowała go w policzek i wyszła przez bramkę na ulicę. Usłyszałam, zamykające się drzwi. A za chwilę, do mojego pokoju wszedł Kacper. Był bardzo szczęśliwy. Było to widać na pierwszy rzut oka.
JA: Znacie się ?
KACPER: Hmmmm.... ? My..... czyli kto ?
JA: No ty i Amelia.
KACPER: A.. tak... już zapomniałaś.
JA: Serio ?
KACPER: Tak. A coś się stało.
JA: Nie... znaczy tak . Powiedziała mi że cie nie zna.    Przynajmniej tak zrozumiałam. Pytała kim jesteś...
KACPER: Ahaaa.... dziwne. Bardzo dziwne. Sama nas zapoznałaś.
To było dziwne. Postanowiłam bardziej przyjrzeć się tej sprawie. Wszedł tata.
TATA: Jak tam Nikola?
JA: Dobrze tato. Ale jestem trochę zmęczona i chciała bym się położyć.
TATA: Ok. To już idę. Odpoczywaj.
   Uśmiechnęłam się. I położyłam na łóżku. Myślałam o całej naszej trójce. Byłam ciekawa jak potoczy się jutrzejszy dzień czy coś sie wyjaśni.

______________________________________

Miłego czytania  :>

Rozdział 6.

   Obudziłam się, w niezbyt dobrym humorze. Tego dnia musiałam, podjąć trudną decyzję. Czy zostać z Kacprem i tatą, czy pojechać i spełnić swoje marzenia. Nie miałam ochoty wstawać, i przeżywać kolejny dzień. Chciało mi się spać. W domu było cicho. Pewnie są w warsztacie. Nie chciało mi się sprawdzać. Dalej leżałam i zastanawiałam się nad tym, co zrobię.
JA - Czemu to życie jest takie trudne - krzyknęłam.
   Chyba nie powinnam. Chwilę później w moim pokoju znalazł się tata.
TATA - Nic się nie stało, krzyczałaś głośno.
JA - Nie, nie tato... Po prostu, tak jakoś.
TATA -Chyba wiem , o co chodzi. 
Przez chwilę milczeliśmy. 
TATA - Jedź. Masz być szczęśliwa. 
JA - Ale tato, ja nie chce was zostawiać. Chcę być z wami. Czemu to takie trudne. - rozpłakałam się.
   Nie wiedziałam co robić. Tata mocno mnie przytulił.
TATA - Nie martw się kochanie. Los zdecyduje sam co masz zrobić . Prędzej czy później będziesz znała odpowiedź. A teraz chodź na śniadanie.
JA - Mam taką nadzieje, że los mi pomoże zdecydować. 
   Ubrałam się i zeszłam coś zjeść, chociaż szczerze    mówiąc, nie miałam na nic ochoty. Jedyne co chciałam, to podjąć właściwą decyzję. A z tym było trudno. Bardzo. Siedziałam przy stole sama, bo tata z Kacprem już poszli. Czas mijał szybko, a ja nadal nie wiedziałam co robić. Nie chciałam zostawiać taty samego, bo jego chore serce. Co jeśli coś by się stało i mnie by nie było i nie było by Kacpra. I jeszcze nie zostawiać też samego Kacpra. 150 km robi różnice. Sporą. Była śliczna pogoda. Miałam ochotę na długi spacer. Poszłam powiedzieć tacie, żeby się nie martwił.
JA - Tato, ja pójdę się przespacerować. 
TATA - To może...Kacper ...
JA - Nie sama pójdę. - przerwałam mu. - Spokojnie jestem pod telefonem.
TATA - No dobrze. Idź tylko uważaj na siebie.
JA - Tak, tak wiem. Pa.
   Kiedy doszłam do furtki, przyjechał Kacper. Widać było, że humor mu dopisywał.Wysiadł ze swojego samochodu.
KACPER - Hej kochana. Gdzie się wybierasz.
JA - Cześć. Idę na spacer. Muszę coś przemyśleć.
KACPER - Może..
JA - Nie.. - i znowu przerwałam. - pójdę sama.
KACPER  - No dobrze. Idź. 
   Sama nie wiedziałam gdzie idę. Przed siebie. Dziwnie się czułam. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że nie zjadłam śniadania, albo... już sama nie wiem . Trochę daleko poszłam. Była jakiś kilometr od domu. Wtedy, zaczęło mi się kręcić w głowie. Szybko zadzwoniłam do taty. Straciłam przytomność. Zbyt nie wiem co się stało, pamiętam tylko tyle. Obudziłam się w szpitalu, i na dodatek drugiego dnia wieczorem Siedział przy mnie tata i Kacper. Pytali się  jak się czuje. Ale ja mało kontaktowałam. Nie wiedziałam co się dzieje. 

KACPER : ( ponieważ Nikola jest w śpiączce ) 

TATA - Nikola. Nikola. Jak się czujesz.? Wszystko w porządku.? Nikola. 
KACPER  - Trzeba lekarza, znowu straciła przytomność. Pójdę.
   Poszedłem po lekarza i wróciłem do sali. Kazali mi wyjść, chwilę rozmawiali z jej tatą, ale i on musiał wyjść.
TATA - Lekarz powiedział, że miała uraz głowy i nie wiadomo co będzie dalej. 
   To było dziwne uczucie, patrzeć jak osoba którą się kocha cierpi. I nie wiadomo co będzie z jej życiem. Przyrzekłem sobie że nie opuszczę szpitala   póki Nikola nie wyjdzie z niego. Nie chciałem jej zostawiać samej i jej tate pana Wojtka również. On miał chore serce, wszystko mogło się stać. 
LEKARZ - Mogę prosić ojca Nikoli. Muszę z panem porozmawiać.
TATA - Tak oczywiście. 
LEKARZ - Jest źle. Dziewczyna uderzając głową o kamień dostała silnego wstrząsu, do tego przyczynił sie też udar mózgu. Stracenie przytomności było normalne wtedy, jednak teraz. Teraz to było dziwne. Oczywiście wiemy co robić. Jednak nie grozi to zdrowiu pana córki. 
   Kiedy opowiadał mi to pan Wojtek. Coś we mnie nie wytrzymało. Zacząłem myśleć o jej śmierci. O tym że zostanę bez niej. To było straszne.  Nie chciałem jej tracić. Wojtek rozpłakał się. Siedział przy niej i płakał. Mi nie pozwolili wejść.Jej stan się pogarszał. 

3 dni później.

   Nikola, wybudziła się jednak nie kontaktowała. Nie było świetnie. Przychodziłem tutaj z Wojtkiem na zmianę. Tego dnia byłem wcześniej. Zabrali ją gdzieś. Wojtek wyszedł z sali.
TATA - Nie jest dobrze. 
KACPER - Widzę. Dziś mija termin , zgłoszeń w drużynie. 
TATA - Jej marzenia się nie spełnią. Rozmawiałem o tym z doktorem. Już nie będzie mogła grać. 
KACPER - Co .??  - zdziwiłem się. - Nie można na to pozwolić. To jej marzenia. Jej przyszłość ona z tego nie zrezygnuje. 
TATA - Wiem, ale będzie musiała. Przynajmniej przez najbliższy rok. 
KACPER - To będzie dla niej bardzo ciężkie i trudne. 
   Wtedy przywieźli ją na sale. Wojtek znów tam wszedł. Siedział tam przez najbliższe 4 godziny. Nie chciał jej opuszczać. O 19.33 Wojtek wybiegł z sali, miał dziwny wyraz twarzy myślałem o najgorszym pobiegł po lekarza. Chciał wejść razem z lekarzem ale nie mógł.
KACPER -Co? Co jest ? Co się stało? Nikola .? Co z nią - dopytywałem.
TATA - Żyje. I przeżyje. Otworzyła oczy.
   Uśmiechnąłem sie sam do siebie. Wojtek wszedł do sali.

NIKOLA: (wracamy do gł. bohaterki)

JA - Tato. ? 
TATA - Kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę że już jesteś z nami. 
JA - A  nie było mnie ?  - byłam trochę zdziwiona.
TATA - Byłaś tylko, jedną nogą na tamtym świecie. Ale już już w porządku.
JA - To chyba dobrze. Jest Kacper. ?
TATA - Tak, tak jest. Już go wołam.
JA - Dziękuje.
   Tata wyszedł. Trochę go nie było. Leżałam i patrzyłam na okno. Było trochę późno, bo słońce zachodziło, za horyzont. Nie mogłam sobie uświadomić, że jeszcze kilka godzin temu umierałam. Mogłam dziękować wszystkim za pomoc. I sobie też. Gdybym trochę później zadzwoniła wtedy po pomoc. To już bym tu nie była. Starałam się o tym nie myśleć. Ale coś mi nie dawało. Wtedy na salę wszedł Kacper.
JA - Hej, jak miło cię widzieć. 
KACPER - Witaj słonko w świecie żywych.    Brakowało nam cię. Nawet nie wiesz jak. Nie rób mi tego nigdy więcej. 
JA - Obiecuje. 
KACPER - Kocham Cię. 
JA - Też Cię kocham. 
   Opłacało się wracać do świata żywych. Przynajmniej miałam dla kogo.  Niestety nasze spotkanie nie trwało, długo musiałam odpocząć pomimo, że spałam przeszło 4 dni. A po za tym kończył sie czas odwiedzin. Poszli. Pożegnali się ze mna i poszli. Ja spojrzałam znów na okno i czułam że mam dla kogo żyć. Byłam pewna że los chciał żebym została tutaj i nie wyjeżdżała. Widocznie to tutaj spotka mnie coś wspaniałego. Jeżeli już mnie nie spotkało. Teraz wiedziałam że kocham Kacpra tak mocno , że nie mogę go zostawić na tak długo i tak daleko. Nie mogłam się doczekać kiedy znów się zobaczymy. Chwilę później zasnęłam na twardym szpitalnym łóżku, podłączona do kroplówki. Tak zakończyło się te kilka cięzkich dla mnie dni. 

______________________________________

Podoba się ??