środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 10.

AMELIA : [...] ... jestem w ciąży z Kacprem. - zaśmiała się szyderczo i odeszli.
   Na twarzy Kacpra nie było widać zadowolenia. A w moich oczach pojawiły się łzy. Wiedziałam, że to nie koniec naszych przygód. Trochę byłam ciekawa jak to się dalej potoczy. No i wtedy podbiegł do mnie Kacper. Przytulił mnie mocno, że prawie się udusiłam.
KACPER : Przepraszam. Naprawdę bardzo mi przykro. Gdybym wiedział jak to się potoczy.... Nigdy bym tego nie zrobił, nie tobie. Kocham Cię Nikola. Proszę wybacz mi. Nigdy nie odpuszczę. - wtedy po jego policzkach spłynęły łzy.
   Nawet nie wiecie jakie to jest dziwny widok kiedy płacze przed tobą chłopak,  ty nic na to nie możesz poradzić.
KACPER  - Kocham Cię Nikola. Wiedz o tym.
JA : Idź już stąd.  Wynoś się. Słyszysz... Mam dość tego wszystkiego. Kocham cię , ale nie potrafię ci tego wybaczyć. Zdradziłeś, mnie. - zaczęłam płakać. - Nie naprawisz tego w jeden dzień. Trzeba było myśleć, wtedy. Nie teraz. To już nic ci nie pomoże. Będziesz ojcem skarbie. Przygotuj się to nie jest łatwe zadanie. Zmarnowałeś życie mi sobie i jej a no i jeszcze dziecku.
KACPER : Wiem Nikola, wiem. Nie chcę tego. Ja to naprawię, obiecuje.  - odszedł ze łzami w oczach.
   Tego dnia, nie miałam już ochoty na spędzanie czasu nad wodą, ani w domu z  tatą. Chwilę patrzyłam , jak odchodzi. Sam na to zapracował. Wróciłam do domu, wzięłam zimny prysznic, przebrałam się w  :

i wyszłam , na spacer do lasu.  Godzina 17, piękna pogoda ale za to zły humor. Wrrrrrr byłam taka zła na nich. Nie mogłam sobie wy darować , że spotkali mnie tam. Ale teraz miałam zamiar się zrelaksować tak na serio. Idą ścieżką pośród lasu, słyszałam piękny śpiew ptaków, przy okazji spotkałam kilku znajomych ze szkoły. Idąc, zastanawiałam się co zrobię z tym wszystkim czy wybaczę Krystianowi, czy pogodzę się z myślą że ma już dziecko, czy zapomnę o Amelii. Chciałam, żeby wszystko wyglądało tak ławo. Widząc szczęśliwych i zakochanych ludzi spacerujących po lesie, uśmiechałam się sama do siebie. Szkoda mi było że tylko ja sama idę. Spojrzałam w niebo. I  moją uwagę przyciągną samolot ciągnący  za sobą dziwną dużą wstążkę, na której pisało :  NIKOLA KOCHAM CIĘ WYBACZ MI. To mnie trochę zaskoczyło. Wiedziałam że to Kacper. Ciekawa byłam co jeszcze wymyśli. Bolały mnie już trochę nogi więc postanowiłam wracać do domu, podjęłam już decyzję co do Kacpra. Było już ciemno jak wracałam, trochę się bałam. Ludzi już prawie nie było. Zaniepokoił mnie szum w pobliskich krzakach. Serce zaczęło mi bić coraz szybciej. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam co robić, czy się cofać czy biec do przodu. Mrok ogarniał świat coraz szybciej. A ja stałam w miejscu bo nie wiedziałam co robić. Nagle gdy podeszłam bliżej szum umilkł. Przestraszyłam się jeszcze bardziej. Zaczęłam iść trochę szybciej. No i właśnie w tamtym momencie, zabłądziłam.
JA : Cholera jasna. Chyba się zgubiłam. Żadnego zasięgu w telefonie. Środek lasu i.... to coś w krzakach. 
   Nagle, coś złapało mnie za ramię...Przez moje ciało przeszły  ciarki. Bałam się odwrócić.  Postanowiłam to zrobić.
KAMIL : Witaj . - uśmiechnął się . 
   I znów widziałam najpiękniejszy uśmiech na świecie. 
KAMIL : Baaardzo cię przestraszyłem księżniczko .? -
JA : No mało co na zawał nie padłam. A w ogóle skąd wiedziałeś że tu jestem co ? 
KAMIL : Wiesz wybrałem sie na spacer.....
JA : - Przerywając mu.. - To ty tu mieszkasz ? !! - popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
KAMIL : A mówiłem ci już że masz śliczne oczka. ? - zapytał śmiejąc się.
JA : Tak mówiłeś. Dziękuję , ale powiesz mi w końcu co to ty robisz...? 
KAMIL : A ... przyjechałem do babcii... najeść się  - zaśmiał się.
JA : Ooo... świetnie się składa... znasz tą okolicę prawda... ? - zapytałam
KAMIL : No wiesz.... 
JA : Nie znasz..? TAK ? O matko święta. To się zgubiłam. Jak ja wrócę. Co ja zrobię, a jest już tak ciemno.
KAMIL : Uspokój się nie powiedziałem , że nie znam. Urodziłem się tu, więc znam każdy kąt tego lasu. - złapał mnie za rękę. - chodź zaprowadzę cię do domu.
JA : Ohh... już myślałam.. A wspominałeś, że sie tu urodziłeś ? 
KAMIL : No tak. To były czasy jak tu mieszkałem. Tu jest ślicznie. Kocham ten las. Zawsze kiedy tu jestem  wspomnienia wracają. 
JA : No tak, też lubię po wspominać. Wiesz jak byłam mała, miałam przyjaciela, nie pamiętam tylko jak się nazywał. Mieszkał po drugiej stronie lasu, zawsze po mnie zachodził jak szłam do szkoły. Potem jakoś w 5 kl. podstawówki wyprowadził się. Szkoda. Bardzo go lubiłam. Ehh..... nawet kiedyś wyznał mi miłość. Chyba to było w 1 klasie.Mówił  na mnie Zenek. Kurcze jak ja tego nie lubiłam.  To były czasy. Chciała bym go teraz znów zobaczyć.... - wtedy przerwał mi Kamil.
KAMIL : Przepraszam, że przerywam, ale chyba nawet znałem tego gościa wiesz... Wydaje mi się że nawet wiem gdzie teraz jest.
JA : Ojej, naprawdę wiesz. ? - popatrzyłam na niego.  - Gdzie ? !!
KAMIL : Nikola....  Wiesz.... Może mi nie uwierzysz, ale twój "pucek"  tutaj stoi. 
JA : Rogal ? To ty wiesz jak na niego mówiłam. Gdzie stoi.?  - chwilę pomyślałam. - Nie nie wierze. !!!! To ty. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam. - Rzuciłam mu się na szyję.
KAMIL : Wiem, wiem.. - uśmiechnął się. Też tęskniłem. 
   Byłam szczęśliwa. 
JA : No dobra, to teraz mnie stąd zabierz.
   Chwilę szliśmy, widać było już mój sad za domem.
JA : No dziękuję ci mój ty bohaterze. Możesz wracać bo już chyba późno. Chyba że... masz ochotę na nocowanie w namiocie.
KAMIL : No wiesz, co już mnie wyganiasz... tyle się nie widzieliśmy. W namiocie z tobą. Wiesz że mogę mieć traumę do końca życia. - zaśmiał się.
JA : No ha ha ha. Dziękuję.
   Zatrzymaliśmy się przed moim domem. 
JA : Ale serio. Zostaniesz. - zapytałam. - Proszę ? 
KAMIL : A twój tata. 
JA: Tata ? Odkąd zdradził mnie Kacper...pozwala mi na wszystko. To jak ?
KAMIL : Kacper ? Chciałbym się z nim widzieć. Jak on mógł. Przecież ... jesteś wspaniałą dziewczyną. 
JA : Chodź nie będziemy tu rozmawiać, oki ?
   Poszliśmy do mnie do domu. Przywitaliśmy się z moim tatą. Oczywiście pozwolił nam na nocowanie Kamila i pozwolił na namiot. Zjedliśmy kolacje i poszliśmy na zewnątrz rozstawić ten namiot. Nie był on mały.... NO.. i z tego właśnie powodu łatwo nie było. Wzięłam namiot. Nie był on lekki.
KAMIL : Daj to Zenuś bo się przerwiesz. O kurrrr de jakie to ciężkie.
JA : Zaraz dostaniesz klapsa w tyłek za tego Zenka. Puuuuuuuuuuuuuuuucuśś . 
KAMIL : Naprawdę Zenuś. ? Śmiało czekam  na takiego klapsa całe życie.
   I zaczął rozpakowywać namiot.
JA :  Hahahahahah zemsta będzie słooooodkaaa.. Puuucuś, niezła ta twoja dupcia.- zaśmiałam sie. Popchnęłam go do przodu i upadł.
KAMIL : Oszz ty. Zobaczysz nie ujdzie ci no na sucho. Mówię dosłownie.
    Zostawił namiot i zaczął mnie gonić. 
JA : Aaaaaaaaa oszczędź mnie puuucusiu.... ploose.
KAMIL : Nic z tego. Hhahahahaha. 
   Wtedy mnie dopadł. Złapał mnie w pasie i  nie chciał puścić. 
JA: Kamilku... pucusiu koochanie moje... puścisz mnie proszę. - wystawiłam ząbki. 
   Ale chyba to nie zadziałało wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu. 
KAMIL : Zenuś mówiłem że nie ujdzie na sucho. Idę kontynuować rozpakowywanie. 
   Poszedł. Przez okno wyglądał tata. Uśmiechnął pomachał mi i zgasił światło w pokoju. Wygrzebałam się z basenu i poszłam do Kamila. 
KAMIL : Oooo widzę, że wyszłaś, ale długo tam nie byłaś, czekaj zaraz znowu tam wylądujesz. 
JA : Hej . Nieeeeeeee bałam nie. Plooooseee. Zrobię wszystko. 
KAMIL : Serio. To w takim razie wskakuj tam sama. Podszedł do mnie. 
JA : Nie nie nie nie nie. 
KAMIL - Spokojnie, nic nie zrobię.
   Stanęliśmy oko w oko. Kamil złapał mnie za ręce. Popatrzył na mnie. I powiedział.
KAMIL : Rozmazałaś się troszkę. Zenuś.
JA : No wiem. Oj nie mów na mnie zenuś. Zabiję cię. No i on też wylądował w basenie. 
   Uciekłam. Przez czas kiedy go nie było, rozbiłam namiot. I schowałam się do środka. 
KAMIL : WOOOOOOW.. Poradziłaś sobie. Jestem dumny. 
   Wszedł do namiotu. Usiadł obok mnie. 
JA : Chodź pod koc, bo ci zimno. Masz herbatkę. 
   Usiadł.
KAMIL : Dziękuję ci. 
  W tamtym momencie, Kamil objął mnie. Spojrzał i uśmiechnął się. Ahhh te jego dołeczki w policzkach.
KAMIL : No Nikolcia zapowiada się dłuuuuuuuuuuga noc.
JA : Owszem. 
KAMIL : Naprawdę tęskniłem za tobą.
   Uśmiechnęłam się do niego. Dawno nie czułam się tak dobrze jak w tym momencie. 
JA : Wiesz cieszę się, że zgubiłam się w tym lesie.
KAMIL : Też się cieszę.  A ten Kacper? 
JA : To idiota. Było minęło. Chociaż, zastanawiałam się czy by mu nie wybaczyć.
   Kacper spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. - opowiedziałam mu co się stało. 
KACPER : Jak chcesz. Ja na twoim miejscu takiej rzeczy bym nie wybaczył. 
   Długo już nie rozmawialiśmy. Kamil mocniej mnie przytulił żebym nie myślała o  Kacprze. Było już po 23 zasnęłam w objęciach Kamila.




_____________________________________

I oto kolejny  rozdział.

Proszę o komy , mam nadzieję że się podoba.  :>

POZDRAWIAM;**



niedziela, 4 sierpnia 2013

Rozdział 9.

   Całą noc płakałam, myślałam cały czas o Kacprze. Nie mogłam o nim zapomnieć. Przecież tyle nas łączyło. Wspominałam każdą chwilę spędzoną z nim. No ale cóż tak się musiało stać. Kiedy spojrzałam na siebie w lustrze, o mało nie dostałam zawału. Dobrze nie wyglądałam. Podkrążone oczy od nieprzespanej nocy, poczochrane włosy, i te stare dresy. Ale jakoś nie miałam ochoty, wtedy dbać o to jak wyglądam. Ponieważ było chłodno, założyłam bluzę i zeszłam coś zjeść. W kuchni siedział już tata z gazetą i świeżo zaparzoną kawą. W całym domu pachniało. Wzięłam bułkę i filiżankę kawy i wyszłam na taras. Siedziałam na wiklinowym krześle i przyglądałam się pięknemu krajobrazowi. W tle słychać było śpiew ptaków i szum pobliskiej rzeczki. Nic tylko zostać tam za zawsze. Gdyby nie Kacper i Amelia czuła bym się lepiej. Chwilę później przyszedł do mnie tata.
TATA : Witaj kochanie. Słyszałem że nie mogłaś spać w nocy. Nie martw się. Na pewno wszystko się ułoży. Uwierz mi. Mama na pewno by tak powiedziała. 
JA : Wiem tato. Tylko trochę mi smutno. - spojrzałam na niego, smutnym wzrokiem.    I znowu zapanowała cisza, w której słychać było szum drzew i śpiew słowika. 
TATA : No cóż koniec, nie mogę się już tak lenić. Przyjechał ktoś muszę sprawdzić kto i zabieram się do pracy. Idziesz ze mną ?JA  : Bardzo chętnie, tylko za chwilę. Ok?
TATA : Jasne .Nie śpiesz się.   Kiedy tata poszedł, ja jeszcze chwilę posiedziałam i postanowiłam pójść zobaczyć kto znowu przyjechał zepsutym samochodem. Z chodząc ze schodów do garażu słyszałam jaką zdramatyzowaną babkę która tłumaczyła jaka to ona jest biedna. Wjechała w drzewo. Jednak to nie ona przykuła moją uwagę a jej przystojny syn. To poprawiło mi humor. W tamtym momencie i tak już nic gorszego nie mogło się stać, więc podeszłam do tego chłopaka. 
JA : Cze... cześć. Jestem Nikola. Widzę że twoja mama jest bardzo zdenerwowana
.CHŁOPAK :  Tak, na punkcie samochodu jest przewrażliwiona za bardzo. Ja jestem Kamil. Miło mi cię poznać.    Uśmiechnęłam się głupio, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć w tamtym momencie.
KAMIL : Bardzo ładnie masz tutaj. Ehh... ja niestety mieszkam w mieście. Też bym chciał posiedzieć trochę przed domem w takiej ciszy i spokoju.   Ufff... na szczęście nie musiałam się wysilać, odezwał się . 
JA : No fakt cicho jest bardzo. Czasem nawet za cicho. - zaśmiałam się.
KAMIL : No.... tak. - uśmiechnął się.   Moim oczom ukazał się najpiękniejszy uśmiech na świecie. *___*
JA : Masz bardzo ładny uśmiech.
KAMIL : Dziękuję, no wiesz, ty swoim oczarowałaś mnie zanim podeszłaś. - zaśmiał się.- Ohoo idzie moja mama, słychać ją na odległość. To do zobaczenia. - pomachał i wsiadł do auta.   No faktycznie jego mamę można było by usłyszeć wszędzie. Krzyczała jakby zaraz miała eksplodować. Powiedziałam jej dzień-dobry ale widocznie mnie olała. Kazała Kamilowi wsiadać do samochodu, i bardzo szybko odjechała. Fajny chłopak. - Pomyślałam.  Przez resztę dnia, nie myślałam o niczym i o nikim. Dziś miałam mieć trening, ale w takim stanie niezbyt chciałam się tam pokazywać. Było jakoś po 15. Do pracy miał przyjść Kacper. Postanowiłam że pójdę na ten trening. Nie chciałam na niego patrzeć. Spakowałam strój 2 butelki wody, i wyszłam z pokoju. Idąc chodnikiem przed domem, czułam wzrok Kacpra. Jednak nie odwróciłam się, za 15 min. znalazłam się na boisku. 3 godziny minęły szybko. Wracając zaszłam do sklepu, tego w którym widziałam ich razem. Nie uwierzycie co się stało. Wpadłam na Amelię. Ehhh... co za pech. 
AMELIA : OOO witaj. Jak u ciebie. Dawno się nie spotykałyśmy. Zaraz zaraz od 5 dni? A no tak przecież my się nie widziałyśmy odkąd zerwałaś z Kacprem. Nawet nie wiesz co on biedny teraz przeżywa. Jakie to smutne, jak niektóre dziewczyny mogą być podłe. Musiałam go przygarnąć. Ale nie martw się kochanie, zaopiekuje się nim jak najlepiej.   Miałam ochotę ją uderzyć, tak żeby już nie wstała. Ale nie miałam siły po tym treningu. Wróciłam do domu. Trochę nudno było. Tak bez znajomych to nie ma co robić.                                                                         
                                                                ***

   Minęło dwa tygodnie. Trochę się poukładało. Kamila już więcej nie spotkałam. Cały czas zajmowałam się tatą, domem i przygotowaniami do szkoły. Chciałam już w końcu pójść do niej. Wpaść w wir obowiązków spotykać się ze znajomymi. A no i może znów znaleźć miłość. Tego dnia było upalnie. Poszłam nad pobliską rzeczkę odprężyć się, i może przy okazji opalić. Byłam w dobrym humorze. Do czasu... Jak się okazało taką samą rozrywkę zapewnili sobie Kacper i Amelia. No super, już myślałam że będzie to fajny dzień. Jednak zaniepokoiło mnie coś. Na ich twarzach nie było jak zawsze uśmiechu, byli smutni. Bardzo smutni. Co dziwniejsze nigdzie nie siadali tylko szli w moją stronę. Chciałam wstań i pójść sobie. Ale zrezygnowałam. Podeszli do mnie i usiedli.

AMELIA : Słuchaj Nikola.... Chcielibyśmy porozmawiać.
 KACPER : Tak, właściwie to musimy.   Nie chciałam ich słuchać. Nie miałam na to ochoty, no ale cóż z jednej strony chciałam wiedzieć co chcą powiedzieć. Tak na dobrą sprawę to przecież jeszcze kochałam Kacpra.
KACPER : Słuchaj nie jest nam łatwo. Widzisz trochę głupio postąpiłem. To co było między mną a Amelią kiedyś. Wygasło. Chcieliśmy się przekonać czy dobrze by nam było znów razem. Ale jednak nie. I teraz zauważyłem, że naprawdę to ty jesteś osobą którą kocham.
AMELIA : Tak Nikola. Ja cię przepraszam, wiem że nie powinnam liczyć na twoją przyjaźń, więc jutro wyjeżdżam , tam skąd przyjechałam. Po za tym szkoła się zbliża.     Bla.....Bla....Bla....Niedobrze mi się robiło od tych przeprosin i miłych słówek. Zranili mnie kiedyś oby dwoje. 
JA : Tak, wiem że wam przykro, ale wiecie co mnie już to nie obchodzi. Zraniliście mnie raz i to wystarczy. Serio, w dupie mam wasze przeprosiny. Słuchaj Kacper, zdradziłeś mnie, wiesz jak to cholernie boli. I najlepsze z moją przyjaciółką. Najlepszą i jedyną. Nie miałam komu się zwierzyć, bo moja mama nie żyje powinieneś wiedzieć jak to jest. Został mi tylko tata. Ale jemu też wszystkiego nie powiem. Kochałam cię całym sercem, wszystko bym ci oddała. A ty po prostu zrezygnowałeś. Gratuluję ci . Nasz rozdział już zakończyłam tydzień temu. Spieprzyłeś go. I tyle ci powiem. A teraz przepraszam was, ale przeszkadzacie mi. Do widzenia.    Chwilę jeszcze siedzieli, obok mnie. Odchodząc, Amelia powiedziała mi :
AMELIA : Wiesz co przyszliśmy ci tu powiedzieć jeszcze o jednym ....
_________________________________________________________________________________

Kooooochani.... Kolejny rozdział składam na wasze ręce. Mam nadzieję że się podoba. :3
 Następny już niedługo. Piszcie czy się podoba. Dziękuję że jesteście ze mną  :>


sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 8.

   Zza okna słychać było głośny krzyk, co spowodowało że zerwałam się o 8 rano na równe nogi. Suuuper okazało się że to Amelina znowu przyszła mnie odwiedzić...i bardzo głośno witała się z Kacprem . :( Nie był to cudowny widok, kiedy za twoimi plecami twój chłopak spędza więcej czasu z twoja przyjaciółką , a widoczne jej to pasuje. Postanowiłam się znów położyć, bo dobrze się nie czułam, chciałam wiedzieć co ukrywa Kacper, skąd się znają. Dlaczego mi nie powiedział.? Podczas gdy tak myślałam , oni weszli do mojego pokoju.Nie chciało mi się z nimi rozmawiać.
KACPER Z AMELIĄ : Cześć jak się spało. ?
   Super widok. Mój chłopak z moją najlepszą do tej pory przyjaciółką  szli trzymając się pod rękę. Skąd oni się znali. Tylko to  mi w tamtym momencie chodziło po głowie.
JA : Witajcie. Nie najlepiej ale wygodniej niż w szpitalu. Posłuchaj Kacper mógłbyś.... zostawić nas same. Chciałabym porozmawiać z Amelią na osobności.
KACPER : No nie wiem, przecież  jesteśmy razem, masz jakieś tajemnice przede mną, ?
JA : Tak, mam nie o wszystkim musisz wiedzieć!
AMELIA : No ale słonko nie krzycz na niego.
KACPER : Dobra, dobra idę ! Amelia nic nie poradzisz. Nie denerwuj się.
   Wyszedł trzaskając drzwiami. Zrobiło mi się trochę smutno, ale trudno. Nie jest jedyny na świecie.
JA : Możesz mi wyjaśnić jedną rzecz....
AMELIA  : przerywając mi. - Nie... najpierw to ty mi coś wyjaśnisz. Dlaczego wczoraj nie powiedziałaś mi że Kacper to twój chłopak co ? Widzę że bardzo lubisz kłamać.
JA : Amelia to nie tak, jak myślisz. Nie chwiałam żeby od razu wszyscy wiedzieli o nas. Po za tym , ty wczoraj też mnie okłamałaś. W ogóle wszyscy mnie okłamują. Ty,  Kacper co to ma być ? Powie mi ktoś wreszcie.
AMELIA : No jejku , skoro ty mi nie powiedziałaś, że jesteście razem to ja nie muszę ci mówić że się znamy. Wiesz co, nie sądziłam że jesteś taka. Masz pretensje o wszystko do mnie. A to ci czegoś nie powiedziałam , a to zapomniałam ci czegoś oddać, a to zgubiłam twój pamiętnik. Opanuj się.
JA : No właśnie, znalazłaś już go ?
AMELIA :  O tym chcesz rozmawiać ? Tak masz.
JA : Bardzo dziękuje za poświecenie z twojej strony. Więc jak powiesz mi skąd się znacie ? Czy nigdy się nie dowiem ?
AMELIA : No po prostu kiedyś się poznaliśmy w tramwaju no i tyle.
JA : No ale tak po prostu znacie się tylko z tego tam. i kompletnie nigdy więcej się nie spotykaliście  ?
AMELIA : Nie no, spotykaliśmy. Nawet byliśmy ze sobą. Tylko wiesz, wtedy jakoś ci nie mówiłam. Nie chciałam bo nie wiedziałam co z tego dalej będzie.
JA  : Aha ... A pretensje do mnie to mogłaś mieć że ci o nim nie powiedziałam ? 
AMELIA : No wiem. Jejku przepraszam. 
JA : Dobra idź już chce zostać sama.
   Co to miało być ? Świetnie ciekawe czego jeszcze się dziś dowiem?
Minęła 14, postanowiłam wstać z łóżka i zrobić jakiś obiad, bo przecież tata sam nie zrobi. Znalazłam jakiś makaron. Niestety sosu nie było. Nie chciało mi się iść do sklepu, no ale cóż. Szybko się ubrałam w coś lepszego. Bo przecież w pidżamie nie pójdę. Nie ? Droga do sklepu szybko mi minęła. Szukają sosu zauważyłam Kacpra z Amelią w tym samym sklepie kupowali duże pudełko lodów. Szybko schowałam się za półkami z pieczywem. Dziwnie wyglądali zadowoleni chyba tym że się znowu mogli spotkać. Smutno mi się zrobiło , wychodzili ze sklepu trzymając się pod rękę... Wzięłam sos, i poszłam do kasy. Wychodząc ze sklepu zauważyłam, że Kacper przyjechał tu samochodem, a co najlepsze, w tym samochodzie była Amelia. Pewnie chciał ją odwieźć. No nic, trochę smutna poczekałam aż odjadą i poszłam do domu. Szybko zrobiłam spaghetti i z powrotem poszłam do siebie do pokoju. Usiadłam na parapecie. Patrząc za okno, myślałam o tym co się dziś wydarzyło. Minęła 18, a Kacper nadal nie wrócił. Nie chciałam myśleć gdzie on teraz jest i co może robić. Chciałam jak najszybciej zapomnieć że dzisiejszy dzień miał miejsce. Wyszłam trochę na dwór, przy okazji odwiedziłam tatę w warsztacie.
TATA : O hej Nikola, jak tam, wszystko w porządku bo widzę że jakaś smutna jesteś.
JA : Nie tatusiu, wszystko ok.
TATA  :  Nie wydaje mi się. Siadaj. I opowiedz co się stało.
   Przygotował dwa krzesła w cieniu koło basenu. Usiedliśmy i opowiedziałam mu to co się dzisiaj wydarzyło. 
TATA : Widzisz kochanie. Tak to już jest w życiu. Nie każdy ma z górki. Rozumiem co teraz przeżywasz. Postaram się porozmawiać o tym z Kacprem. Tylko nie dziś. Wziął wolne w pracy. Powiedział, że musi coś załatwić.
   Myślałam że się popłacze, kiedy się dowiedziałam że wziął wolne. Wtedy już wiedziałam że Kacper jest u Amelii. Powiedziałam tacie, że muszę się położyć. Tata wrócił do obowiązków, a ja wróciłam do domu. Wchodzą do domu, spojrzałam na biurko na którym stało zdjęcie, moje z Kacprem w oku zakręciła mi się łezka. Nie miałam siły na dalsze przeżywanie tego dnia. Położyłam się spać.  Rano kiedy wstałam była już  10:30. Trochę pospałam. Ale cóż należało mi się w końcu to dopiero 2 dzień po powrocie ze szpitala. Podeszłam do okna by je otworzyć jednak, to co zauważyłam, kompletnie zwaliło mnie z nóg. Mój chłopak z moją przyjaciółką całowali się jakieś 10 metrów od mojego domu. A że mój pokój jest na piętrze , bardzo dobrze widziałam to co się dzieje w okolicy. Chwilę później stali przy mojej ulicy trzymając się za rękę. Gdy Amelia oddaliła się od bramki Kacper poszedł to warsztatu. Postanowiłam , że dowiem się o co chodzi. Nie chciałam być piątym kołem u wozu. Schodząc na dół przywitałam się z tatą. Chwilę później byłam już w warsztacie i patrzyłam na Kacpra.
KACPER : Hej kochanie. ............. Nikola musimy porozmawiać.
   Wiedziałam , że to koniec. Wiedziałam. 
KACPER : Widzisz odkąd - kontynuował. - pojawiła się Amelia, trochę się pozmieniało.
JA : Zauważyłam
KACPER : Możesz mi nie przerywać.
JA  : Przepraszam, wiesz naprawdę, tylko wydaje mi się że to ty powinieneś mnie przeprosić. Co to miało być, najpierw razem w sklepie, potem ją odwozisz i nie wracasz na noc. A dziś proszę co ? Stoicie koło ulicy Kasprzaków i się całujecie. No kurde nie zauważyłeś że coś jest nie tak ? Zastanów się człowieku, kto jest ważniejszy.
KACPER : No właśnie ja o tym. Postanowiłem wrócić do Amelii. 
   Po prostu się popłakałam. Nie sądziłam, że to powie tak od razu. 
JA : Dziękuje że mi to mówisz. Naprawdę nawet nie wiesz jak ci jestem wdzięczna. Kochałam cię. 
KACPER : Wiem, możesz tego nie komplikować ? 
JA : Ja to komplikuje ? Ja ??? Jak możesz. Jesteś największym kretynem jakiego znałam. Wynoś się stąd. - wykrzyczałam
   Z łzami na policzkach uciekłam do domu, po drodze spotkałam tatę, który przysłuchiwał się tej rozmowie. Spojrzałam na niego, i poszłam do siebie. Będąc w pokoju słyszałam jak tata jeszcze z nim rozmawiał.
TATA : Chłopie ale namieszałeś. Widzisz co zrobiłeś. Nie mogę patrzeć jak moja córka cierpi. Tyle się w jej życiu wydarzyło. Straciła matkę, niedawno mało brakowało do stracenia mnie. Potem jej wypadek.  A teraz ty. To była jej najlepsza przyjaciółka Teraz nie ma nikogo. Zastanów się nad sobą. Kiedyś myślałem , że jesteś bardziej odpowiedzialny. Chciałem dla was jak najlepiej. Ale dopiero teraz widzę, że to nie było dobrym pomysłem. 
   Słowa taty jeszcze bardziej mnie zasmuciły, przypomniałam sobie jak będąc małą dziewczynką, przeżywałam rozstanie z babcią, pamiętam jak pocieszała mama , przytulała. Mówiła że jeszcze kiedyś ją spotkam. Że czas leczy rany. Babcia była moją przyjaciółką. Mama po jej śmierci mówiła mi że jeszcze znajdę przyjaciół. Znalazłam , ale jakich ? Chciałabym teraz przytulić się do mamy, opowiedzieć  jej o tym , przytulić się do niej jeszcze raz. 


___________________________________________
No  i proszę kolejny rozdział dla was ;**
Myślę że się podoba. Proszę piszcie co o tym sądzicie w  kom. Bardzo dziękuję :) i pozdrawiam <3



piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 7.

   I zaczął się kolejny dzień w tym ponurym szpitalu.  Leżałam sama na sali. Zwariować można było, od tego wszystkiego. Cicho , nudno. Za oknem deszcz. Wciąż czekałam na tate i Kacpra żeby w końcu zabrali mnie do domu. Już nie mogłam sie doczekać kiedy w końcu położe sie na własnym łóżku, kiedy w końcu zobacze swój pokój. Na korytarzu rozchodziły się hałasy. Leżałam juz sama w sali, nie było do kogo się odezwać. Czekałam na cud. Jeśli można tak to nazwać. Hałas z korytarza zbliżał się do mojej sali. Byłam ciekawa co to, ale postanowiłam, żę nie będę sprawdzać. Wzięłam książkę i usiadłam na tym twardym szpitalnym łóżku. W pewnym momencie. Do mojej  sali weszło około 15 osób. Była to moja klasa. Postanowili mnie odwiedzić.
KLASA: Hej, Nikola. Co się stało, że tu jesteś ? -    Wszyscy pytali na raz. - Jak się czujesz ? Kiedy wracasz?
Trochę rozmawialiśmy o wszystkim właściwie. Troche o początku roku który miał się odbyć już za miesiąc. Nie chciałam szkoły, no ale cóż. Trzeba było. Po godzinnej rozmowie, do sali wszedł Kacper. Pocałował mnie w policzek.
KACPER: Witaj kochana. Sorki ale musze was wyprosi, bo właśnie zabieram Nikole do domu.
   Kacper wygonił całą klasę. Byłam mu za to wdzięczna , miłam już dośc tych pytań. Pomógł mi się spakować i wyszliśmy ze szpitala.
JA: A tata nie przyjechał.? - zapytałam
KACPER: Nie, nie mógł został w domu, bo miał klienta a nie mógł zostawić go samego. Więc mnie poprosił.
JA: Aha, rozumiem . A co u ciebie słychać, bo widzę że coś się stało. Hmm...?
KACPER: Niee, niee nic się nie stało.
JA: Napewno? Jakoś nie wydaje mi się że wszystko w porządku.
KACPER: Ale naprawde wszystko ok. Przysięgam.
JA: Mam nadzieje że mówisz prawdę. - zaśmiałam się.
   Ale ja i tak wiedziałam, że coś się stało. Całą drogę rozmawialiśmy o tym co robiłam w szpitalu i o tym co tata i Kacper zrobili jak mnie nie było. Po godzinie jazdy znaleźliśmy się w domu. Z radością wysiadłam z samochodu. Przywitałam się z tatą i poszłam do siebie do pokoju. Weszłam do pokoju i rzuciłam się na swoje wielkiie łóżko. Chwilę później do mojego pokoju wszedł  Kacper z moją przyjaciółką Amelią. Cieszyłam się, baaaardzo. Nie widziałyśmy się ponad rok.  Kacper wyszedł.
AMELIA: Hej kochana. Jejku ale się dawno nie widziałyśmy. Co się stało że byłaś w szpitalu.
JA: Siemka... no dawno stęskniłam się. A tak jakoś wyszło, mały wypadek. Nic takiego .
AMELIA: Ale to dobrze że jesteś już w domku. A co to za chłopak ?
JA: Yyy... to mój.. to pracownik mojego taty.
AMELIA: Ahaa... Jejku ale dawno to nie byłam.    Opowiadaj coś. Masz chłopaka. ??
JA: Tak...znaczy nie. - Uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok.
   Chwilę się zastanawiałam nad tym, dlaczego nie powiedziałam jej o mnie i o Kacprze ale jakoś nie chciałam żeby kto ktokolwiek wiedział .
AMELIA: Heej Nikola żyjeś ..jesteś tam. - pomachała mi ręką przed oczami.
JA: Takk , tak  jestem tylko się zamyśliłam troche.     No a ty jak masz chłopaka.? - zapytałam, za bardzo nie wiedziałam co powiedzieć.
AMELIA: Nie. Miałam, ale się rozstaliśmy, bo musiałam wyjechać. A wiesz do Grecji nie jest blisko. [...]
   Myślałam. Po co ja się jej o to zapytałam. Teraz cały czas opowiadała mi o tym chłopaku.Powiem szczerze miałam dość. Wśród moich myśli słychać było opowiadanie Amelii. Nie chciałam jej słuchać.
JA: Słuchaj... Amelko. Muszę cię przeprosić, ale dopiero wróciłam ze szpitala i chciała bym trochę odpocząć.
AMELIA: Aaaa no spoko, to ja już pójdę. Paaa kochana.- uśmiechnęła sie i wyszła z mojego  pokoju.
   Rzuciłam się na łóżko i leżałam. Zastanawiałam się nad tym  dlaczego nie powiedziałam jej o Kacprze. Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Zobaczyłam jak Amelia rozmawia z Kacprem, tak jakby znali się od lat. Widziałam uśmiech na jego twarzy. Ona też się śmiała. Dziwnie się poczułam . Za chwilę pocałowała go w policzek i wyszła przez bramkę na ulicę. Usłyszałam, zamykające się drzwi. A za chwilę, do mojego pokoju wszedł Kacper. Był bardzo szczęśliwy. Było to widać na pierwszy rzut oka.
JA: Znacie się ?
KACPER: Hmmmm.... ? My..... czyli kto ?
JA: No ty i Amelia.
KACPER: A.. tak... już zapomniałaś.
JA: Serio ?
KACPER: Tak. A coś się stało.
JA: Nie... znaczy tak . Powiedziała mi że cie nie zna.    Przynajmniej tak zrozumiałam. Pytała kim jesteś...
KACPER: Ahaaa.... dziwne. Bardzo dziwne. Sama nas zapoznałaś.
To było dziwne. Postanowiłam bardziej przyjrzeć się tej sprawie. Wszedł tata.
TATA: Jak tam Nikola?
JA: Dobrze tato. Ale jestem trochę zmęczona i chciała bym się położyć.
TATA: Ok. To już idę. Odpoczywaj.
   Uśmiechnęłam się. I położyłam na łóżku. Myślałam o całej naszej trójce. Byłam ciekawa jak potoczy się jutrzejszy dzień czy coś sie wyjaśni.

______________________________________

Miłego czytania  :>

Rozdział 6.

   Obudziłam się, w niezbyt dobrym humorze. Tego dnia musiałam, podjąć trudną decyzję. Czy zostać z Kacprem i tatą, czy pojechać i spełnić swoje marzenia. Nie miałam ochoty wstawać, i przeżywać kolejny dzień. Chciało mi się spać. W domu było cicho. Pewnie są w warsztacie. Nie chciało mi się sprawdzać. Dalej leżałam i zastanawiałam się nad tym, co zrobię.
JA - Czemu to życie jest takie trudne - krzyknęłam.
   Chyba nie powinnam. Chwilę później w moim pokoju znalazł się tata.
TATA - Nic się nie stało, krzyczałaś głośno.
JA - Nie, nie tato... Po prostu, tak jakoś.
TATA -Chyba wiem , o co chodzi. 
Przez chwilę milczeliśmy. 
TATA - Jedź. Masz być szczęśliwa. 
JA - Ale tato, ja nie chce was zostawiać. Chcę być z wami. Czemu to takie trudne. - rozpłakałam się.
   Nie wiedziałam co robić. Tata mocno mnie przytulił.
TATA - Nie martw się kochanie. Los zdecyduje sam co masz zrobić . Prędzej czy później będziesz znała odpowiedź. A teraz chodź na śniadanie.
JA - Mam taką nadzieje, że los mi pomoże zdecydować. 
   Ubrałam się i zeszłam coś zjeść, chociaż szczerze    mówiąc, nie miałam na nic ochoty. Jedyne co chciałam, to podjąć właściwą decyzję. A z tym było trudno. Bardzo. Siedziałam przy stole sama, bo tata z Kacprem już poszli. Czas mijał szybko, a ja nadal nie wiedziałam co robić. Nie chciałam zostawiać taty samego, bo jego chore serce. Co jeśli coś by się stało i mnie by nie było i nie było by Kacpra. I jeszcze nie zostawiać też samego Kacpra. 150 km robi różnice. Sporą. Była śliczna pogoda. Miałam ochotę na długi spacer. Poszłam powiedzieć tacie, żeby się nie martwił.
JA - Tato, ja pójdę się przespacerować. 
TATA - To może...Kacper ...
JA - Nie sama pójdę. - przerwałam mu. - Spokojnie jestem pod telefonem.
TATA - No dobrze. Idź tylko uważaj na siebie.
JA - Tak, tak wiem. Pa.
   Kiedy doszłam do furtki, przyjechał Kacper. Widać było, że humor mu dopisywał.Wysiadł ze swojego samochodu.
KACPER - Hej kochana. Gdzie się wybierasz.
JA - Cześć. Idę na spacer. Muszę coś przemyśleć.
KACPER - Może..
JA - Nie.. - i znowu przerwałam. - pójdę sama.
KACPER  - No dobrze. Idź. 
   Sama nie wiedziałam gdzie idę. Przed siebie. Dziwnie się czułam. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że nie zjadłam śniadania, albo... już sama nie wiem . Trochę daleko poszłam. Była jakiś kilometr od domu. Wtedy, zaczęło mi się kręcić w głowie. Szybko zadzwoniłam do taty. Straciłam przytomność. Zbyt nie wiem co się stało, pamiętam tylko tyle. Obudziłam się w szpitalu, i na dodatek drugiego dnia wieczorem Siedział przy mnie tata i Kacper. Pytali się  jak się czuje. Ale ja mało kontaktowałam. Nie wiedziałam co się dzieje. 

KACPER : ( ponieważ Nikola jest w śpiączce ) 

TATA - Nikola. Nikola. Jak się czujesz.? Wszystko w porządku.? Nikola. 
KACPER  - Trzeba lekarza, znowu straciła przytomność. Pójdę.
   Poszedłem po lekarza i wróciłem do sali. Kazali mi wyjść, chwilę rozmawiali z jej tatą, ale i on musiał wyjść.
TATA - Lekarz powiedział, że miała uraz głowy i nie wiadomo co będzie dalej. 
   To było dziwne uczucie, patrzeć jak osoba którą się kocha cierpi. I nie wiadomo co będzie z jej życiem. Przyrzekłem sobie że nie opuszczę szpitala   póki Nikola nie wyjdzie z niego. Nie chciałem jej zostawiać samej i jej tate pana Wojtka również. On miał chore serce, wszystko mogło się stać. 
LEKARZ - Mogę prosić ojca Nikoli. Muszę z panem porozmawiać.
TATA - Tak oczywiście. 
LEKARZ - Jest źle. Dziewczyna uderzając głową o kamień dostała silnego wstrząsu, do tego przyczynił sie też udar mózgu. Stracenie przytomności było normalne wtedy, jednak teraz. Teraz to było dziwne. Oczywiście wiemy co robić. Jednak nie grozi to zdrowiu pana córki. 
   Kiedy opowiadał mi to pan Wojtek. Coś we mnie nie wytrzymało. Zacząłem myśleć o jej śmierci. O tym że zostanę bez niej. To było straszne.  Nie chciałem jej tracić. Wojtek rozpłakał się. Siedział przy niej i płakał. Mi nie pozwolili wejść.Jej stan się pogarszał. 

3 dni później.

   Nikola, wybudziła się jednak nie kontaktowała. Nie było świetnie. Przychodziłem tutaj z Wojtkiem na zmianę. Tego dnia byłem wcześniej. Zabrali ją gdzieś. Wojtek wyszedł z sali.
TATA - Nie jest dobrze. 
KACPER - Widzę. Dziś mija termin , zgłoszeń w drużynie. 
TATA - Jej marzenia się nie spełnią. Rozmawiałem o tym z doktorem. Już nie będzie mogła grać. 
KACPER - Co .??  - zdziwiłem się. - Nie można na to pozwolić. To jej marzenia. Jej przyszłość ona z tego nie zrezygnuje. 
TATA - Wiem, ale będzie musiała. Przynajmniej przez najbliższy rok. 
KACPER - To będzie dla niej bardzo ciężkie i trudne. 
   Wtedy przywieźli ją na sale. Wojtek znów tam wszedł. Siedział tam przez najbliższe 4 godziny. Nie chciał jej opuszczać. O 19.33 Wojtek wybiegł z sali, miał dziwny wyraz twarzy myślałem o najgorszym pobiegł po lekarza. Chciał wejść razem z lekarzem ale nie mógł.
KACPER -Co? Co jest ? Co się stało? Nikola .? Co z nią - dopytywałem.
TATA - Żyje. I przeżyje. Otworzyła oczy.
   Uśmiechnąłem sie sam do siebie. Wojtek wszedł do sali.

NIKOLA: (wracamy do gł. bohaterki)

JA - Tato. ? 
TATA - Kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę że już jesteś z nami. 
JA - A  nie było mnie ?  - byłam trochę zdziwiona.
TATA - Byłaś tylko, jedną nogą na tamtym świecie. Ale już już w porządku.
JA - To chyba dobrze. Jest Kacper. ?
TATA - Tak, tak jest. Już go wołam.
JA - Dziękuje.
   Tata wyszedł. Trochę go nie było. Leżałam i patrzyłam na okno. Było trochę późno, bo słońce zachodziło, za horyzont. Nie mogłam sobie uświadomić, że jeszcze kilka godzin temu umierałam. Mogłam dziękować wszystkim za pomoc. I sobie też. Gdybym trochę później zadzwoniła wtedy po pomoc. To już bym tu nie była. Starałam się o tym nie myśleć. Ale coś mi nie dawało. Wtedy na salę wszedł Kacper.
JA - Hej, jak miło cię widzieć. 
KACPER - Witaj słonko w świecie żywych.    Brakowało nam cię. Nawet nie wiesz jak. Nie rób mi tego nigdy więcej. 
JA - Obiecuje. 
KACPER - Kocham Cię. 
JA - Też Cię kocham. 
   Opłacało się wracać do świata żywych. Przynajmniej miałam dla kogo.  Niestety nasze spotkanie nie trwało, długo musiałam odpocząć pomimo, że spałam przeszło 4 dni. A po za tym kończył sie czas odwiedzin. Poszli. Pożegnali się ze mna i poszli. Ja spojrzałam znów na okno i czułam że mam dla kogo żyć. Byłam pewna że los chciał żebym została tutaj i nie wyjeżdżała. Widocznie to tutaj spotka mnie coś wspaniałego. Jeżeli już mnie nie spotkało. Teraz wiedziałam że kocham Kacpra tak mocno , że nie mogę go zostawić na tak długo i tak daleko. Nie mogłam się doczekać kiedy znów się zobaczymy. Chwilę później zasnęłam na twardym szpitalnym łóżku, podłączona do kroplówki. Tak zakończyło się te kilka cięzkich dla mnie dni. 

______________________________________

Podoba się ??  


Rozdział 5.

   Obudziły mnie promienie słońca przebijające się przez zasłony. Leżałam w ramionach  Kacpra, co dziwne byłam na łóżku a nie na parapecie. On patrzył na mnie i uśmiechał się . Byłam szczęśliwa. Jak nigdy dotąd.
KACPER - Oooo widzę że się już obudziła moja księżniczka. Dobrze się spało.
JA - Takk tak, nawet bardzo. A tobie jak się spało.
KACPER - Świetnie. Jak nigdy. -zaśmiał się.
JA - Co się cieszysz? - zapytałam
KACPER - Nie, nic tylko trochę śmiesznie wyglądasz - i znowu się zaśmiał.
   Byłam ciekawa jak wyglądam, ale wolałam nie ryzykować życia i schowałam się pod poduszkę.
KACPER - No nie chowaj się i tak cię kocham .
   Ale ja dalej nie chciałam wyjść z pod poduszki. Chwilę później, Kacper zabrał ją i rzucił na parapet.
KACPER - No i co teraz.? - zapytał z bardzo poważną miną.
JA - Nic.
   Ześliznęłam się z łóżka i chciałam mu uciec, ale mi sie nie udało. Złapał mnie w pasie i nie puszczał, zaczęłam się śmiać i go łaskotać, żeby puścił. Ale nic z tego. Spojrzał na mnie, przytulił i pocałował. Teraz wiedziałam że aż tak źle nie wyglądam.
KACPER - Poczekaj tu , zaraz przyjdę.
JA - Noo ok, ale gdzie idziesz. ?
KACPER - Zaaraz, zaraz się dowiesz.
   Za chwilę Kacper wrócił z grzebieniem i spinkami do włosów. Trochę się bałam, powiem szczerze. A powiem że miałam czego. To nie codzienny widok. Zaśmiałam się.
KACPER - No siadaj doprowadzę cię do porządku.
JA  - Hmmm trochę się boje. Moge uciekać ?
KACPER - Nie !  Siadaj.- powiedział.
   Po raz pierwszy czesał mnie chłopak. No ale co miałam zrobić. Pięć minut później skończył, byłam zaskoczona widokiem swoich włosów. Miałam dwa kucyki, jeden wyżej drugi niżej, do tego wpiętą spinkę z biedronką. Świetnie wyglądałam.
JA - Łaaaaaaał masz talent. - powiedziałam -    Dziękuje Ci. - pocałowałam go w policzek. A teraz chodź na śniadanie.
Zeszliśmy do kuchni. No to co zobaczyłam mnie trochę zaskoczyło. Stół był pełny jedzenia.
JA - O... sam to zrobiłeś? Kiedy? Jak?
KACPER - To moja tajemnica. Siadaj.
   Śniadanie było pyszne, nie wiem  co mu się stało, ale było super.
JA - Dziękuje, ci - uśmiechnęłam się.
KACPER - Nie ma za co . Musze iść do warsztatu, bo obiecałem twojemu tacie że nadrobię trochę pracy.
JA  - Idę z tobą.
   Szybko posprzątałam po śniadaniu i poszliśmy go garażu. Pogoda była wspaniała, świeciło słońce, na niebie nie było żadnej chmurki. Cieszyłam się sama nie wiem z czego.
KACPER - No to co chcesz robić tutaj ?
JA - Pomagać ci.....
KACPER - Ty , haha - zaśmiał się. - A  co dokładniej.
JA - Noo nie wiem .
KACPER - Ok, ok do czegoś sie przydasz, podaj mi smar. - powiedział.
   Troche się wtedy na mnie dziwnie patrzył, ale ja nie wiedziałam  o co mu chodzi, wzięłam puszkę z półki. Za chwilę miałam go na całym ubraniu i w ogóle wszędzie. Kacper wybuchł śmiechem. Teraz juz wiedziałam dlaczego tak patrzył, puszka była śliska, i wypuściłam ją prędzej niż wzięłam. Myślałam że zaraz  padnie ze śmiechu.
JA - No co? Chyba nie wyglądam aż tak źle ... co ??
KACPER - Nie nie jest ok. - i zaraz znów wybuchł smiechem.
   Chwile pomyślałam.
JA - To chcesz jescze ten smar. ?- zapytałam
KACPER - Tak, oczywiście kochanie.
JA - To łap.- rzuciłam - Tylko uważaj bo śliska puszka.
   No wtedy, ja też mogłam się pośmiać. I jak to jest być murzynem ? - zapytałam i zaczęłam się śmiać.
KACPER - Niee daruje ci tego.
Zaczął mnie gonić. No ale wiecie jak to jest jak przez 3 dni pada deszcz. Nie ? Ślisko, baaaaardzo ślisko. Biegaliśmy po całym ogródku. W pewnym momencie, przewróciłam się i złapałam za rękę Kacpra, no teraz leżeliśmy razem na trawie tuż przy wypełnionym po brzegi wodą basenie. Zanim pomyślałam żeby wrzucić go tam , już tam leżałam.
JA - No wieśś co ? Jak mogłeś. Teraz mnie z tąd  wyciągnij.
KACPER - Nie. Umyj się. Bo wiesz smar trudno schodzi.- śmiał się
JA - Taaaak ? Naprawe.
   No i zaraz Kacper też siedział w wodzie. Nawet nie zauważyłam, że wrócił tata. Stał w bramce i się śmiał. Trochę się speszyłam . Wyszliśmy z wody, poszłam się przebrać. Wróciłam do Kacperka z ciepłą herbatą.
TATA - Jak się bawiliście.
JA - Świetnie tato. Łatwo to było zauważyć.
Wtedy usłyszałam głośny smiech Taty i Kacpra.
JA - No trudno - powiedziałam do siebie. - Yy........ ja musze już uciekać na trening , bo niedługo mecz. Do zobaczenia.
   3 godziny treningu minęły bardzo szybko. Była 16.00. Szybko wróciłam do domu, bo o 19.00 miałam mecz. Graliśmy w finale. Trzeba było trochę nabrać siły. Wróciłam do domu, wzięłam prysznic, zjadłam obbiad i zeszłam do garażu.
JA - Cześć chłopaki. - powiedziałam. Jak wam minął dzień.
KACPER - Doskonale.
TATA - Tak, tak super.
   Zdziwiłam się.
JA - To jak wybieracie się ze mną na mecz ?
KACPER - No nie wiem .
TATA - Chyba nie, bo wiesz tyle mamy pracy, trzeba sporo nadrobić.
JA - Szkoda. - powiem szczerze było mi smutno.
   Jednak nie miałam czasu na zmiany nastroju, musiałam zebrać siły i pojechać na stadion. Szybko dojechałam autobusem na miejsce. Wskoczyłam w strój i zaczęliśmy się rozgrzewać. Mecz się zaczął. Potrzebowałam wtedy taty i Kacpra. Do połowy przegrywałyśmy. Nie mogłam się skupić. Chwilę później usłyszałam, krzyk Kacpra.
KACPER - Wyyygracie. Świetnie gracie.
   Uśmiechnęłam się i już wtedy byłam pewna że zdobędziemy puchar. Po 45 minutach , trzymałam w rękach ogromny złoty puchar. Nie wierzyłam w to. No ale cóż , widać że to dzięki Kacprowi. Po meczu, przyszedł do nas trener z jakimś człowiekiem. Przedstawił go i powiedział że to trener najlepszej drużyny dziewczęcej piłki nożnej. Mówił że wybrał sobie kilka dziewczyn najlepiej grających, i ma dla mnich propozycje nie do odrzucenia. Świetnie byłam wybrana, Tylko doc czego? Jak się okazało zaproponował nam współpracę. Tylko że 150km od Warszawy. No i wtedy uśmiech z mojej twarzy znikł. Mieliśmy 4 dni na odpowiedź. Rozeszłyśmy się. Kacper czekał  na mnie przed szatnią.
KACPER - Co się stało.? Czemu jesteś smutna.?
JA - Bo dostałam propozycje grania w lepszym klubie.
KACPER - Too chyba powinnaś się cieszyć..
JA - No tak ale 150km  z tąd.
KACPER - Ale w czym to przeszkadza,?
JA - No wiesz, chcę być blisko ciebie. A po za tym nie chcę zostawić tatę samego.
KACPER - Rozumiem. Pojadę z tobą.
JA - Chyba poprostu zrezygnuje.
TATA - Nie kochanie, nie będziesz rezygnować z marzeń tylko ze względu na mnie. Kacper pojedzie z tobą a ja zamieszkam z wujkiem Stefanem
JA - Tato nie. Zostanę. Tak będzie lepiej.
   Kacper objął mnie w pasie i poszliśmy do domu. Było juz późno bo 22.30 Byłam trochę zmęczona.
JA - Wiecie co , ja chyba się już położe.
TATA -Tak, idź wyśpij się.
KACPER - Papa , do jutra Nikola.  - pocałował mnie na dobranoc.
JA - Pa.
   Poszłam na górę.Wzięłam prysznic, i położyłam się  na łóżku, słyszałam tylko rozmowę taty z Kacprem.
TATA - Wydaje mi się że ona powinna tam pojechać.
KACPER - Tak, mi też.
TATA - Tylko widzisz jaka jest uparta. Jak sobie postanowi to nie odpuści.
KACPER- Ehh.... i co zrobimy.
TATA - Tego nie wiem . Musimy z nią pogadać, ale to jutro bo już późno. Dzięki za pomoc w warsztacie. Do jutra kolego.
KACPER - Dobranoc panu.
   Tylko tyle rozmowy słyszłam , po głowie chodziły mi mysli co mam zrobić. Bardzo chiałam tam pojechać,. To była moja zyciowa szansa. Jendak nie chiałam zostawiać tatę samego. Bałam się trochę. Był chory. No i jeszcze był Kacper. Chciałam  być blisko niego, przecież go kochałam.  Miałam nadzieję że rozwiązanie przyjdzie samo, albo inaczej zrezygnuję.  Zasnęłam , z  nadzieją i marzeniami. 

______________________________________

Już nieługo rozdział 6    :3

Rozdział 4.

   Kolejnego dnia rano, kiedy otworzyłam oczy, spojrzałam na okno.
JA - Znowu taka brzydka pogoda- pomyślałam.- No trudno nie prześpię dnia.
   A tak w ogóle to dziś chciałam się dowiedzieć co tak naprawdę czuje Kacper. Nie mogłam sie doczekać kiedy zejdę na dół do warsztatu i porozmawiam z nim . Szybko wskoczyłam w dres i zbiegłam na śniadanie. Niestety lodówka była pusta zapomniałam zrobić zakupów.
 JA - Kurczę czemu zawsze ja musze robić zakupy. Nie lubie tego.
   Wzięłam parasolkę, założyłam kalosze i poszłam, najpierw musiałam zajść do warsztatu powiedzieć tacie że wychodzę. Co dziwne taty nie było w garażu. Wyszłam przed garaż i zobaczyłam że tata stoi tam z Kacprem i moim wujkiem Stefanem. Cieszyłam się że w końcu tata będzie miał z kim porozmawiać, a ja będę miała czas dla Kacpra. 
JA - Taatooo idę do sklepu, bo nie ma nic w lodówce.
TATA - To zajrzyj do samochodu tam są zakupy.
No byłam zadowolona z taty. Chociaż nie musiał. 
JA - To dziękuje.
TATA - Dobra, ja z wujkiem Stefanem idziemy do warsztatu , pomoże mi trochę przy samochodzie. A ty chyba chcesz porozmawiać z kolegą. Prawda ?
JA - Tak, tato. Dzięki. Cześć wujku.
WUJEK STEFAN - Witaj Nikola.
   Kacper był w warsztacie, postanowiłam zaprosić go do domu na herbatę i z nim porozmawiać. Tak też zrobiłam. Poszłam tam.
JA - Hej Kacper. Dasz się może zaprosić na herbatę i dokończyć naszą wczorajszą rozmowę?
KACPER - Ooooo cześć Nikolciu - uśmiechnął się - No pewnie że sam się namówić. Mam nadzieję że dziś nikt  nam nie przeszkodzi. - zaśmiał się.
   Poszliśmy, strasznie padało. Jednak zza chmur przebijało się słońce. Weszliśmy do domu.
KACPER - Miała byś coś przeciwko gdybym zdjął tą mokrą koszulę ? -zapytał.
JA - No pewnie że nie. Śmiało, nie wstydź się. - zaśmiałam się.
   Za chwilę, Kacper był już bez koszulki, moim oczom ukazała się umięśniona klata.
JA - Nooo widać że dużo pracujesz.
KACPER - Eeee tam wydaje ci się.  - uśmiechnął się.
   Ale ja i tak wiedziałam swoje. Właściwie to nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Co miałam powiedzieć, co chciał mi wczoraj powiedzieć? Co tak naprawdę czuje? Nieeee to mi się wydawało trochę głupie. No cóż.
TATA - Nikola, kochanie ja dziś na noc pojadę do wujka Stefana. Dobrze ?
JA - Tak, tak tato.
TATA - Kacper, mam dla ciebie zadanie. Masz się dziś opiekować moją córką!
KACPER - Oczywiście. Zaopiekuję się jak najlepiej.
JA - No pięknie, widzę że mamy dla siebie całą noc. I cały wieczór. Kurdę dzięki tato. - pomyślałam.- No dobra to życzę ci udanego pobytu u wujka. Trzymaj się.
TATA - Dzięki, wy też się dobrze bawcie.
Takk... zapowiadało się nawet nieźle. Ciekawa byłam kto    zacznie rozmowę na temat naszych uczuć. I tego co między nami jest lub będzie.
KACPER - Więc mamy trochę czasu dla siebie, to świetnie.
JA - Tak, tak trochę czasu jest.
KACPER - Więc może wróćmy do tego co było wczoraj.
JA - No tak właśnie chciałam...o tym przypomnieć.
KACPER - No właśnie, więc słuchaj , znamy się trochę czasu, i widzisz dla mnie nie jest to tylko taka zwykła znajomość. Bo widzisz ja....
   I wtedy znowu wparował tata. Kurde ten jak zwykle przychodzi w nie odpowiednim momencie. Przyszedł tylko po leki. Kurdę, że też wcześniej nie mógł wziąć. No ale nic za chwilę się zmył i zostaliśmy sami już na całą noc. Właściwie to się cieszę.
KACPER- Heh no tak znowu to samo....No nic więc kontynuując. Bo ja tak naprawdę ..
JA - No co ?? Powiesz ?
KACPER - Tak , tak spokojnie. Widzisz ja .....
   I znów nam coś przerwało. Dobijała się do mnie koleżanka. Ale zignorowałam to i wróciliśmy do rozmowy.
JA - Teraz nam chyba nic nie przerwie. Mów bo zaraz nie wytrzymam napięcia.
KACPER - Więc ja..... Ja ...... Ja Cię kocham. Wiem, wiem mało czaasu minęło od naszego poznania, ale tyle mieliśmy wspólnych przygód tyle przeliśmy. Po prostu się zakochałem. Zrozumiem jeśli ty nie czujesz tego samego,  bo przecież to tylko kilka dni i ......
   Wtedy mu przerwałam , za dużo namieszał.
JA - Kacper słuchaj. Wydaje mi się że pomimo że to tylko kilka dni, to wystarczająco dużo czasu żeby się w kimś zakochać. Serio. Bo widzisz.....Ja tak naprawdę też cię kocham. Tylko jakoś nie wiedziałam jak ci to powiedzieć.
   Tak nareszcie mu to powiedziałam. On się tylko uśmiechną. Wypiliśmy herbatę i poszliśmy do mnie do pokoju. Usiedliśmy zadowoleni z siebie na parapecie i patrzyliśmy jak malutkie kropelki deszczu spływają po oknie. To była chyba najpiękniejsza chwila mojego życia. Naprawdę, najpiękniejsza.
KACPER - A kiedy już tu siedzimy, chciałem się ciebie o coś zapytać. Ale nie wiem czy to odpowiednia chwila.
JA - Śmiało, chyba nie będzie już odpowiedniejszej chwili.
KAC PER - Na pewno ?
JA - Tak!!!!!!!!!
KACPER - No dobrze sama chciałaś. Bo skoro wyznaliśmy sobie miłość, a ja bez ciebie nie potrafię przeżyć bez ciebie ani chwili... i jeśli nie zapytam to nie wiem czy przeżyję resztę swojego życia...
JA - Ciiii..... nie plącz. Po prostu powiedz.
KACPER - Ok. Więc chciał bym z tobą spędzać każdą wolną chwilę, chciałbym być zawsze blisko ciebie, nie tak jak teraz,  tak naprawdę. Więc mówię nie chciała byś być ze mną..?
   Pewnie w tamtym momencie byłam cała czerwona, ale nie wiedziałam co mam zrobić, co powiedzieć.
JA - Ehhh Kacper zaskoczyłeś mnie...
KACPER - Jeśli nie chcesz to powiedz... zrozumiem.
Położyłam swój palec na jego ustach.
JA - Nie powiedziałam nie. - zaśmiałam się.
KACPER - Czyli się zgadzasz tak ?
   Uśmiechnęłam się.
KACPER - Czyli to miało oznaczać tak?!
JA - Tak głuptasie. Tak tak tak!!!!!!!!!! Nie wyobrażam sobie innej odpowiedzi.
   Rzuciłam się z radością na niego. On trochę dziwnie patrzył ale zaraz potem pocałował mnie. Byłam z siebie zadowolona. Nawet baaaardzo. Przytuliłam się do niego on do mnie.
KACPER - Kocham się.
JA - Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak!!!!
   Przytuliłam się do niego, i tak wtulona zasnęłam, kończąc, ten dzień jak najlepiej.

__________________________________________________

Miłego czytania  :) 


Rozdział 3.

   Obudziłam się na korytarzu, przykryta kocem i przytulona do Kacpra. Bardzo się cieszyłam, że jest ze mną , w ciężkich dla mnie chwilach. Właśnie teraz czułam, że jest moim najlepszym przyjacielem. 
JA-Dziękuję Ci , że ze mną zostałeś.
KACPER-Nie ma sprawy, dla ciebie wszystko. Twój tata już nie śpi. Może idź do niego.
JA-Tak, chyba tak zrobię. 
   Wstałam, i poszłam do sali nr. 9. Stanęłam przed drzwiami, i chwilę myślałam,  ale weszłam do sali. Tata siedział na łóżku i pił herbatę. 
JA-Dzień dobry tato.
TATA-Witaj córeczko. Co ty tutaj robisz  skąd wiesz, że tu jestem.
JA-To co ja tu robię teraz nie ma znaczenia. Powiedz ty mi jak się czujesz?
TATA-Już lepiej. Niedługo mnie wypiszą.
JA-Tak wiem, rozmawiałam z lekarzem.
   Może nie było tego po mnie widać, ale się bardzo cieszyłam , że tata się dobrze czuje i że będę go mogła zabrać ze sobą do domu. 
JA-To może ja pójdę do lekarza po wypis i wrócę po ciebie ??
TATA-Dobrze. Poczekam.
   Wyszłam, na korytarzu zaczepił mnie Kacper.
KACPER-I jak się czuje twój tata.?
JA-Już dobrze. Poczekaj tutaj, pójdę po wypis do lekarza i spakuję tatę.-powiedziałam. Odwieziesz nas?
KACPER-Oczywiście. Właśnie dlatego też tu jestem. 
JA-Dziękuję.
   Poszłam, do gabinetu lekarskiego. Lekarz wydał mi wypis ale kazał przyjść tacie na konsultacje. Podziękowałam i wyszłam. Kacper słodko spał oparty na korytarzu oparty o krzesło.
JA-Tak długo tam siedziałam - pomyślałam i poszłam do taty.
   Tata siedział już spakowany na łóżku. 
JA-Przecież powiedziałam że ja to zrobię. Aaaaa.... i lekarz kazał żebyś do niego poszedł.
TATA-Dobrze juz idę. Czekajcie na mnie przed gabinetem.
JA-Ok.
   Wzięłam  walizkę i wyszłam przed salę. Tłumy ludzi przewijały się przez szpital. Kacper dalej spał. Nie chciałam go budzić. No ale musiałam. 
JA-Ejj Kacperku..... wstawaj. Zaraz będziemy jechać. 
Dalej spał.
JA-Kaaaaacper.....
Obudził się.
KACPER-Tak? Słucham co się stałoo...? Aaaaaa sorki. Jakoś tak mi się zasnęło.
JA-Ok, ok nie ma sprawy. Zaraz będziemy jechać. 
KACPER-Tak? To daj wezmę walizkę twojego taty i  zaniosę do samochodu.
   Poszedł. I na kogo teraz będę patrzeć. Szkoda że on nie wie co do niego czuje. Nie chce żeby był tylko kolegą. Hmmmm.... muszę z nim porozmawiać. Za chwilę tata wyszedł z gabinetu i poszliśmy do auta. Pogoda dziś była taka sama jak wczoraj. Strasznie padało.Więc szybko wsiedliśmy do samochodu. 
TATA-Cześć Kacper.
KACPER-Dzień dobry panie Wojtku. Jak się pan czuje ?
TATA-A dziękuje bardzo dobrze, tylko pogodę mamy jakość taką brzydką.
   Tata z Kacprem przez całą drogę rozmawiali o tym kto przyjdzie naprawić samochód, ile już zrobili, co zostało do zrobienia. Ja tylko siedziałam i patrzyłam jak wycieraczki zrzucają duże krople deszczu na asfalt. Nawet szybko znaleźliśmy się pod moim domem. Kacper pomógł tacie wnieść walizki, a ja poszłam podgrzać obiad.
TATA-Ja kochanie rezygnuję z jedzenia, bo w szpitalu dopiero jadłem. Pójdę się położyć.
JA-Jak chcesz. Kaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaacper..!! Chodź na obiad.
KACPER-Nie, nie ja dziękuję. Pójdę do domu to zjem.
JA-Ale ja nalegam.
Chciałam spędzić z nim jeszcze trochę czasu.
KACPER-No dobrze.
JA-Takk!! - pomyślałam.- Siadaj.
KACPER-Wiesz, mam Ci coś do powiedzenia. Ale najpierw zapraszam cię na kolację.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Byłam    szczęśliwa. Nawet nie wiecie jak. 
JA-Tylko że......ja nie mogę.
KACPER-Coo..? Dlaczego?
JA-Bo widzisz tata dopiero był w szpitalu. Nie chcę go zostawiać samego. Prosze zrozum mnie.
KACPER-Szkoda. W takim razie kolacja przyjedzie do ciebie. Jeśli nie masz nic przeciwko.
   Teraz to mnie zaskoczył. Niee znam lepszego chłopaka od niego. Tylko ciekawe czy tata będzie z tego zadowolony, że mu pracownika kradnę. Ale trudno się mówi.  To dzięki tacie, poznałam takiego wspaniałego chłopaaka.
KACPER-Więc jak?
JA-Nooo pewnie że nie mam nic przeciwko. 
KACPER-Tooooo .... o 18 jestem u ciebie. Do zobaczenia, aaa i pyszny obiad.
JA-Ok pewnie czekam. Papa.
   No i poszedł. Ten dzień narazie zaliczam do udannych. Uśmiechnęłam się i poszłam na górę do taty zobaczyć jak się czuje. Tata leżał na łóżku i oglądał mecz. Nie chciałam mu przeszkadzać. Ale tylko uprzedziłam:
JA-Tato, dziś wieczorem przyjdzie do mnie kolega na kolację.. nie masz nic przeciwko?
TATA-Nie nie skąd. Ja pewnie będę już spał. Więc nie będę wam przeszkadzał.
JA-Tatoooo ty nigdy nie przeszkadzasz.
   Noo musiałam co powiedzieć ....  nie? Poszłam do siebie do pokoju. Siadłam na parapecie i patrzyłam jak po szybach spływają malutkie kropelki deszczu.Wzięłam książkę, tak się wczytałam , że nie zauważyłam, która godzina. Była 17;30. 
JA-Kurczę. Mam mało czasu - powiedziałam do siebie. 
   Rzuciłam książkę na łóżko, wcisnęłam się w  najlepsze jeansy, czerwoną bluzkę i szybko zrobiłam jakiś makijaż. Zeszłam na dół do kuchni.W szafce widziałam jakieś wino. Wzięłam je ale za chwile odłożyłam.
JA-Przecież mam dopiero 17 lat. Nie będę piła. - pomyślałam.
   Nastawiłam wodę na herbatę i podeszłam do okna wyglądać Kacpra. Za niecałe 15 minut przyjechał. Poszłam otworzyć mu drzwi.
KACPER-Hej Nikolciuu.
JA-Ej  nie mów tak do mnie.!!!!
KACPER-Ok ok przepraszam.....
Myślałam że zaraz wybuchnie smiechem..
JA-Chodź. Ja pójdę tylko sprawdzę czy tata śpi.
Spał. Szybko wróciłam do mojego "gościa".
JA-Śpi.
KACPER-To chyba dobrze. - powiedział i się uśmiechnął.- Najpierw ci coś dam.
   Myślałam że będzie to jedzenie.... ale jak się okazało to nie było to. Pudełko z pachnącym jedzeniem postawił na stole. Długo grzebał w kieszeni, aż w końcu wyjął, moją apaszkę.
JA-A ty skąd  ją masz?
KACPER-Kiedyś zostawiłaś ją w bibliotece, więc postanowiłem ci ją zwrócić.Tylko za bardzo nie wiedziałem jak.
JA-A ja jej tak długo szukałam. Dziękuje.
   Rozpakowaliśmy kolację... Usiedliśmy przy stole i trochę rozmawialiśmy. O niczym ważnym, dopiero później kiedy zmywaliśmy po kolacji, temat się rozkręcił.
KACPER-Wiesz.....bardzo cię lubię.To moja najlepsza znajomość z dziewczyną.
JA-Miło mi to słyszeć. Wiesz ja też cię baaaardzo lubię.
KACPER-Tylko..... że to nie do końca jest tylko lubienie. Czuje coś więcej...
   W tym momencie do kuchni wszedł tata. Ehhhh... ten to ma wyczucie czasu.
KACPER-Oooooo ale już późno. Będę się zbierał do domu...
TATA-Przeszkodziłem wam?
KACPER-Nie nie ja już wychodziłem.
JA-To ja cię odprowadzę.
   Poszliśmy do drzwi wyjściowych.
KACPER-Naszą rozmowę dokończymy jutro. Jestem od 7:00 w pracy. Dobranoc.
   I wtedy pocałował mnie w policzek. Strasznie się zarumieniłam.
JA-Dobranoc.- uśmiechnęłam sie.
   Chyba byłam straszne czerwona, bo tata na mnie dziwnie spojrzał, więc szybko pobiegłam pod prysznic i położyłam się spać. Długo myślałam o dzisiejszym dniu i o tym co tak naprawdę czuje do mnie Kacper. Niestety z odpowiedzią musiałam czekać do jura. Tak zakończył się mój dzisiejszy dzień .Zasnęłam. 



_________________________________________________________________________________

A więc powstał rozdz. 3. Zapraszam do czytania. Teraz pracuje nad kolejnym .
Pozdrawiam. :))