Na twarzy Kacpra nie było widać zadowolenia. A w moich oczach pojawiły się łzy. Wiedziałam, że to nie koniec naszych przygód. Trochę byłam ciekawa jak to się dalej potoczy. No i wtedy podbiegł do mnie Kacper. Przytulił mnie mocno, że prawie się udusiłam.
KACPER : Przepraszam. Naprawdę bardzo mi przykro. Gdybym wiedział jak to się potoczy.... Nigdy bym tego nie zrobił, nie tobie. Kocham Cię Nikola. Proszę wybacz mi. Nigdy nie odpuszczę. - wtedy po jego policzkach spłynęły łzy.
Nawet nie wiecie jakie to jest dziwny widok kiedy płacze przed tobą chłopak, ty nic na to nie możesz poradzić.
KACPER - Kocham Cię Nikola. Wiedz o tym.
JA : Idź już stąd. Wynoś się. Słyszysz... Mam dość tego wszystkiego. Kocham cię , ale nie potrafię ci tego wybaczyć. Zdradziłeś, mnie. - zaczęłam płakać. - Nie naprawisz tego w jeden dzień. Trzeba było myśleć, wtedy. Nie teraz. To już nic ci nie pomoże. Będziesz ojcem skarbie. Przygotuj się to nie jest łatwe zadanie. Zmarnowałeś życie mi sobie i jej a no i jeszcze dziecku.
KACPER : Wiem Nikola, wiem. Nie chcę tego. Ja to naprawię, obiecuje. - odszedł ze łzami w oczach.
Tego dnia, nie miałam już ochoty na spędzanie czasu nad wodą, ani w domu z tatą. Chwilę patrzyłam , jak odchodzi. Sam na to zapracował. Wróciłam do domu, wzięłam zimny prysznic, przebrałam się w :
i wyszłam , na spacer do lasu. Godzina 17, piękna pogoda ale za to zły humor. Wrrrrrr byłam taka zła na nich. Nie mogłam sobie wy darować , że spotkali mnie tam. Ale teraz miałam zamiar się zrelaksować tak na serio. Idą ścieżką pośród lasu, słyszałam piękny śpiew ptaków, przy okazji spotkałam kilku znajomych ze szkoły. Idąc, zastanawiałam się co zrobię z tym wszystkim czy wybaczę Krystianowi, czy pogodzę się z myślą że ma już dziecko, czy zapomnę o Amelii. Chciałam, żeby wszystko wyglądało tak ławo. Widząc szczęśliwych i zakochanych ludzi spacerujących po lesie, uśmiechałam się sama do siebie. Szkoda mi było że tylko ja sama idę. Spojrzałam w niebo. I moją uwagę przyciągną samolot ciągnący za sobą dziwną dużą wstążkę, na której pisało : NIKOLA KOCHAM CIĘ WYBACZ MI. To mnie trochę zaskoczyło. Wiedziałam że to Kacper. Ciekawa byłam co jeszcze wymyśli. Bolały mnie już trochę nogi więc postanowiłam wracać do domu, podjęłam już decyzję co do Kacpra. Było już ciemno jak wracałam, trochę się bałam. Ludzi już prawie nie było. Zaniepokoił mnie szum w pobliskich krzakach. Serce zaczęło mi bić coraz szybciej. Strasznie się bałam. Nie wiedziałam co robić, czy się cofać czy biec do przodu. Mrok ogarniał świat coraz szybciej. A ja stałam w miejscu bo nie wiedziałam co robić. Nagle gdy podeszłam bliżej szum umilkł. Przestraszyłam się jeszcze bardziej. Zaczęłam iść trochę szybciej. No i właśnie w tamtym momencie, zabłądziłam.
JA : Cholera jasna. Chyba się zgubiłam. Żadnego zasięgu w telefonie. Środek lasu i.... to coś w krzakach.
Nagle, coś złapało mnie za ramię...Przez moje ciało przeszły ciarki. Bałam się odwrócić. Postanowiłam to zrobić.
KAMIL : Witaj . - uśmiechnął się .
I znów widziałam najpiękniejszy uśmiech na świecie.
KAMIL : Baaardzo cię przestraszyłem księżniczko .? -
JA : No mało co na zawał nie padłam. A w ogóle skąd wiedziałeś że tu jestem co ?
KAMIL : Wiesz wybrałem sie na spacer.....
JA : - Przerywając mu.. - To ty tu mieszkasz ? !! - popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
KAMIL : A mówiłem ci już że masz śliczne oczka. ? - zapytał śmiejąc się.
JA : Tak mówiłeś. Dziękuję , ale powiesz mi w końcu co to ty robisz...?
KAMIL : A ... przyjechałem do babcii... najeść się - zaśmiał się.
JA : Ooo... świetnie się składa... znasz tą okolicę prawda... ? - zapytałam
KAMIL : No wiesz....
JA : Nie znasz..? TAK ? O matko święta. To się zgubiłam. Jak ja wrócę. Co ja zrobię, a jest już tak ciemno.
KAMIL : Uspokój się nie powiedziałem , że nie znam. Urodziłem się tu, więc znam każdy kąt tego lasu. - złapał mnie za rękę. - chodź zaprowadzę cię do domu.
JA : Ohh... już myślałam.. A wspominałeś, że sie tu urodziłeś ?
KAMIL : No tak. To były czasy jak tu mieszkałem. Tu jest ślicznie. Kocham ten las. Zawsze kiedy tu jestem wspomnienia wracają.
JA : No tak, też lubię po wspominać. Wiesz jak byłam mała, miałam przyjaciela, nie pamiętam tylko jak się nazywał. Mieszkał po drugiej stronie lasu, zawsze po mnie zachodził jak szłam do szkoły. Potem jakoś w 5 kl. podstawówki wyprowadził się. Szkoda. Bardzo go lubiłam. Ehh..... nawet kiedyś wyznał mi miłość. Chyba to było w 1 klasie.Mówił na mnie Zenek. Kurcze jak ja tego nie lubiłam. To były czasy. Chciała bym go teraz znów zobaczyć.... - wtedy przerwał mi Kamil.
KAMIL : Przepraszam, że przerywam, ale chyba nawet znałem tego gościa wiesz... Wydaje mi się że nawet wiem gdzie teraz jest.
JA : Ojej, naprawdę wiesz. ? - popatrzyłam na niego. - Gdzie ? !!
KAMIL : Nikola.... Wiesz.... Może mi nie uwierzysz, ale twój "pucek" tutaj stoi.
JA : Rogal ? To ty wiesz jak na niego mówiłam. Gdzie stoi.? - chwilę pomyślałam. - Nie nie wierze. !!!! To ty. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam. - Rzuciłam mu się na szyję.
KAMIL : Wiem, wiem.. - uśmiechnął się. Też tęskniłem.
Byłam szczęśliwa.
JA : No dobra, to teraz mnie stąd zabierz.
Chwilę szliśmy, widać było już mój sad za domem.
JA : No dziękuję ci mój ty bohaterze. Możesz wracać bo już chyba późno. Chyba że... masz ochotę na nocowanie w namiocie.
KAMIL : No wiesz, co już mnie wyganiasz... tyle się nie widzieliśmy. W namiocie z tobą. Wiesz że mogę mieć traumę do końca życia. - zaśmiał się.
JA : No ha ha ha. Dziękuję.
Zatrzymaliśmy się przed moim domem.
JA : Ale serio. Zostaniesz. - zapytałam. - Proszę ?
KAMIL : A twój tata.
JA: Tata ? Odkąd zdradził mnie Kacper...pozwala mi na wszystko. To jak ?
KAMIL : Kacper ? Chciałbym się z nim widzieć. Jak on mógł. Przecież ... jesteś wspaniałą dziewczyną.
JA : Chodź nie będziemy tu rozmawiać, oki ?
Poszliśmy do mnie do domu. Przywitaliśmy się z moim tatą. Oczywiście pozwolił nam na nocowanie Kamila i pozwolił na namiot. Zjedliśmy kolacje i poszliśmy na zewnątrz rozstawić ten namiot. Nie był on mały.... NO.. i z tego właśnie powodu łatwo nie było. Wzięłam namiot. Nie był on lekki.
KAMIL : Daj to Zenuś bo się przerwiesz. O kurrrr de jakie to ciężkie.
JA : Zaraz dostaniesz klapsa w tyłek za tego Zenka. Puuuuuuuuuuuuuuuucuśś .
KAMIL : Naprawdę Zenuś. ? Śmiało czekam na takiego klapsa całe życie.
I zaczął rozpakowywać namiot.
JA : Hahahahahah zemsta będzie słooooodkaaa.. Puuucuś, niezła ta twoja dupcia.- zaśmiałam sie. Popchnęłam go do przodu i upadł.
KAMIL : Oszz ty. Zobaczysz nie ujdzie ci no na sucho. Mówię dosłownie.
Zostawił namiot i zaczął mnie gonić.
JA : Aaaaaaaaa oszczędź mnie puuucusiu.... ploose.
KAMIL : Nic z tego. Hhahahahaha.
Wtedy mnie dopadł. Złapał mnie w pasie i nie chciał puścić.
JA: Kamilku... pucusiu koochanie moje... puścisz mnie proszę. - wystawiłam ząbki.
Ale chyba to nie zadziałało wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu.
KAMIL : Zenuś mówiłem że nie ujdzie na sucho. Idę kontynuować rozpakowywanie.
Poszedł. Przez okno wyglądał tata. Uśmiechnął pomachał mi i zgasił światło w pokoju. Wygrzebałam się z basenu i poszłam do Kamila.
KAMIL : Oooo widzę, że wyszłaś, ale długo tam nie byłaś, czekaj zaraz znowu tam wylądujesz.
JA : Hej . Nieeeeeeee bałam nie. Plooooseee. Zrobię wszystko.
KAMIL : Serio. To w takim razie wskakuj tam sama. Podszedł do mnie.
JA : Nie nie nie nie nie.
KAMIL - Spokojnie, nic nie zrobię.
Stanęliśmy oko w oko. Kamil złapał mnie za ręce. Popatrzył na mnie. I powiedział.
KAMIL : Rozmazałaś się troszkę. Zenuś.
JA : No wiem. Oj nie mów na mnie zenuś. Zabiję cię. No i on też wylądował w basenie.
Uciekłam. Przez czas kiedy go nie było, rozbiłam namiot. I schowałam się do środka.
KAMIL : WOOOOOOW.. Poradziłaś sobie. Jestem dumny.
Wszedł do namiotu. Usiadł obok mnie.
JA : Chodź pod koc, bo ci zimno. Masz herbatkę.
Usiadł.
KAMIL : Dziękuję ci.
W
tamtym momencie, Kamil objął mnie. Spojrzał i uśmiechnął się.
Ahhh te jego dołeczki w policzkach.
KAMIL
: No Nikolcia zapowiada się dłuuuuuuuuuuga noc.
JA :
Owszem.
KAMIL : Naprawdę tęskniłem za tobą.
Uśmiechnęłam się do niego. Dawno nie czułam się tak dobrze jak w tym momencie.
JA : Wiesz cieszę się, że zgubiłam się w tym lesie.
KAMIL : Też się cieszę. A ten Kacper?
JA : To idiota. Było minęło. Chociaż, zastanawiałam się czy by mu nie wybaczyć.
Kacper spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. - opowiedziałam mu co się stało.
KACPER : Jak chcesz. Ja na twoim miejscu takiej rzeczy bym nie wybaczył.
Długo już nie rozmawialiśmy. Kamil mocniej mnie przytulił żebym nie myślała o Kacprze. Było już po 23 zasnęłam w objęciach Kamila.
_____________________________________
I oto kolejny rozdział.
Proszę o komy , mam nadzieję że się podoba. :>
POZDRAWIAM;**
