piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 5.

   Obudziły mnie promienie słońca przebijające się przez zasłony. Leżałam w ramionach  Kacpra, co dziwne byłam na łóżku a nie na parapecie. On patrzył na mnie i uśmiechał się . Byłam szczęśliwa. Jak nigdy dotąd.
KACPER - Oooo widzę że się już obudziła moja księżniczka. Dobrze się spało.
JA - Takk tak, nawet bardzo. A tobie jak się spało.
KACPER - Świetnie. Jak nigdy. -zaśmiał się.
JA - Co się cieszysz? - zapytałam
KACPER - Nie, nic tylko trochę śmiesznie wyglądasz - i znowu się zaśmiał.
   Byłam ciekawa jak wyglądam, ale wolałam nie ryzykować życia i schowałam się pod poduszkę.
KACPER - No nie chowaj się i tak cię kocham .
   Ale ja dalej nie chciałam wyjść z pod poduszki. Chwilę później, Kacper zabrał ją i rzucił na parapet.
KACPER - No i co teraz.? - zapytał z bardzo poważną miną.
JA - Nic.
   Ześliznęłam się z łóżka i chciałam mu uciec, ale mi sie nie udało. Złapał mnie w pasie i nie puszczał, zaczęłam się śmiać i go łaskotać, żeby puścił. Ale nic z tego. Spojrzał na mnie, przytulił i pocałował. Teraz wiedziałam że aż tak źle nie wyglądam.
KACPER - Poczekaj tu , zaraz przyjdę.
JA - Noo ok, ale gdzie idziesz. ?
KACPER - Zaaraz, zaraz się dowiesz.
   Za chwilę Kacper wrócił z grzebieniem i spinkami do włosów. Trochę się bałam, powiem szczerze. A powiem że miałam czego. To nie codzienny widok. Zaśmiałam się.
KACPER - No siadaj doprowadzę cię do porządku.
JA  - Hmmm trochę się boje. Moge uciekać ?
KACPER - Nie !  Siadaj.- powiedział.
   Po raz pierwszy czesał mnie chłopak. No ale co miałam zrobić. Pięć minut później skończył, byłam zaskoczona widokiem swoich włosów. Miałam dwa kucyki, jeden wyżej drugi niżej, do tego wpiętą spinkę z biedronką. Świetnie wyglądałam.
JA - Łaaaaaaał masz talent. - powiedziałam -    Dziękuje Ci. - pocałowałam go w policzek. A teraz chodź na śniadanie.
Zeszliśmy do kuchni. No to co zobaczyłam mnie trochę zaskoczyło. Stół był pełny jedzenia.
JA - O... sam to zrobiłeś? Kiedy? Jak?
KACPER - To moja tajemnica. Siadaj.
   Śniadanie było pyszne, nie wiem  co mu się stało, ale było super.
JA - Dziękuje, ci - uśmiechnęłam się.
KACPER - Nie ma za co . Musze iść do warsztatu, bo obiecałem twojemu tacie że nadrobię trochę pracy.
JA  - Idę z tobą.
   Szybko posprzątałam po śniadaniu i poszliśmy go garażu. Pogoda była wspaniała, świeciło słońce, na niebie nie było żadnej chmurki. Cieszyłam się sama nie wiem z czego.
KACPER - No to co chcesz robić tutaj ?
JA - Pomagać ci.....
KACPER - Ty , haha - zaśmiał się. - A  co dokładniej.
JA - Noo nie wiem .
KACPER - Ok, ok do czegoś sie przydasz, podaj mi smar. - powiedział.
   Troche się wtedy na mnie dziwnie patrzył, ale ja nie wiedziałam  o co mu chodzi, wzięłam puszkę z półki. Za chwilę miałam go na całym ubraniu i w ogóle wszędzie. Kacper wybuchł śmiechem. Teraz juz wiedziałam dlaczego tak patrzył, puszka była śliska, i wypuściłam ją prędzej niż wzięłam. Myślałam że zaraz  padnie ze śmiechu.
JA - No co? Chyba nie wyglądam aż tak źle ... co ??
KACPER - Nie nie jest ok. - i zaraz znów wybuchł smiechem.
   Chwile pomyślałam.
JA - To chcesz jescze ten smar. ?- zapytałam
KACPER - Tak, oczywiście kochanie.
JA - To łap.- rzuciłam - Tylko uważaj bo śliska puszka.
   No wtedy, ja też mogłam się pośmiać. I jak to jest być murzynem ? - zapytałam i zaczęłam się śmiać.
KACPER - Niee daruje ci tego.
Zaczął mnie gonić. No ale wiecie jak to jest jak przez 3 dni pada deszcz. Nie ? Ślisko, baaaaardzo ślisko. Biegaliśmy po całym ogródku. W pewnym momencie, przewróciłam się i złapałam za rękę Kacpra, no teraz leżeliśmy razem na trawie tuż przy wypełnionym po brzegi wodą basenie. Zanim pomyślałam żeby wrzucić go tam , już tam leżałam.
JA - No wieśś co ? Jak mogłeś. Teraz mnie z tąd  wyciągnij.
KACPER - Nie. Umyj się. Bo wiesz smar trudno schodzi.- śmiał się
JA - Taaaak ? Naprawe.
   No i zaraz Kacper też siedział w wodzie. Nawet nie zauważyłam, że wrócił tata. Stał w bramce i się śmiał. Trochę się speszyłam . Wyszliśmy z wody, poszłam się przebrać. Wróciłam do Kacperka z ciepłą herbatą.
TATA - Jak się bawiliście.
JA - Świetnie tato. Łatwo to było zauważyć.
Wtedy usłyszałam głośny smiech Taty i Kacpra.
JA - No trudno - powiedziałam do siebie. - Yy........ ja musze już uciekać na trening , bo niedługo mecz. Do zobaczenia.
   3 godziny treningu minęły bardzo szybko. Była 16.00. Szybko wróciłam do domu, bo o 19.00 miałam mecz. Graliśmy w finale. Trzeba było trochę nabrać siły. Wróciłam do domu, wzięłam prysznic, zjadłam obbiad i zeszłam do garażu.
JA - Cześć chłopaki. - powiedziałam. Jak wam minął dzień.
KACPER - Doskonale.
TATA - Tak, tak super.
   Zdziwiłam się.
JA - To jak wybieracie się ze mną na mecz ?
KACPER - No nie wiem .
TATA - Chyba nie, bo wiesz tyle mamy pracy, trzeba sporo nadrobić.
JA - Szkoda. - powiem szczerze było mi smutno.
   Jednak nie miałam czasu na zmiany nastroju, musiałam zebrać siły i pojechać na stadion. Szybko dojechałam autobusem na miejsce. Wskoczyłam w strój i zaczęliśmy się rozgrzewać. Mecz się zaczął. Potrzebowałam wtedy taty i Kacpra. Do połowy przegrywałyśmy. Nie mogłam się skupić. Chwilę później usłyszałam, krzyk Kacpra.
KACPER - Wyyygracie. Świetnie gracie.
   Uśmiechnęłam się i już wtedy byłam pewna że zdobędziemy puchar. Po 45 minutach , trzymałam w rękach ogromny złoty puchar. Nie wierzyłam w to. No ale cóż , widać że to dzięki Kacprowi. Po meczu, przyszedł do nas trener z jakimś człowiekiem. Przedstawił go i powiedział że to trener najlepszej drużyny dziewczęcej piłki nożnej. Mówił że wybrał sobie kilka dziewczyn najlepiej grających, i ma dla mnich propozycje nie do odrzucenia. Świetnie byłam wybrana, Tylko doc czego? Jak się okazało zaproponował nam współpracę. Tylko że 150km od Warszawy. No i wtedy uśmiech z mojej twarzy znikł. Mieliśmy 4 dni na odpowiedź. Rozeszłyśmy się. Kacper czekał  na mnie przed szatnią.
KACPER - Co się stało.? Czemu jesteś smutna.?
JA - Bo dostałam propozycje grania w lepszym klubie.
KACPER - Too chyba powinnaś się cieszyć..
JA - No tak ale 150km  z tąd.
KACPER - Ale w czym to przeszkadza,?
JA - No wiesz, chcę być blisko ciebie. A po za tym nie chcę zostawić tatę samego.
KACPER - Rozumiem. Pojadę z tobą.
JA - Chyba poprostu zrezygnuje.
TATA - Nie kochanie, nie będziesz rezygnować z marzeń tylko ze względu na mnie. Kacper pojedzie z tobą a ja zamieszkam z wujkiem Stefanem
JA - Tato nie. Zostanę. Tak będzie lepiej.
   Kacper objął mnie w pasie i poszliśmy do domu. Było juz późno bo 22.30 Byłam trochę zmęczona.
JA - Wiecie co , ja chyba się już położe.
TATA -Tak, idź wyśpij się.
KACPER - Papa , do jutra Nikola.  - pocałował mnie na dobranoc.
JA - Pa.
   Poszłam na górę.Wzięłam prysznic, i położyłam się  na łóżku, słyszałam tylko rozmowę taty z Kacprem.
TATA - Wydaje mi się że ona powinna tam pojechać.
KACPER - Tak, mi też.
TATA - Tylko widzisz jaka jest uparta. Jak sobie postanowi to nie odpuści.
KACPER- Ehh.... i co zrobimy.
TATA - Tego nie wiem . Musimy z nią pogadać, ale to jutro bo już późno. Dzięki za pomoc w warsztacie. Do jutra kolego.
KACPER - Dobranoc panu.
   Tylko tyle rozmowy słyszłam , po głowie chodziły mi mysli co mam zrobić. Bardzo chiałam tam pojechać,. To była moja zyciowa szansa. Jendak nie chiałam zostawiać tatę samego. Bałam się trochę. Był chory. No i jeszcze był Kacper. Chciałam  być blisko niego, przecież go kochałam.  Miałam nadzieję że rozwiązanie przyjdzie samo, albo inaczej zrezygnuję.  Zasnęłam , z  nadzieją i marzeniami. 

______________________________________

Już nieługo rozdział 6    :3

1 komentarz: