Następnego,
dnia obudziłam się dość późno bo była już 10:30. Przeraziła
mnie cisza i straszna pogoda na zewnątrz. Okno w moim pokoju,
płakało deszczem. Chciało mi się spać. No ale
przecież, nie pójdę spać. Nie usnę. Podeszłam do okna
i usiadłam na parapecie. Strumienie deszczu spływały po wszystkim.
Ulicami przemieszczała się garstka ludzi, zakrytymi
parasolami.
JA-Smutno, mi. Brzydka pogoda. - powiedziałam do siebie.
Wskoczyłam w dres i zeszłam na śniadanie. W całym domu, było jakoś tak cicho. Sądziłam, że w taką pogodę tata nie będzie pracował. A jednak. No trudno kolejny dzień przesiedzę w domu. Trudno. Włączyłam radio, ale tam też jakoś tak nudno.
JA-A może tata jeszcze śpi. - pomyślałam.- Taaaatooooooooooo jesteś?! - krzyknęłam.
Ale nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Na pewno jest w warsztacie. Zeszłam tam. Tam też jakoś tak cicho. Słychać było tylko szum padającego deszczu. Nikogo nie było, żadnego żywego ducha. Nawet Kacper nie przyszedł.
JA-Dziwne.-powiedziałam.
Postanowiłam pójść do domu.
JA-Może tata jeszcze śpi.
Poszłam do jego sypialni. Cicho otworzyłam drzwi. Nikogo nie było, pomyślałam, że mógł pojechać po części do warsztatu, ale samochód stał przed domem. Moją uwagę przyciągnęły leki od serca na łóżku taty. I woda rozlana na podłodze. Jakoś dziwnie mi się zrobiło. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że tata ma chore serce. Mogło mu się coś stać, i teraz gdzieś leży i potrzebuje pomocy. Wtedy po moim policzku popłynęła łza. Przestraszyłam się. Chyba jak każdy. Sięgnęłam po telefon. Jednak nie miałam go przy sobie. Szybko pobiegłam do swojego pokoju. Jednak mój telefon leżał pod łóżkiem rozładowany.
JA-Super. Co ja teraz zrobię.- powiedziałam.
W tamtej chwili nie wiedziałam co mam robić.Wybiegłam z domu, pobiegłam gdzieś przed siebie. Krzyczałam, szukałam, go ale nic. Pomyślałam że może pójdę do Kacpra może on wie gdzie tata albo chociaż ma telefon żeby zadzwonić. Biegłam przed siebie. Chwilę później uświadomiłam sobie, że nie wiem gdzie mieszka Kacper.
JA-Świetnie, co ja teraz zrobię.
Stanęłam na środku ulicy, i płakałam. Płakałam i prosiłam o pomoc. Jednak nikt wtedy nie szedł ulicą. Bałam się że znowu stracę kogoś bliskiego. Bałam się że już nigdy nie zobaczę taty. To straszne uczucie. W pewnym momencie, poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Trochę się przestraszyłam. Chociaż wtedy już mało co mogło to uczynić.
KACPER-To ja Kacper. Nie bój się. Co się stało, że stoisz tutaj w taką pogodę i płaczesz.? -zapytał.
JA-Bo, bo tata. On zniknął. Zostały tylko porozrzucane leki na podłodze i rozlana woda. Szukałam go w całym domu. Ale nie ma. On ma chore serce. Boje się.
KACPER-Spokojnie, zaraz co wymyślimy.....Dzwoniłaś do niego.
JA-Nie mam rozładowany telefon.
Znów wybuchłam płaczem.
KACPER-Ciiiii... nie płacz. Będzie dobrze obiecuje ci.
JA-Postaram się. Dzwoń.
KACPER-Nikt nie odbiera, ale mam pomysł zadzwonię na pogotowie, do tego pobliskiego szpitala.
JA-Ok.
Poszliśmy go garażu, żeby nie moknąć. Kacper, rozmawiał z jakąś pielęgniarką. Rozmowa nie była krótka. Przez moją głowę przechodziła masa myśli.
JA-A jeśli coś się stało. Jeśli tata cierpi i ja o tym nie wiem . - pomyślałam.
Wtedy Kacper skończył rozmawiać.
KACPER-Nie martw się. Wszystko jest pod kontrolą. Twój tata źle się poczuł i pojechał do szpitala. Nie chciał cię budzić. Dlatego wyszedł, cicho z domu i poszedł na autobus. Jest w szpitalu robią mu badania kontrolne. Chodź zawiozę cię do niego.
JA-Jejku, ale cię cieszę że nic mu nie jest.- na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ale nie będzie to dla ciebie kłopot.
KACPER-Nie, naprawdę, dla ciebie wszystko.- uśmiechnął się.- Przebierz się, i chodź do auta.
Szybko pobiegłam do pokoju. Założyłam spodnie, bluzkę. Zaszłam jeszcze do pokoju taty i zabrałam potrzebne dokumenty. Zbiegłam szybko po schodach. Nie byłam pewna do końca co mnie czeka w szpitalu. Zamknęłam dom i wsiadłam do samochodu. Podczas jazdy, żadne z nas nie powiedziało słowa. Tylko od czasu do czasu Kacper spoglądał na mnie. Droga minęła szybko. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do szpitala. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do sali taty. Nie mogłam narazie tam wejść, bo lekarz robił tacie badania.
KACPER-Widzisz wszystko w porządku. Nie martw się. - znów posłał mi uśmiech.
Cieszyłam się, że jest ze mną w szpitalu. Jednak bałam się, co z tatą.
JA-Widzę, dziękuję Ci .
KACPER-W porządku.
Wtedy, zauważyłam że na sali taty, lekarze są bardzo zdenerwowani. Kazali nam odejść od okienka. Zasłonili je. Znów zaczęłam się bać. Pielęgniarka powiedziała, że tata dostał ataku. Znowu się rozpłakałam. Zdenerwowany lekarz wybiegł na korytarz, z jego rozmowy z innym lekarzem wynikało, że tata zapadł w śpiączkę. Nie mogłam wtedy powstrzymać łez. Kacper mnie uspokajał, ale nie dało rady. Myślałam, że to koniec. Nie chciałam go stracić. Wtedy przypomniało mi się jak straciłam mamę. " Był marzec.Wiosna. Piękna pogoda. Jechaliśmy całą rodziną do dziadków. W pewnym momencie zaczął padać, deszcz. Ruch na ulicy zwolniał. Jechaliśmy dość wolno, jednak było ślisko. Tata wpadł w poślizg. Wirowaliśmy samochodem po całej szosie. Nic nie dało się zrobić. Wjechaliśmy w drzewo. Pamiętam tylko tyle że znaleźliśmy się w szpitalu. Siedziałam na korytarzu. Wtedy przyszedł do mnie tata. Miał smutną twarz. Powiedział mi, że straciłam mamę. Płakałam, nie wierzyłam w to. A jednak. kilka dni później był pogrzeb." Do tej pory nie umiem się pozbierać. Nie chcę tracić znów tak ważnej osoby.
KACPER-Ej Nikola. Wołają Cię.
JA-Oj przepraszam zamyśliłam się. Czekaj tu na mnie.
KACPER-Dobrze.
Lekarz wyjaśnił mi że podlali tacie leki. Już jest wszystko w porządku, jutro go wypiszą. Podziękowałam doktorowi i wyszłam. Kazali mi jechać do domu, ale ja postanowiłam zostać. Opowiedziałam wszystko Kacprowi.
JA-Możesz jechać do domu. Ja tu zostanę z tatą.
KACPER-Nie, nie zostawię cię samej w takim stanie.
JA-Jak chcesz.
Siedziałam, przy tacie całą noc, koło mnie siedział Kacper. Nie rozmawialiśmy w ogóle. Tylko on co chwilę, pocieszał mnie i głaskał po ramieniu. Deszcz cały czas padał. Smutna pogoda i smutny dzień. Zasnęłam oparta na ramieniu Kacpra.
JA-Smutno, mi. Brzydka pogoda. - powiedziałam do siebie.
Wskoczyłam w dres i zeszłam na śniadanie. W całym domu, było jakoś tak cicho. Sądziłam, że w taką pogodę tata nie będzie pracował. A jednak. No trudno kolejny dzień przesiedzę w domu. Trudno. Włączyłam radio, ale tam też jakoś tak nudno.
JA-A może tata jeszcze śpi. - pomyślałam.- Taaaatooooooooooo jesteś?! - krzyknęłam.
Ale nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Na pewno jest w warsztacie. Zeszłam tam. Tam też jakoś tak cicho. Słychać było tylko szum padającego deszczu. Nikogo nie było, żadnego żywego ducha. Nawet Kacper nie przyszedł.
JA-Dziwne.-powiedziałam.
Postanowiłam pójść do domu.
JA-Może tata jeszcze śpi.
Poszłam do jego sypialni. Cicho otworzyłam drzwi. Nikogo nie było, pomyślałam, że mógł pojechać po części do warsztatu, ale samochód stał przed domem. Moją uwagę przyciągnęły leki od serca na łóżku taty. I woda rozlana na podłodze. Jakoś dziwnie mi się zrobiło. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że tata ma chore serce. Mogło mu się coś stać, i teraz gdzieś leży i potrzebuje pomocy. Wtedy po moim policzku popłynęła łza. Przestraszyłam się. Chyba jak każdy. Sięgnęłam po telefon. Jednak nie miałam go przy sobie. Szybko pobiegłam do swojego pokoju. Jednak mój telefon leżał pod łóżkiem rozładowany.
JA-Super. Co ja teraz zrobię.- powiedziałam.
W tamtej chwili nie wiedziałam co mam robić.Wybiegłam z domu, pobiegłam gdzieś przed siebie. Krzyczałam, szukałam, go ale nic. Pomyślałam że może pójdę do Kacpra może on wie gdzie tata albo chociaż ma telefon żeby zadzwonić. Biegłam przed siebie. Chwilę później uświadomiłam sobie, że nie wiem gdzie mieszka Kacper.
JA-Świetnie, co ja teraz zrobię.
Stanęłam na środku ulicy, i płakałam. Płakałam i prosiłam o pomoc. Jednak nikt wtedy nie szedł ulicą. Bałam się że znowu stracę kogoś bliskiego. Bałam się że już nigdy nie zobaczę taty. To straszne uczucie. W pewnym momencie, poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Trochę się przestraszyłam. Chociaż wtedy już mało co mogło to uczynić.
KACPER-To ja Kacper. Nie bój się. Co się stało, że stoisz tutaj w taką pogodę i płaczesz.? -zapytał.
JA-Bo, bo tata. On zniknął. Zostały tylko porozrzucane leki na podłodze i rozlana woda. Szukałam go w całym domu. Ale nie ma. On ma chore serce. Boje się.
KACPER-Spokojnie, zaraz co wymyślimy.....Dzwoniłaś do niego.
JA-Nie mam rozładowany telefon.
Znów wybuchłam płaczem.
KACPER-Ciiiii... nie płacz. Będzie dobrze obiecuje ci.
JA-Postaram się. Dzwoń.
KACPER-Nikt nie odbiera, ale mam pomysł zadzwonię na pogotowie, do tego pobliskiego szpitala.
JA-Ok.
Poszliśmy go garażu, żeby nie moknąć. Kacper, rozmawiał z jakąś pielęgniarką. Rozmowa nie była krótka. Przez moją głowę przechodziła masa myśli.
JA-A jeśli coś się stało. Jeśli tata cierpi i ja o tym nie wiem . - pomyślałam.
Wtedy Kacper skończył rozmawiać.
KACPER-Nie martw się. Wszystko jest pod kontrolą. Twój tata źle się poczuł i pojechał do szpitala. Nie chciał cię budzić. Dlatego wyszedł, cicho z domu i poszedł na autobus. Jest w szpitalu robią mu badania kontrolne. Chodź zawiozę cię do niego.
JA-Jejku, ale cię cieszę że nic mu nie jest.- na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ale nie będzie to dla ciebie kłopot.
KACPER-Nie, naprawdę, dla ciebie wszystko.- uśmiechnął się.- Przebierz się, i chodź do auta.
Szybko pobiegłam do pokoju. Założyłam spodnie, bluzkę. Zaszłam jeszcze do pokoju taty i zabrałam potrzebne dokumenty. Zbiegłam szybko po schodach. Nie byłam pewna do końca co mnie czeka w szpitalu. Zamknęłam dom i wsiadłam do samochodu. Podczas jazdy, żadne z nas nie powiedziało słowa. Tylko od czasu do czasu Kacper spoglądał na mnie. Droga minęła szybko. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do szpitala. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do sali taty. Nie mogłam narazie tam wejść, bo lekarz robił tacie badania.
KACPER-Widzisz wszystko w porządku. Nie martw się. - znów posłał mi uśmiech.
Cieszyłam się, że jest ze mną w szpitalu. Jednak bałam się, co z tatą.
JA-Widzę, dziękuję Ci .
KACPER-W porządku.
Wtedy, zauważyłam że na sali taty, lekarze są bardzo zdenerwowani. Kazali nam odejść od okienka. Zasłonili je. Znów zaczęłam się bać. Pielęgniarka powiedziała, że tata dostał ataku. Znowu się rozpłakałam. Zdenerwowany lekarz wybiegł na korytarz, z jego rozmowy z innym lekarzem wynikało, że tata zapadł w śpiączkę. Nie mogłam wtedy powstrzymać łez. Kacper mnie uspokajał, ale nie dało rady. Myślałam, że to koniec. Nie chciałam go stracić. Wtedy przypomniało mi się jak straciłam mamę. " Był marzec.Wiosna. Piękna pogoda. Jechaliśmy całą rodziną do dziadków. W pewnym momencie zaczął padać, deszcz. Ruch na ulicy zwolniał. Jechaliśmy dość wolno, jednak było ślisko. Tata wpadł w poślizg. Wirowaliśmy samochodem po całej szosie. Nic nie dało się zrobić. Wjechaliśmy w drzewo. Pamiętam tylko tyle że znaleźliśmy się w szpitalu. Siedziałam na korytarzu. Wtedy przyszedł do mnie tata. Miał smutną twarz. Powiedział mi, że straciłam mamę. Płakałam, nie wierzyłam w to. A jednak. kilka dni później był pogrzeb." Do tej pory nie umiem się pozbierać. Nie chcę tracić znów tak ważnej osoby.
KACPER-Ej Nikola. Wołają Cię.
JA-Oj przepraszam zamyśliłam się. Czekaj tu na mnie.
KACPER-Dobrze.
Lekarz wyjaśnił mi że podlali tacie leki. Już jest wszystko w porządku, jutro go wypiszą. Podziękowałam doktorowi i wyszłam. Kazali mi jechać do domu, ale ja postanowiłam zostać. Opowiedziałam wszystko Kacprowi.
JA-Możesz jechać do domu. Ja tu zostanę z tatą.
KACPER-Nie, nie zostawię cię samej w takim stanie.
JA-Jak chcesz.
Siedziałam, przy tacie całą noc, koło mnie siedział Kacper. Nie rozmawialiśmy w ogóle. Tylko on co chwilę, pocieszał mnie i głaskał po ramieniu. Deszcz cały czas padał. Smutna pogoda i smutny dzień. Zasnęłam oparta na ramieniu Kacpra.
______________________________________
No i prosze :) macie kolejny rozdział.
Ojej ... dobrze, że jej tacie nic się nie stało ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wszystko się ułoży ;>