piątek, 2 sierpnia 2013

Rozdział 6.

   Obudziłam się, w niezbyt dobrym humorze. Tego dnia musiałam, podjąć trudną decyzję. Czy zostać z Kacprem i tatą, czy pojechać i spełnić swoje marzenia. Nie miałam ochoty wstawać, i przeżywać kolejny dzień. Chciało mi się spać. W domu było cicho. Pewnie są w warsztacie. Nie chciało mi się sprawdzać. Dalej leżałam i zastanawiałam się nad tym, co zrobię.
JA - Czemu to życie jest takie trudne - krzyknęłam.
   Chyba nie powinnam. Chwilę później w moim pokoju znalazł się tata.
TATA - Nic się nie stało, krzyczałaś głośno.
JA - Nie, nie tato... Po prostu, tak jakoś.
TATA -Chyba wiem , o co chodzi. 
Przez chwilę milczeliśmy. 
TATA - Jedź. Masz być szczęśliwa. 
JA - Ale tato, ja nie chce was zostawiać. Chcę być z wami. Czemu to takie trudne. - rozpłakałam się.
   Nie wiedziałam co robić. Tata mocno mnie przytulił.
TATA - Nie martw się kochanie. Los zdecyduje sam co masz zrobić . Prędzej czy później będziesz znała odpowiedź. A teraz chodź na śniadanie.
JA - Mam taką nadzieje, że los mi pomoże zdecydować. 
   Ubrałam się i zeszłam coś zjeść, chociaż szczerze    mówiąc, nie miałam na nic ochoty. Jedyne co chciałam, to podjąć właściwą decyzję. A z tym było trudno. Bardzo. Siedziałam przy stole sama, bo tata z Kacprem już poszli. Czas mijał szybko, a ja nadal nie wiedziałam co robić. Nie chciałam zostawiać taty samego, bo jego chore serce. Co jeśli coś by się stało i mnie by nie było i nie było by Kacpra. I jeszcze nie zostawiać też samego Kacpra. 150 km robi różnice. Sporą. Była śliczna pogoda. Miałam ochotę na długi spacer. Poszłam powiedzieć tacie, żeby się nie martwił.
JA - Tato, ja pójdę się przespacerować. 
TATA - To może...Kacper ...
JA - Nie sama pójdę. - przerwałam mu. - Spokojnie jestem pod telefonem.
TATA - No dobrze. Idź tylko uważaj na siebie.
JA - Tak, tak wiem. Pa.
   Kiedy doszłam do furtki, przyjechał Kacper. Widać było, że humor mu dopisywał.Wysiadł ze swojego samochodu.
KACPER - Hej kochana. Gdzie się wybierasz.
JA - Cześć. Idę na spacer. Muszę coś przemyśleć.
KACPER - Może..
JA - Nie.. - i znowu przerwałam. - pójdę sama.
KACPER  - No dobrze. Idź. 
   Sama nie wiedziałam gdzie idę. Przed siebie. Dziwnie się czułam. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że nie zjadłam śniadania, albo... już sama nie wiem . Trochę daleko poszłam. Była jakiś kilometr od domu. Wtedy, zaczęło mi się kręcić w głowie. Szybko zadzwoniłam do taty. Straciłam przytomność. Zbyt nie wiem co się stało, pamiętam tylko tyle. Obudziłam się w szpitalu, i na dodatek drugiego dnia wieczorem Siedział przy mnie tata i Kacper. Pytali się  jak się czuje. Ale ja mało kontaktowałam. Nie wiedziałam co się dzieje. 

KACPER : ( ponieważ Nikola jest w śpiączce ) 

TATA - Nikola. Nikola. Jak się czujesz.? Wszystko w porządku.? Nikola. 
KACPER  - Trzeba lekarza, znowu straciła przytomność. Pójdę.
   Poszedłem po lekarza i wróciłem do sali. Kazali mi wyjść, chwilę rozmawiali z jej tatą, ale i on musiał wyjść.
TATA - Lekarz powiedział, że miała uraz głowy i nie wiadomo co będzie dalej. 
   To było dziwne uczucie, patrzeć jak osoba którą się kocha cierpi. I nie wiadomo co będzie z jej życiem. Przyrzekłem sobie że nie opuszczę szpitala   póki Nikola nie wyjdzie z niego. Nie chciałem jej zostawiać samej i jej tate pana Wojtka również. On miał chore serce, wszystko mogło się stać. 
LEKARZ - Mogę prosić ojca Nikoli. Muszę z panem porozmawiać.
TATA - Tak oczywiście. 
LEKARZ - Jest źle. Dziewczyna uderzając głową o kamień dostała silnego wstrząsu, do tego przyczynił sie też udar mózgu. Stracenie przytomności było normalne wtedy, jednak teraz. Teraz to było dziwne. Oczywiście wiemy co robić. Jednak nie grozi to zdrowiu pana córki. 
   Kiedy opowiadał mi to pan Wojtek. Coś we mnie nie wytrzymało. Zacząłem myśleć o jej śmierci. O tym że zostanę bez niej. To było straszne.  Nie chciałem jej tracić. Wojtek rozpłakał się. Siedział przy niej i płakał. Mi nie pozwolili wejść.Jej stan się pogarszał. 

3 dni później.

   Nikola, wybudziła się jednak nie kontaktowała. Nie było świetnie. Przychodziłem tutaj z Wojtkiem na zmianę. Tego dnia byłem wcześniej. Zabrali ją gdzieś. Wojtek wyszedł z sali.
TATA - Nie jest dobrze. 
KACPER - Widzę. Dziś mija termin , zgłoszeń w drużynie. 
TATA - Jej marzenia się nie spełnią. Rozmawiałem o tym z doktorem. Już nie będzie mogła grać. 
KACPER - Co .??  - zdziwiłem się. - Nie można na to pozwolić. To jej marzenia. Jej przyszłość ona z tego nie zrezygnuje. 
TATA - Wiem, ale będzie musiała. Przynajmniej przez najbliższy rok. 
KACPER - To będzie dla niej bardzo ciężkie i trudne. 
   Wtedy przywieźli ją na sale. Wojtek znów tam wszedł. Siedział tam przez najbliższe 4 godziny. Nie chciał jej opuszczać. O 19.33 Wojtek wybiegł z sali, miał dziwny wyraz twarzy myślałem o najgorszym pobiegł po lekarza. Chciał wejść razem z lekarzem ale nie mógł.
KACPER -Co? Co jest ? Co się stało? Nikola .? Co z nią - dopytywałem.
TATA - Żyje. I przeżyje. Otworzyła oczy.
   Uśmiechnąłem sie sam do siebie. Wojtek wszedł do sali.

NIKOLA: (wracamy do gł. bohaterki)

JA - Tato. ? 
TATA - Kochanie. Nawet nie wiesz jak się cieszę że już jesteś z nami. 
JA - A  nie było mnie ?  - byłam trochę zdziwiona.
TATA - Byłaś tylko, jedną nogą na tamtym świecie. Ale już już w porządku.
JA - To chyba dobrze. Jest Kacper. ?
TATA - Tak, tak jest. Już go wołam.
JA - Dziękuje.
   Tata wyszedł. Trochę go nie było. Leżałam i patrzyłam na okno. Było trochę późno, bo słońce zachodziło, za horyzont. Nie mogłam sobie uświadomić, że jeszcze kilka godzin temu umierałam. Mogłam dziękować wszystkim za pomoc. I sobie też. Gdybym trochę później zadzwoniła wtedy po pomoc. To już bym tu nie była. Starałam się o tym nie myśleć. Ale coś mi nie dawało. Wtedy na salę wszedł Kacper.
JA - Hej, jak miło cię widzieć. 
KACPER - Witaj słonko w świecie żywych.    Brakowało nam cię. Nawet nie wiesz jak. Nie rób mi tego nigdy więcej. 
JA - Obiecuje. 
KACPER - Kocham Cię. 
JA - Też Cię kocham. 
   Opłacało się wracać do świata żywych. Przynajmniej miałam dla kogo.  Niestety nasze spotkanie nie trwało, długo musiałam odpocząć pomimo, że spałam przeszło 4 dni. A po za tym kończył sie czas odwiedzin. Poszli. Pożegnali się ze mna i poszli. Ja spojrzałam znów na okno i czułam że mam dla kogo żyć. Byłam pewna że los chciał żebym została tutaj i nie wyjeżdżała. Widocznie to tutaj spotka mnie coś wspaniałego. Jeżeli już mnie nie spotkało. Teraz wiedziałam że kocham Kacpra tak mocno , że nie mogę go zostawić na tak długo i tak daleko. Nie mogłam się doczekać kiedy znów się zobaczymy. Chwilę później zasnęłam na twardym szpitalnym łóżku, podłączona do kroplówki. Tak zakończyło się te kilka cięzkich dla mnie dni. 

______________________________________

Podoba się ??  


1 komentarz:

  1. Świetny rozdział :*
    Na szczęście wszystko dobrze się skończyło :)
    Szkoda, że na razie nie będzie mogła grać ;/

    OdpowiedzUsuń